Forum
 

Koźmiński: Równowaga finansowa przede wszystkim

Rozmowa z Markiem Koźmińskim, właścicielem Górnika Zabrze.
» Czym różni się polska liga od tej, z której wyjechał pan w 1992 roku do Włoch?
- Przede wszystkim zmieniły się realia polityczne. Wtedy kapitalizm dopiero się zaczynał. Teraz jest niby łatwiej, ale znaleźliśmy się w bardzo poważnym kryzysie gospodarczym, który wyraźne odbija się na sporcie. 
» Czy wtedy miał pan wrażenie, że państwo czuwało nad klubami i nie pozwalało im zginąć ?
- Tak. Obecnie kluby zostały pozostawione same sobie, poddane prawom rynku. Ale tak się musiało stać. Chociaż mam wrażenie, że piłka nożna jest najbardziej odrzuconą przez władze państwowe dyscypliną sportową. Powstają pływalnie, właśnie oddano ładny tor kajakowy w Krakowie. A proszę mi pokazać, chociaż jeden stadion piłkarski z prawdziwego zdarzenia!

» U nas jest biednie ...
- Zgoda, ale tego nie powinniśmy się wstydzić. Powodem do wstydu będzie, jeśli ktoś powie, że u nas jest niesolidnie. Polska nigdy nie będzie wielką, futbolową potęgą. Zejdźmy na ziemię. Nasza liga nie będzie nigdy taka jak włoska, francuska, hiszpańska czy angielska, ale przecież może się stać taka jak holenderska, belgijska czy choćby duńska.

» Pojawiły się głosy, że dla Koźmińskich w Górniku ważniejsze od wyniku sportowego jest to, aby się wszystko bilansowało...
- Najważniejsze jest, aby klub przeżył. Był czas kiedy Górnik ryzykował dużo. W dalszym ciągu mamy długi, które spłacamy w miarę możliwości. Na to trzeba uważać, bo bankructwa zdarzają się przecież nawet w najlepszych ligach...

» Jednak nie w Polsce.
- Ale będą! Skoro bankrutują twory, za którymi stoją wielkie siły polityczne w silnych ekonomicznie krajach, to trzeba brać pod uwagę możliwość, że z podobnym zjawiskiem - prędzej, czy później - spotkamy się również u nas.

» Po to jednak wprowadzono system licencyjny, aby zdyscyplinować kluby do prowadzenia racjonalnej polityki finansowej.
- Wiele klubów europejskich ma poważne problemy. Nagle okazało się, że kilka znanych włoskich zespołów może zostać karnie relegowanych z Serie A z powodu długów sięgających setek milionów euro. Niestety obawiam się, że ten problem dojdzie również do nas.

» Wprowadzenie systemu licencyjnego miało oczyścić ligę z podmiotów, które są za słabe i źle zorganizowane. Nie denerwuje pana, że ostatecznie PZPN i tak łaskawie przymykał oko na pewne niedociągnięcia? W efekcie ekstraklasa ciągle nie spełnia oczekiwań marketingowych, handlowych.
- To prawda. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie, aby - na przykład - Legia Warszawa nie dostała licencji tylko dlatego, że ma długi. Ludzie! Legia to jest Legia. Przecież nie chodzi o uzdrowienie czegoś jednym cięciem, ale na zasadzie - nie możemy wydać więcej niż suma X, ponieważ musisz przeznaczyć sumę Y na spłatę zobowiązań. Nie stać cię na wyrównanie od razu zobowiązań - zrób to w ratach.

» Piotr Świerczewski powiedział, że przepisy PZPN chronią interesy klubów, a nie chronią zawodników. Chodzi o zapis możliwości zmniejszenia kontraktu jednostronnie przez klub w sytuacji, gdy straci jednego ze sponsorów...
- Piotrek ma 95 procent racji. Pozostałe pięć procent dotyczy jednak tego, że trzeba dokładnie czytać, co się podpisuje. Dajmy na to, że zawodnik zwiąże się umową, w której jest napisane, iż pensja wynosi złotówkę, a całą resztę otrzyma w formie premii. W tej sytuacji PZPN słusznie argumentuje, że premii nie gwarantuje.

