Forum
 

Jeszcze nie oldboj

Właściciel Górnika ledwo co oficjalnie zakończył karierę piłkarską, a już zadebiutował w zespole dziennikarzy, którzy w ramach prezentacji III-ligowej Walki Makoszowy, rozegrali pokazowy mecz z oldbojami zespołu z dzielnicy Zabrza. Podania "Kozy" otwierały drogę do siatki gospodarzy, którą "dziurawił" dyrektor GKS Katowice Jan Furtok, siedem razy wpisując się na listę strzelców. 

Nie za wcześnie na rozgrywki oldbojów?
Marek Koźmiński: Co prawda na 35. urodziny muszę jeszcze poczekać półtora roku i w oficjalnych rozgrywkach oldbojów grać jeszcze nie mogę, ale w takich spotkaniach jak to na boisku Walki Makoszowy wziąłem udział z wielką przyjemnością. Tym większą, że trafiłem do dobrej drużyny, w której gra daje satysfakcję. To po pierwsze, a po drugie - powiem na ucho - że ważę dwa kilogramy więcej niż w czasach biegania za piłką, więc postanowiłem coś z tym zrobić.

I co pan wymyślił?
- Nie musiałem wymyślać. Podpowiedź uzyskałem od swojego dobrego znajomego. Gianni Solda jest dyrektorem banku w Udine. Gdy w 1992 roku przeszedłem do ligo włoskiej i zacząłem występować w Udinese właśnie w jego banku otworzyłem konto i tak zaczęła się nasza znajomość, którą dzisiaj mogę już nazwać przyjaźnią. I właśnie po przyjacielsku szacowny włoski finansista zaproponował mi start w maratonie.

Wystartował pan?
- Spokojnie, spokojnie. Najpierw muszę się przygotować. Przebiec 42 kilometry i 195 metrów to prawdziwe wyzwanie dla organizmu. Nie da się tak z dnia na dzień wyskoczyć z piłkarskich butów i założyć obuwie lekkoatletyczne. Na razie trenuję, przygotowuję się i startuję na krótszych dystansach w biegach ulicznych.

Z jakim skutkiem?
- Zaraz po zakończeniu sezonu 2003/2004 pojechałem do Włoch i wystartowałem w weneckim biegu na 21 kilometrów. Przebiegłem półmaraton w czasie godzina i 54 minuty. Nie ma się czym chwalić. Zająłem miejsce tysiącktóreśtam co w stawce pięciu tysięcy uczestników nie było wcale złym osiągnięciem. Ale co najważniejsze wciągnęła mnie ta nowa przygoda sportowa.

Kiedy najbliższy występ maratończyka Marka Koźmińskiego?
- W tym roku, późną jesienią, chcę wystartować jeszcze w jednym półmaratonie, a zimą, w okolicach lutego i marca mam zamiar przymierzyć się, do całego maratonu. Moim celem jest występ w Nowym Jorku, Bostonie albo Londynie, gdzie chciałbym uzyskać tak zwany wynik limitowany, czyli mniej niż 3 godziny i 45 minut. Dzisiaj byłbym w stanie pokonać 42 kilometry w około cztery godziny, bo 12 kilometrowe odcinki biegam w ghodzinię i 2 minuty.

Ale nie przeżył pan jeszcze "choroby 35 kilometra". Słyszał pan o niej?
- Słyszałem i mogę powiedzieć, że znam jej objawy z własnego doświadczenia. Podczas biegu na 12 kilometrów pojawia się u mnie raz, a podczas biegu w półmaratonie zaatakowała mnie dwa razy. Przez około pięć minut ogarnia człowieka totalne zniechęcenie. Przychodzą myśli: "po co ci to, zejdź z tej trasy i wsiądź do auta". Trzeba wygrać tę psychiczną walkę i to mi się udawało. Jak będzie na trasie maratonu nie wiem, ale wierzę, że gdy będę dobrze przygotowany to się nie poddam.

Dobrze przygotowany - co to znaczy w przypadku maratończyka?
- Po trzech miesiącach systematycznych treningów i po trzech tygodniach lekkoatletycznej diety nastawionej na węglowodany. Nie ukrywam, że to nowe wyzwanie traktuję bardzo poważnie i mam nadzieję, że dopnę swego.

Rozmawiał: Jerzy Dusik / Dziennik Zachodni

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online