Forum
 

Koźmiński: Nowe rodzi się w bólach

Mecz Wisła-Górnik dla pana był zapewne wydarzeniem szczególnym?
Zbigniew Koźmiński: - Trudno być obojętnym, skoro w Krakowie przepracowałem jako trener i działacz 20 lat. Ale teraz pracuję w Górniku. Nie ma i nie może być żadnego rozdwojenia jaźni. Przegrać z Wisłą to żaden wstyd, zwłaszcza po walce. Na razie znamy swoje miejsce w szyku. Chcemy piąć się w górę, ale nie da się tego zrobić w ciągu jednego roku. Zwłaszcza przy kłopotach, długach, które wciąż mamy. 
Dlaczego półtorej roku temu odszedł pan z Krakowa do Zabrza - z klubu bogatego do biednego?

- Rzeczywiście, w Krakowie były pieniądze, stabilizacja, można się było zająć tylko sportem. Ale z moim charakterem kłóciło się to, że każda decyzja musi być potwierdzona telefonem do Myślenic do Bogusława Cupiała. Ja nie potrafię tak pracować. Lubię brać za coś odpowiedzialność, decydować. Mam zaufanie do swojej wiedzy nabytej przez wiele lat funkcjonowania w sporcie.

Czym skusił pana Górnik?

- Tutaj problemy są większe, ale w związku z tym jest coś do zrobienia i przede wszystkim są ludzie, z którymi można rozmawiać. Prezes Górnika w Zabrzu jest lepiej postrzegany niż prezes Wisły w Krakowie. Tutaj mogę pogadać i z kibicem, i z proboszczem parafii, a z prezydentem Zabrza pójść na piwo; w Krakowie pan prezydent co najwyżej stanie w świetle kamer gdy Wisła zdobędzie mistrzostwo. Pan profesor uważa się chyba za burmistrza Nowego Jorku.

Gdyby Górnik miał takie pieniądze Jak Wisła, czyli około 21 milionów zł, to...

- Wystarczyłoby nam 12 milionów i spokojnie moglibyśmy rywalizować z Wisłą.
Gdy zostawał pan prezesem Górnika niektórzy zarzucali panu, że nie pochodzi ze Śląska. Mówi się o panu "człowiek do wynajęcia". Czy do Górnika czuje pan jakiś sentyment?

- Już w pierwszym dniu pracy w Zabrzu czułem się tu wrośnięty. Na razie nie ma mowy o pracy w żadnym innym klubie. Razem z Markiem, zapuściliśmy w Zabrzu korzenie. Adwersarzom powiem, że moją pracę weryfikuje tabela. Od dwóch sezonów nie mamy problemów z utrzymaniem się.

Podczas pracy w Zabrzu zdarzyło się panu spotkać z objawami niechęci?

- Ze strony kibiców nigdy. Zawsze przyjazne, sympatyczne gesty. Natomiast spotkałem się z takimi ze strony ludzi postawionych wyżej. Ale powoli lody przełamujemy. Już parę razy zjedliśmy razem śląskie kluski z modrą kapustą, wypiliśmy beczkę piwa.

Jednym z pana przeciwników był m.in. poseł Józef Kubica, wcześniej szef zabrzańskiego MORiS-u...

- Obecnie żyjemy w dobrej komitywie. Pan Kubica miał prawo mieć swoje zdanie. Moim zadaniem jest przekonać go wynikami swojej pracy. Kiedyś powiedział mi, że nie miał racji. To był dla mnie największy komplement.

Co na razie uważa pan za swoją porażkę po półtorej roku pracy w Górniku?

- Na razie to sprawa budżetu. Znamy problemy polskiej gospodarki. Wysłaliśmy setkę listów i propozycji do różnych firm. Szansę widzę jednak na rynku zagranicznym - we Włoszech, w Niemczech.

Kiedy Górnik ma szansę spłacenia wszystkich zaszłości i wyjścia "na zero"?

- W ciągu roku. Nie mamy poważnych długów - one zamykają się w kwocie 1,5 min zł. Mam nadzieję, że we wrześniu formalnie zyskamy poważnego partnera, czyli miasto. Oczywiście nie oczekujemy że władze wyłożą nam pieniądze, ale po prostu pomogą je zarabiać.