» Ale generalnie, skoro zainwestował pan w Górnika, to znaczy, że z optymizmem patrzy pan na przyszłość polskiej ligi?
- Jestem optymistą, bo inaczej bym się za to nie brał. Nie ulega natomiast wątpliwości, że my, Polacy jesteśmy urodzonymi malkontentami. A ja, na przykład, uważam, że w Polsce są dobrzy piłkarze. Nie mówię, ze polska liga jest dobra, ale dobrzy piłkarze, którzy muszą być poddani takiemu samemu reżimowi treningowemu jak na Zachodzie. Oczywiście - najlepsi wyjeżdżają, bo w niektórych klubach zagranicznych dostają lepsze pieniądze. To jednak też już nie jest reguła. Zobaczcie, ilu piłkarzy wróciło. Świerczewski, Kłos, Majdan, Kukiełka, Kryszałowicz... To są ludzie w sile wieku, którzy grali w Bundeslidze, czy we Francji. Na zachodzie też nie ma pieniędzy i jak zawodnik dostanie w Polsce sto tysięcy euro, musi się poważnie zastanowić - to już jest coś, warto się skusić.

» Jakie są pana długoplanowe plany wobec Górnika. Czy w ciągu najbliższych lat pański klub może się stać wielką siłą w polskim futbolu?
- Koźmiński nigdy nie będzie się mógł porównać z Drzymałą czy Cupiałem. Moim pomysłem na Górnika jest długotrwała praca z piłkarzami. Dlatego mam tylu młodych, obiecujących i bardzo utalentowanych zawodników, którzy za dwa-trzy lata będą stanowili o sile polskiej piłki. A wówczas może okazać się, że nawet większe pieniądze Wisły i Groclinu mogą nie odgrywać decydującej roli, bo to ja będę mieć tych piłkarzy.

» Można więc powiedzieć, że liczy pan na swój menadżersko - piłkarski nos?
- Nie tylko. Liczę na cały sztab ludzi - nieprzypadkowych i starannie dobranych - którzy dla mnie pracują. Mam tę przewagę nad innymi, że się na tym znam, bo wiedzę wyniosłem z piłkarskiej szatni. Uważam, że młodzi chłopcy, których mam w Górniku, mają przed sobą wielką przyszłość. Zobaczcie skład, który wyjdzie wiosną na pierwszy mecz i jeśli znajdziecie w nim trzech piłkarzy, którzy będą mieć więcej niż 23 -24 lata, będę zdziwiony. A gwarantuję, że będzie grał chłopak, który ma siedemnaście lat!

» Zniknął pan z boisk ligowych trochę niepostrzeżenie. Nie kusi pana, aby jeszcze wrócić?
- Nie. Pożegnanie zrobię, ale normalne granie w meczach ligowych nie wchodzi w grę. Raz, że to by źle wyglądało, a dwa - to, po prostu, nie ma sensu. Coś się w moim życiorysie kończy, w dobrym momencie, więc po co do tego wracać? Nie chcę się rozmieniać na drobne.

» Sądzi pan, że inni pójdą niedługo w pana ślady, tym samym tropem?
- Ja bym chciał, aby do polskiej piłki weszli tacy ludzie jak Kulczyk, Gudzowaty - od numeru jeden
do numeru dziesięć na liście najbogatszych Polaków. Wtedy w ligowym futbolu pojawiło by się
więcej pieniędzy, nowe możliwości, a kluby grały by na wyższym poziomie.

» Ale potrzebny jest chyba lepszy wizerunek wokół ligowej piłki?
- Nie, to - po prostu - trzeba czuć. Gdyby mnie ktoś zaoferował finansowanie drużyny hokej na lodzie albo koszykówki, odpowiedziałbym - nie, to mnie nie bardzo interesuje. Tutaj chodzi o rywalizacje, satysfakcję ze zwycięstwa. Zobaczmy, kto pełni lub pełnił funkcje prezesów we Włoszech - Berlusconi, Agnelli, Sensi, Cragontti, czyli sami najbogatsi ludzie. I oni wszyscy z przyjemnością rywalizują ze sobą właśnie na tym polu piłkarskim, bo interesy to już zupełnie inna sprawa.

