Forum
 

Rozmowa z Krzysztofem Bukalskim, piłkarzem Górnika Zabrze

Rozmowa z Krzysztofem Bukalskim, piłkarzem Górnika Zabrze Strzelając gola w Poznaniu znów przypomniał się pan polskim kibicom. Trudno sobie chyba wymarzyć lepszy powrót do polskiej ekstraklasy, zwłaszcza że Górnik wygrał na inaugurację sezonu 2:1.
- Nic dodać, nic ująć. Mecz z Lechem to rzeczywiście było miłe przeżycie. 
Czy to oznacza, że Górnik będzie grał w tym sezonie o najwyższe cele?

- Po jednym meczu nie można niczego wyrokować. O tym, na co nas stać, przekonają dopiero kolejne spotkania. W Poznaniu pokazaliśmy, że jako zespół mamy duże możliwości, choć oczywiście nie ustrzegliśmy się błędów. Możemy grać jeszcze lepiej. Twardo stąpamy po ziemi, ale też znamy swoją wartość.

Jeżeli chodzi o mankamenty, to parę razy pod waszą bramką się zakotłowało...

- Na postawę obrony składa się gra całego zespołu, włącznie z pomocnikami i napastnikami. Jest wiele rzeczy nad którymi musimy pracować, nie tylko w obronie. Ale taki wynik przywieziony z Poznania mobilizuje jeszcze bardziej. Martwi nas tylko kontuzja Pawła Pęczaka.

Nie każdy zespół potrafi grać pod presją prawie 20 tysięcy kibiców przeciwnika...

- Nie było tremy, byliśmy zmobilizowani i tak ustawieni przez trenera, że każdy z piłkarzy wiedział, co ma robić na boisku. Założenia taktyczne były dobre, nam udało się je zrealizować.

Dla niektórych obserwatorów zaskoczeniem było, że w środku pomocy obok pana grał Marcin Szulik, a nie Rafał Niżnik. Pan nie był zdziwiony?

- Taka była koncepcja szkoleniowca. W grach sparingowych razem z Marcinem może rzeczywiście najrzadziej przebywaliśmy na boisku, ale przypuszczam, że trener Fornalik chciał dać wszystkim możliwość ogrania się. Przed meczem z Lechem nikt nie miał gwarancji, że wybiegnie w podstawowym składzie.

A panu taka niepewność odpowiada?

- Osobiście wolę być pewnym miejsca w drużynie, ale nie przeszkadza mi to. Każda sytuacja jest inna. Teraz starałem się udowodnić, że zasługuję na miejsce w wyjściowej jedenastce, byłem bardzo umotywowany.

Czy któryś z wyników pierwszej kolejki zrobił na panu wrażenie?

- Widziałem tylko mecz GKS z Groclinem. Wszelkie pochwały pod adresem drużyny z Grodziska są uzasadnione.

A jaki byłby dziś wynik konfrontacji Górnika z zespołem Dusana Radolsky'ego?

- Tu wchodzimy na teren science-fiction. Ale pewne błędy zespołu z Katowic byłyby do wyeliminowania.

No właśnie. Zespół, który w poprzednim sezonie grał jak równy z równym z najlepszymi i znalazł się na podium, teraz przegrał z kretesem...

- Nie przekreślałbym tak łatwo GKS po jednym meczu, nie można tej drużyny lekceważyć. Moi byli koledzy z Katowic, z którymi kiedyś razem występowałem, nie mogą się załamać jednym niepowodzeniem.

Wracając do Górnika. Kibicom w Zabrzu na pewno zaostrzyliście apetyty i na mecz z Polkowicami przyjdzie ich pewnie sporo. Jest szansa na 6 punktów w ligowym starcie?

- Nie bawiłbym się w teorię, bo z nią różnie bywa. Owszem, jesteśmy faworytem, ale w każdym meczu swoją wyższość trzeba potwierdzić na boisku. Robimy wszystko, żeby nasze wyniki były jak najlepsze.

Przed panem debiut w barwach Górnika na stadionie w Zabrzu. Czy związane z tym napięcie już rośnie?

- Jeszcze nie. Musi być czas pracy, ale też i czas radości. Dzisiaj (tj. w poniedziałek - przyp. red.) pozwoliliśmy sobie jeszcze nacieszyć się sobotnim zwycięstwem. Była odnowa biologiczna i rozbieganie. Ale od wtorku obowiązuje już "akcja Polkowice"!

źródło: Trybuna Śląska



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online