Czy z takim "niewielkim" bagażem można myśleć o grze w europejskich pucharach?

- Może i można, ale na pewno nie z naszym budżetem, który wynosi około 4 miliony. Staramy się tak układać kontrakty żeby z jednej strony być wypłacalnym, a z drugiej żeby piłkarze mogli myśleć tylko o grze.

Załóżmy jednak, że Górnik spłaca długi. Czy w przyszłym sezonie przed drużyną zostanie postawiony cel: puchary?

- Wiele zależy od tego czy wypalą nasze transfery Na razie to loteria. To jest tylko materiał na zawodników, choć za rok tacy młodzi Brazylijczycy powinni być wiodący w naszej lidze. Wtedy taki cel będziemy mogli sobie stawiać.

Pan jako doświadczony działacz, pana syn Marek jako były piłkarz znający atmosferę szatni - świadomość, że pracując razem w Górniku wyznaczacie nowe standardy w polskiej piłce? Takiego eksperymentu jeszcze u nas nie było...

- To nie jest eksperyment. To słowo niesie w sobie element ryzyka. W naszym przypadku ryzyka nie ma. Każdy z nas zna swoją rolę i ma do drugiego zaufanie. Marek zainwestował już w ten klub, ale trzeba zaznaczyć, że on nie będzie spłacał długów i rachunków węglowych za poprzedników. Jego interesuje działalność sportowa.

Jak wyglądają rodzinne narady biznesowe?

- Często się spieramy, bo oboje mamy charaktery wykształcone przez sport. Źle byłoby gdyby wszystko było zgodnie. Musi być burza mózgów, czasem zdarzy się głos podnieść, ale wszystko kończy się wspólnym zdaniem i wspólnym działaniem. Nowe rodzi się w dyskusjach, często w bólach.

Powstał ambitny projekt modernizacji stadionu Górnika. Co się z nim dzieje?

- Projekt ten jest bardzo logiczny, także pod względem kosztów. Jego wartość to ok. 30 mm zł. Tutaj otwiera się duże pole do popisu dla pana posła Kubicy. Jeżeli udałoby nam się pozyskać jedną trzecią funduszy z miasta to pozostała część byłaby chyba do zdobycia z budżetu państwa i z funduszy europejskich. Myślę, że termin jego realizacji - cztery do pięciu lat -jest realny

Stadion miałby być typowo piłkarski. Co z bieżnią lekkoatletyczną?

- W Zabrzu jest lobby lekkoatletyczne popierane przez jednego pana posła. Ale lobby logiczne jest bez bieżni. Poziom lekkoatletów w Zabrzu jest taki, że oni z powodzeniem mogą trenować na innym stadionie. Rozumiem, że to jest sposób na życie państwa Czechów, ale to nie ma nic wspólnego z racjonalną pracą w sporcie.

Kiedy Piłkarska Liga Polska znajdzie tytularnego sponsora dla ekstraklasy?

- Wciąż szukamy. Kłopoty Legii są znamienne. To Warszawa, gdzie najłatwiej o pieniądze, a sponsorzy - jak Kredyt Bank - się wycofują. Byliśmy blisko umowy z Erą na 3 miliony dolarów. Ale klimat wokół polskiej piłki - afery, blamaż w Sztokholmie - sprawiły, że nic z tego nie wyszło. Era chce się identyfikować z sukcesem, a sukcesem pochwalić się może tylko Wisła.

Niektórzy panu zarzucali, że zbyt obnosił się pan z tym fiaskiem związanym z Erą...

- To Zbyszek Boniek zgrywa filozofa, chce być najmądrzejszy. Ale nie jest, bo wiele rzeczy już mu wytknięto, a wiele innych jeszcze czeka w kolejce. Nie ma go w Polsce, więc próbuje zaistnieć agresywnymi wywiadami. Naobrażał już wielu ludzi, choć wszyscy go szanujemy. Chce zaimponować swoim rzekomym bogactwem, ale ono polega na paru mieszkaniach we Włoszech i dwóch sklepach, które wynajmuje. Paru piłkarzy w Polsce kupiłoby Bońka z kapeluszem i w skarpetkach.

źródło: Trybuna Śląska
nadesłał: Blachol



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online