Forum
 

Okradziony "Wiśnia"

Górnik przeżywa trudne chwile. Nie tylko na boisku, gdzie po porażce z GKS Bełchatów wylądował w strefie barażowej. Klub nadal nie ma nowego właściciela. Jakby zewnętrznych problemów było mało, pojawił się kolejny, pewnie jeszcze bardziej przykry w najnowszej historii klubu z Roosevelta. Po ligowym mecz z warszawską Legią w szatni został okradziony jeden z weteranów Górnika, Jacek Wiśniewski. Zginęły mu kosztowności o wartości 7 tysięcy złotych. W szatni piłkarze dali dwa tygodnie na odnalezienie "zguby". Termin minął, a kosztowności jak nie było, tak nie ma. Sam Wiśniewski niechętnie opowiada o całym zdarzeniu, jednak nie ukrywa, że jest w szoku. - Gram w piłkę ponad dwadzieścia lat, ale czegoś takiego jeszcze nie było. Nie zginął portfel, w którym miałem pieniądze, złodziej nie wziął telefonu komórkowego... Ktoś obcy zabiera takie rzeczy. Zniknęły tylko łańcuszek i bransoleta, które dostałem w prezencie od żony. Ja ze zgubą już się pogodziłem, ona nie. Skoro nikt nie oddał tego co ukradł, to już nie odda. Nie wierzę.

Nikt obcy?

Górnik wrócił po przegranym meczu z Legią (2-3) i miał w sobotę rozruch. W zajęciach uczestniczyło kilkunastu piłkarzy, siedmiu innych zostało w szatni. Oni z różnych powodów nie trenowali. Wiśniewski jak zawsze zostawił rzeczy na miejscu. Kiedy wrócił, było wszystko poza zgubą. - Nie wiem co o tym myśleć. Ochrona twierdzi, że przez te dwie godziny nikt obcy do szatni nie wchodził i nikt z niej nie wychodził. Mam świadków, że rzeczy miałem przed treningiem przy sobie. Razem z Krzysiem Bukalskim i Piotrkiem Lechem zarządziliśmy przeszukanie szatni. Nic się nie znalazło. Kogo podejrzewam? To trudne i niezręczne pytanie. Łatwo kogoś posądzić, więc nic więcej na ten temat nie powiem. Chciałbym wierzyć, że to nikt z drużyny. Taka sprawa w ogóle nie powinna wyjść z szatni, ale skoro już tak się stało, to musimy z tym żyć - dodaje poszkodowany.

Na Wigilię nie pójdzie

Termin dwóch tygodni minął po meczu z GKS Bełchatów. Górnik zagrał słaby mecz, dużo słabszy niż tydzień wcześniej z Górnikiem Łęczna. Trener Marek Motyka nie chce publicznie komentować tej niezręcznej sytuacji, wierząc, że jeszcze się wyjaśni i nie zakłada, że złodziej wywodzi się z zabrzańskiej szatni. Wiśniewski też nie chce w to wierzyć, jednak dodaje... - Dla mnie sprawy już nie ma. Ukradł, to sprawa jego godności i sumienia. W każdym razie, jeżeli będzie w tym roku spotkanie wigilijne, to bez mojej osoby. Nie pójdę łamać się opłatkiem, ryzykując, że po drugiej stronie stoi kanalia, która dopuściła się kradzieży. Czy to ma wpływ na naszą grę? Wcześniej zespół grał z pełnym zaangażowaniem, wszyscy gryźli trawę. W sobotę tego zabrakło. Mam nadzieję, że na boisku tego nie widać, ale sytuacja nie jest zdrowa. Przed treningami każdy zanosi wszystkie wartościowe rzeczy w bezpieczne miejsce. Jedna osoba popsuła coś, czego w tej chwili najbardziej potrzebujemy. Nie mamy do siebie pełnego zaufania - kończy Jacek Wiśniewski.

źródło: Sport
nadesłał: PiotreKSG



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online