Forum
 

Czas "Wleciała"

Jak nazywa się trener z najlepszym bilansem spotkań w rundzie jesiennej? Marek Wleciałowski, od 3 lutego samodzielnie pracujący z piłkarzami Górnika Zabrze. To absolutnie największa pozytywna niespodzianka słabej tej wiosny, polskiej ligi. Najmłodszy trener bez żadnej praktyki i bez licencji, z drugiej strony klub z najniższym obok GKS Katowice budżetem... Tymczasem zabrzanie pokonali już Pogoń, Cracovię i ostatnio Wisłę Płock. Zremisowali w mającym wielkie aspiracje Lubinie, a po drodze wygrali rewanżowy mecz Pucharu Polski (choć ostatecznie odpadli po serii rzutów karnych) z warszawską Legią. Górnik w lidze nie stracił bramki, chyba, że sam ją sobie strzelił (Felipe w Lubinie), a organizację gry zabrzan chwalą wszyscy trenerzy - z papierami - odwiedzający Zabrze i w Zabrzu... przegrywający.

Przypadek czy strategia?

- Twardo stąpam po ziemi. jest taka zasada, że im wyżej jesteś, tym mocniej wieje. Sam nie spodziewałem się takie początku. Jak pewnie nikt. łatwiej jednak nie będzie. Wręcz odwrotnie - twierdzi Wleciałowski.
Ile w jego nominacji przypadku, a ile przemyślanych działań rodziny Koźmińskich? - Marek był sprowadzony do Zabrza z myślą, że będzie w przyszłości pierwszym trenerem. Nie przypuszczałem jednak, że stanie się to tak szybko - mówi Zbigniew Koźmiński, prezes klubu. "Wleciał", przez kilkanaście lat związany był jako piłkarz z Ruchem, trafił na Roosevelta zimą 2003 roku, ściągnięty przez Waldemara Fornalika, z którym też grał w barwach "niebieskich". Doskonale znał się także z Markiem Koźmińskim. Obaj byli na początku lat 90-tych w kadrze "olimpijskiej" Janusza Wójcik i tylko poważna kontuzja więzadeł nie pozwoliła obecnemu trenerowi Górnika pojechać po medal do Bracelony. - Już przy pierwszej rozmowie padło z ust Marka Koźmińskiego, że w przyszłości widzi dla Marka miejsce jako pierwszego trenera - wspomina Fornalik, który wkrótce pożegnał klub i trafił do Wronek.

Na urodziny

"Koza" zatrudnił Wernera Liczką. Na niespełna rok. Kiedy Czech dostał ofertę pracy w Krakowie, pojawił się problem nowego trenera. Nieoficjalnie mówi się, że to Koźmiński-senior był zwolennikiem zatrudnienia Edwarda Lorensa. Jego syn od raz chciał Wleciałowskiego. W końcu ojciec dał się przekonać, po miesiącu pracy rozstano się z Lorensem i trzy dni po 35-urodzinach, już na obozie we Włoszech, Wleciałowski usłyszał, że jest "pierwszym". - Daję słowo, że nic nie wiedziałem. Nikt nie wiedział... - mówi Wleciałowski. Lorens jest obecny na każdym meczu Górnika. - Ostatnio rozmawialiśmy chwilę. Gratulował mi i drużynie - mówi Wleciałowski, którego Lorens trenował w Ruchu.

Najtańszy w lidze

Ruch Koźmińskiego był ryzykowny, ale miał też inne plusy. Nie dość, że zatrudnił najtańszego trenera w lidze, to jeszcze miał gwarancję, że ten skupi się na solidnej pracy, a nie będzie ingerował w politykę personalną klubu. - W naszej sytuacji, która jest bardzo trudna, możliwe są dwa scenariusze. Narzekanie, że nie ma z kim pracować i ciężka praca. Wleciałowski to zdecydowanie ta druga opcja. W lutym podpisaliśmy aneks do umowy i Marek dostał podwyżkę. Najtańszy? Potwierdzam. Zarabia pewnie połowę mniej niż przedostatni na liście płac trener w ekstraklasie - mówi Z. Koźmiński. Wleciałowski w swoim stylu odpowiada, że to nie było najważniejsze. - Byłem trenerem bez wyników, stażu i bez papierów. Po prostu pracuję i robię to co lubię. Jak wytłumaczyć takie wyniki? W tym klubie wszyscy stoimy niejako pod ścianą, a to wymusza konkretne zachowania. Nam udało się wyzwolić w ludziach pozytywną motywację wewnętrzną. I naprawdę - choć to slogan - tworzymy jedną drużynę. Inaczej nie byłoby takich wyników - zapewnia Wleciałowski.

Potrafi krzyknąć

- Wiedziałem, że będzie trenerem. Dobrym trenerem. Marek to miał wpisane w życiorys - uważa Dariusz Gęsior, wieloletni przyjaciel z Ruchu. - Jest spokojny i konkretny. Nie wygląda na to, ale potrafi wrzasnąć i się wkurzyć.
Sami piłkarze Górnika mówią, że Wleciałowski pozytywni ich zaskoczył. - Myślałem, że będzie za miękki Tymczasem ma charyzmę, panuje nad drużyną i ma pomysł na to co robi - twierdzi Michał Karwan.
Umowa Wleciałowskiego z Górnikiem obowiązuje do czerwca. Jeżeli nie "zwolni", to pewnie szybko znajdą się kluby oferujące więcej niż około trzy tysiące złotych miesięcznie. Mniej więcej tyle zarabia. - Marek ma jeszcze obiecaną premię za utrzymanie drużyny - dodaje Koźmiński-senior, który zapewnia, że dziś piłkarze dostaną część zaległych pieniędzy za dwa ostatnie miesiące.

Papiery latem

Na ile wynik Górnika to efekt samodzielnej pracy Wleciałowskiego? On sam nie ukrywa, że słucha również innych. - Tylko głupiec szuka wokół siebie głupszych. Ja rozmawia, jestem otwarty na argumenty. Przyjechał do nas Werner Liczka i od razu zapytałem go o Cracovię. Utwierdziłem się w swoich obserwacjach, a to też sporo daje. Kontakt z Władysławem Żmudą? Mam. Dzwonimy do siebie, wymieniamy uwagi... - Wleciałowski nadal nie ma licencji, a nawet pierwszej klasy trenerskiej i najwcześniej może pójść na kurs latem. "Opieka" nad nim Władysława Żmudy - wykładowcy Wleciałowskiego na katowickiej AWF - to pomysł Antoniego Piechniczka, który uznał, że nie można dać "papierów" za nic.
"Wleciał" na razie radzi sobie doskonale, ale porównując jego sytuację do tej w jakiej znalazł się Jacek Zieliński w Legii, trudno dopatrzeć się logiki i wspólnego mianownika. Może to kolejny z uroków futbolu...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online