Forum
 

Lorens: Zachwiane proporcje

Edward Lorens (fot. gks.katowice.pl)Edward Lorens przejmuje zespół Górnika po raz trzeci w trenerskiej karierze. Pod jego kierunkiem zabrzanie kończyli sezon 1993/94, kiedy w ostatniej kolejce, po remisie z Legią w Warszawie (trzy czerwone kartki dla piłkarzy z Zabrza), przegrali tytuł mistrzowski, kończąc sezon na trzecim miejscu. Tak wysoko w tabeli Górnik później już nie był. W kolejnym sezonie było piąte miejsce. W styczniu 2002 roku Lorens trafił do Górnika jako wiceprezes d.s. sportowych, choć nie było tajemnicą, że to on odpowiadał za grę i wyniki drużyny. Górnik pewnie wygrał grupę spadkową, jednak w połowie kolejnej rundy Lorens wyjechał na Cypr. Potem był nieudany epizod w GKS Katowice, w końcu roczny rozbrat z ligową piłką. Od października obecny trener Górnika pracuje w katedrze gier zespołowych katowickiej AWF.

- Żałował pan kiedyś decyzji o odejściu z Zabrza i wyjeździe na Cypr?
- Przyznam szczerze, że kilka razy mogłem myśleć w ten sposób. Zespół był poukładany, dobry personalnie i funkcjonowało to wszystko bardzo poprawnie. Przecież to był Górnik Niedzielana, Kriżanaca, Kompały, Lekkiego, Gierczaka... Naprawdę wielu bardzo ciekawych piłkarzy. Pewnych zdarzeń nie można jednak przewidzieć.

- Niepowodzenia w GKS Katowice?
- Proszę zwrócić uwagę, że po moim odejściu kolejni trenerzy też żegnali Bukową, a dzisiaj zespół jest na ostatnim miejscu w tabeli.

- Kiedy ostatni raz przychodził pan do Zabrza, była wizja budowy czegoś większego, niż klubu, który ma problem ze związaniem końca z końcem. Niewiele z tego wyszło. - Trudno mi oceniać miniony rok, bo łatwo komentuje się pewne wydarzenia z zewnątrz, a trudniej borykać się z codziennymi problemami. Na pewno Górnikowi pomógłby lepszy klimat wokół klubu. To jest Górnik z Zabrza, a nie innego miasta. Trzeba do klubu przyciągnąć ludzi związanych z nim sercem i tradycjami. Powinny być wyjaśnione relacje na linii klub - Gwarek. Odpowiadam za zespół, ale chciałbym przy okazji zrobić ile się da, by towarzyszyła temu atmosfera jasności i przyjaźni. Na pewno trzeba rozmawiać. To warunek podstawowy wszelkiego rozwoju.

- Przy okazji kontaktów z Markiem Koźmińskim, odbył pan już z nim szczerą rozmowę? - Na razie krótką, bez poruszenia wszystkich problemów. Faktycznie szczerze i na temat, porozmawiamy po niedzieli, kiedy Marek wróci z Włoch.

- Co na razie od pana usłyszał?
- Powiedziałem mu, że moim zdaniem zachwiał proporcje w budowie drużyny. I przyznał mi rację. Sytuacja w tabeli jest bardzo trudna i wymaga pewnych korekt w drużynie. Nie chciałbym jednak na podstawie dwóch meczów, które widziałem, oceniać wartości tej ekipy ludzi. Trzeba porozmawiać, zobaczyć jak pracują, zachowują się w treningu, w grze... W każdym razie odnoszę wrażenie, że za dużo tutaj graczy - jeżeli nie przypadkowych - to takich, którzy nie rokują nadziei i nic nowego nie wnoszą do zespołu.

- Nie zdziwiło pana, że nie pojechał z Koźmińskim do Brazylii?
- To pytanie do Marka. Praktycznie było wiadomo, że przejmę zespół po Liczce. Trochę niejasne to jest, bowiem skoro odpowiadam za wynik drużyny, to byłoby wskazane mieć rozeznanie wśród piłkarzy, którzy mogą do Górnika trafić.

- Kiedyś był pana podopiecznym, dziś jest włścicielem klubu i pana pracodawcą. Ten układ wytrzyma próbę czasu?
- Myślę, że tak, jeżeli wszyscy będziemy tworzyli jedną drużynę. Mam 15 lat doświadczenia w roli trenera i powiem nieskromnie, że na tym się znam. Marek patrzy na pewne sprawy z innej strony i jak sam mówi, pewnych spraw się dopiero uczy, popełniając nieuniknione błędy. Doświadczenie i obserwacje piłkarskie ma jednak ogromne. Ze Zbyszkiem Koźmińskim pracowałem już kilka razy. Nie powinno być kłopotów, choć na pewno będziemy się też spierać. To naturalne.

- Obcokrajowcy?
- Niech będą. Dobrzy, wnoszący coś do zespołu. To dziś normalne. Można się spierać czy w Górniku tak było i jest. Z drugiej strony zawsze byłem zwolennikiem szukania piłkarzy w środowisku, identyfikujących się z klubem. Ci z kolei muszą chcieć i czuć odpowiedzialność za drużynę. Nie po to braliśmy swego czasu młodego Bukowca, by teraz miał odchodzić. Trzeba znaleźć consensus, ale to już temat na kolejną rozmowę z Markiem.

- Przedstawi mu pan swoje propozycje graczy, którzy mogliby wzmocnić zespół? - W obecnej sytuacji Górnika to jest duży problem. Wolni są tylko gracze "wiekowi", tacy, którzy raczej obniżyli loty. Nie bardzo wiem, na kogo Górnika stać. Zresztą dziś mam więcej pytań niż gotowych na nie odpowiedzi. Nie znam kadry, pomysłów Marka na nowych zawodników, nie wiem, gdzie pojedziemy na obóz. W poniedziałek będę mądrzejszy. Na pewno nie czeka nas sielanka. Ostatni wygrany mecz z GKS poprawił nastroje, ale ten wynik może być mylący.

- Miał pan też inne oferty. Dlaczego więc padło na Górnika? Na Roosevelta dziś nie płacą "kokosów".
- Nie to decydowało. Rok odpocząłem od piłki, nabrałem dystans do kilku spraw. Górnik to firma, jestem na miejscu, pracowałem tutaj dwa razy i zawsze były to dobre wspomnienia. To była i jest firma, choć dziś z dużymi problemami.

- Marek Koźmiński był zauroczony Wernerem Liczką. To nie będzie przeszkadzało w pracy?
- Znam swój fach. Przejmowałem zespoły po naprawdę wielkich trenerach i dawałem sobie radę. Myślę, że nikt nie będzie porównywał Lorensa do Liczki, bo to nie ma sensu. Liczy się efekt, a nie to ile zespół ma dziennie treningów.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online