Masaż i siłownia - sposób na życie Janusza Łobody

Waldemar Fornalik jest jego trzynastym trenerem. Od 1994 roku, kiedy został masażystą w Górniku Zabrze, prowadzi kronikę, w której zapisuje wyniki wszystkich meczów drużyny. Piłką nożną interesuje się zawodowo ale pasją Janusza Łobody jest kulturystyka.
- Zawsze byłem wątły, w szkole koledzy mnie popychali. Miałem 13 lat i postanowiłem coś z tym zrobić. Tak, od 27 lat, trwa moja miłość do kulturystyki - wyznaje Łoboda. 
Żona wypomina

Po kilku latach treningu w siłowni efekty byty widoczne - wystarczyło spojrzeć. Koledzy już nie szturchali.
Nie miał trenera. Wspólnie z bratem czytali fachowe książki. Początkowo nie myślał o zawodowstwie, ale zaczął startować w zawodach. To wciągało.
- To była jednak inna kulturystyka niż dziś. My nie mieliśmy sponsorów, stypendiów, nie było organizacji. Za wygraną w zawodach dostawało się po pucharze. Dziś najlepsi mogą z tego nieźle żyć - opowiada Łoboda.
Zmienił się także sam trening: - Kiedyś im więcej "pakowałeś" tym było lepiej. Dziś ćwiczy się znacznie mniej, ale konkretnie, według ścisłych zasad - dodaje.
Największe sukcesy odnosił pod koniec lat 80. W 1988 i 1989 zdobył tytuł mistrza Śląska. Podczas mistrzostw Polski w Pile zajął jednak najgorsze, bo czwarte miejsce. Wkrótce zakończył karierę.
- Ożeniłem się. Pojawiły się inne wydatki - wyjaśnia. - Do dziś jednak żona wypomina mi, że poświęcam za dużo czasu na ćwiczenia.
Wciąż trenuje. Cztery, pięć razy w tygodniu. Jest też instruktorem na siłowni.
- Kulturystyka to nie tylko sam trening. To jest sposób życia. W tym zawiera się wszystko: czym się odżywiamy, jak się ruszamy, jak oddychamy.. - twierdzi Łoboda.

Masażysta jak pielęgniarka

Człowiek nie żyje tylko miłością - jakkolwiek by się nazywała. Janusz Łoboda na życie zarabia masażem. Od 10 lat masuje piłkarzy Górnika.
Na początku 1994 roku nowy trener, Hubert Kostka, szukał "masera".
- Dostałem propozycję wyjazdu z drużyną na zgrupowanie do Zakopanego - wspomina Łoboda, - Piłką się nie interesowałem, ale mój ojciec stwierdził, że Górnik to firma i warto zaryzykować. Wziąłem urlop z pracy z myślą, że jadę tylko na dwa tygodnie. I siedzę w Górniku ponad 10 lat.
Najwięcej pracy ma podczas zgrupowań. Nieraz nie ma momentu wytchnienia, niektórzy piłkarze przychodzą do niego nawet w nocy
- Jestem jak pielęgniarka - śmieje się nasz bohater.
Sam masaż jest zwykle dopiero ostatnim zabiegiem na ciele zawodnika.
- Wcześniej odbywa się cała odnowa biologiczna, fizykoterapia, do której stosuje się różne urządzenia: ultradźwięki, pola magnetyczne, interden, biodynamik... - wylicza Łoboda.

Z bólem na twarzy

Obecnie najwięcej pracy ma z prześladowanym przez kontuzje Pawłem Pęczakiem. Pechowy obrońca Górnika wymaga przeróżnych zabiegów.
W sumie przez jego ręce "przewinęło" się już kilkuset piłkarzy Ci nowi w Górniku zwykle na początku podchodzą do niego z rezerwą:
- Badamy się - uśmiecha się Łobodą.
Ale byli i tacy, którzy chętnie korzystali z umiejętności "masera": - Jacek Wiśniewski zawsze z czymś przychodził, ale nie wymagał niczego szczególnego. Tak po prostu, z przyzwyczajenia. To samo Michał Wróbel. Rano zamiast "dzień dobry" pytałem co go boli, bo miał to wypisane na twarzy - wspomina.
Tego lata w Górniku doszło do kadrowej rewolucji. Okres przygotowań do sezonu zwykle obfituje w urazy i kontuzje. Podczas zgrupowania w Wiśle Janusz Łoboda miał jednak niewiele pracy..
- Walka o miejsce w drużynie jest tak duża, że piłkarze, nawet jak się na coś uskarżają, to od razu proszą, żeby nie mówić trenerowi - śmieje się ich "pielęgniarka".

źródło: Trybuna Śląska
nadesłał: Blachol



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2020 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online