Forum
 

Jeden już wyjechał

Na papierze miało być inaczej. Wyjazd do Łęcznej, mecz u siebie z Lechem... Obie drużyny wcześniej długo nie potrafiły odnieść w lidze zwycięstwa. Do czasu meczu z Górnikiem. – Ja nam punktów nie doliczałem, ale może gdzieś pojawiło się takie myślenie, że już jesteśmy tak mocni. No i sprowadzili nas na ziemię. Teraz komfortu już nie mamy i zaczynamy grać o przeżycie – mówi trener Górnika Werner Liczka.
W sobotę przegrał pierwszy zespół Górnika, w niedzielę rezerwy – można rzec tradycyjnie. Werner Liczka oglądał mecz z boku i raczej nie dostrzegł nikogo, kto mógłby pomóc drużynie w Warszawie. W tym miejscu warto przypomnieć słowa Czech sprzed kilku tygodni, kiedy stwierdził, że wartość drużyny najlepiej widać w meczach październikowych i listopadowych. Tymczasem po dwóch porażkach zabrzanie grają z „czubem” ligi. Jadą na mecze z Legią i Groclinem oraz goszczą na Roosevelta Wisłę Kraków.
- To faktycznie wygląda groźnie – mówi Liczka, który bezpośrednio oglądał mecz mistrza Polski z Odrą Wodzisław. – O kryzysie nie ma mowy. Przez 30 minut graliśmy z Lechem jak z książki. Dokładnie to co założyliśmy przed meczem. Potem? Nie pamiętam meczu, w którym popełniliśmy tyle indywidualnych błędów. Przy pierwszej bramce było podanie piłki przez Kuzerę do rywali i nie potrzebny wślizg Hernaniego. A drugi gol? Na początku tej akcji było ośmiu naszych ludzi i czterech z Poznania. Piotrek Lech nie ponosi winy za bramkę. To jest prosty sport, ale trzeba grać bardzo konsekwentnie. Zaczęliśmy wymyślać, kombinować... I taki był tego efekt. Myśmy mieli osiem sytuacji bramkowych, a Lech jedną, faktycznie wypracowaną. I przegraliśmy mecz.
Z porażki nie robi wielkiej tragedii prezes klubu Zbigniew Koźmiński. – Taka przegrana boli i trudno obok niej przejść obojętnie, ale też musimy być realistami. Ta drużyna powstała dzięki pomysłowi, za niewielkie pieniądze i z perspektywą wyniku może w kolejnym sezonie. Jeżeli w niej coś nie zagra, a tak było w sobotę, to przy braku szczęścia kończy się tak, a nie inaczej. Sam Liczka przyznaje, że poniżej poziomu zagrał jego syn Marcel, który przy stanie 1-0 powinien rozstrzygnąć losy meczu. – Nie chodzi o sytuację sam na sam. Zdarza się. Potem jednak nie robił tego co powinien. Kiedy nasza gra zaczyna się „sypać”, wówczas nie potrafimy się pozbierać. Tak było już nie pierwszy raz. Z jednej strony muszę widzieć, że wielu z naszych piłkarzy ma lidze zagranych po piętnaście, dwadzieścia spotkań, a dla mnie ligowiec to ktoś, kto zagrał w niej powiedzmy siedemdziesiąt razy. Tylko, że kibic ma prawo wymagać wyniku już – dodaje Liczka.
Praktycznie wszystkie osoby odpowiedzialne za klub z Roosevelta twierdzą, że w trakcie zimowej przerwy dojdzie do personalnych przetasowań. Ich początek nastąpił... wczoraj, kiedy opuścił Polskę Brazylijczyk Teixteira. – Możemy tylko żałować, że nie może grać Nigeryjczyk Ugo – narzekają wspólnie Koźmiński i Liczka. Problem w tym, że były gracz Serie A leczy kontuzję, a grać trzeba już. W środę na Łazienkowskiej.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online