» Porozmawiajmy o pieniądzach. Jest pan rozrzutny?
- Gdy rozmawiam z zawodnikiem, mówię - proponuję ci, przykładowo, dwadzieścia tysięcy. To jest moja oferta - koniec i kropka. Więcej ci nie mogę dać. Nie mogę obiecać, że dam dodatkowe dwa tysiące, a jednocześnie zachwiana zostaje równowaga finansowa. Gdybym miał dwa razy więcej, to również płaciłbym piłkarzom dwa razy więcej. Zresztą i tak uważam, że w obecnych realiach gwarantuje moim piłkarzom godziwe pieniądze. Ale jeśli przyjdzie do mnie zawodnik i powie - tutaj dostaję 50 tysięcy, a klub x oferuje mi dwieście tysięcy, to co zrobię? Przecież muszę go puścić.

» O Górniku w ostatnich tygodniach głośno jest z zupełnie innych powodów. Można powiedzieć, że wprowadził pan w polskim futbolu nową jakość, ściągając do Górnika rekordową liczbę obcokrajowców.
- Taka jest ogólnoświatowa tendencja. Wiosną ubiegłego roku w barwach Energie Cottbus w spotkaniu Bundesligi w podstawowym składzie wystąpiło jedenastu obcokrajowców. Mogę się założyć, że za dwa lata w każdej polskiej drużynie będzie grało po sześciu zawodników z zagranicy. I to z dwóch powodów. Po pierwsze - bo są tańsi. Po drugie - bo czasami są lepsi.

» Sprowadzenie Nogawy to zabieg marketingowy, czy wierzy pan w tego zawodnika?
- Nogawa zagrał kiedyś kilka spotkań w młodzieżowej reprezentacji Japonii, więc raczej o piłkę się nie przewróci. Poza tym ma 20 lat, jest perspektywiczny. Ale na pytanie, czy się nam przyda, odpowie boisko. Pod względem marketingowym - to była decyzja intuicyjna. Jeżeli mnie spytacie, w jaki sposób Górnik ma skorzystać na ściągnięciu Nogawy nie tylko od strony sportowej, odpowiem szczerze - nie wiem. Na razie jest zainteresowanie - przyjeżdża japońska telewizja, dzwonią dziennikarze.

» A za chwile zgłoszą się japońskie firmy - Honda, Toyota...
- Być może. Od tego nie będziemy uciekać. Jeśli Toyota się zgłosi w zamian za reklamę da nam pięć samochodów, to już będzie jakiś zarobek dla klubu.

» Ciekawym zjawiskiem w europejskim futbolu w ostatnich latach jest powstanie klubów filialnych. Czy Górnik może stać się w najbliższym czasie filią Interu Mediolan?
- Tak, to jest możliwe. Może "filia" to jest złe słowo, ale myślimy o współpracy. Mamy teraz w składzie Makrieva, a wcześniej mieliśmy również Stojkova i za utrzymanie obu tych graczy płaci nam Inter. Mało tego - Włosi dawali również pieniądze za to, że ci piłkarze... grali. To w pewien sposób odciążało klubowy budżet. Nie tylko nie musiałem płacić piłkarzom, ale na tym zarabiałem. Niedawno gościłem zresztą w Interze, byłem też w Milanie, Sampdorii.

» Co trzeba zrobić w pierwszej kolejności, żeby było łatwiej robić interesy w polskim futbolu?
- Przede wszystkim klub przed rozpoczęciem sezonu musi mieć udokumentowane, skąd weźmie pieniądze na większość wydatków. Tak jest na Zachodzie, a ja wzoruje się na najlepszych.

Rozmawiali: Roman Kołtoń, Dariusz Tuimek, Marcin Harasimowicz

źródło: Sport / Skarb Kibica
nadesłał: slide



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online