Forum
 

Bramkarz jak wino

Rozpoczynające się rozgrywki piłkarskiej ekstraklasy będą 16. pierwszoligowym sezonem w karierze Piotra Lecha. Choć tego 35-letniego bramkarza wszyscy uważają za rodowitego Ślązaka, to jednak pochodzi on z Kętrzyna i jest wychowankiem tamtejszej Granicy. Jako nastolatek Lech przyjechał jednak do naszego regionu i od tego czasu, z półroczną przerwą na występy w Zagłębiu Lubin gra w śląskich klubach. W ekstraklasie debiutował 25 marca 1989 r. w barwach Ruchu Chorzów i na Cichej spędził w sumie ponad 10 lat. Później były dwa sezony w GKS Katowice, a teraz z powodzeniem broni barw Górnika Zabrze. W sumie rozegrał w I lidzie 240 spotkań, a to oznacza spędzenie na boisku ponad 20 tysięcy godzin. Tuż przed pierwszym meczu Górnika "Dziennik Zachodni" postanowił porozmawiać z Piotrem Lechem na temat zmian jakie zaszły w ostatnich latach w polskiej piłce.

- Zasady futbolu nie zmieniają się od lat, ale sama piłka różne przeobrażenia. Co pana zdaniem przez te 15 sezonów spędzonych na pierwszoligowych boiskach zmieniło się w naszej ekstraklasie?

- Kiedy zaczynałem swoją przygodę z piłką dużo trudniej było wywalczyć miejsce w składzie pierwszoligowej drużyny. Było więcej dobrych piłkarzy i w każdym zespole panowała spora konkurencja. Teraz bardzo dużo zawodników wyjeżdża za granicę, stąd znacznie łatwiej trafić do ekstraklasie, nawet jeżeli się jeszcze niewiele potrafi.

- Zatem poziom naszej ligi przez te lata się obniżył?

- Zdecydowanie tak. Lidze brakuje gwiazd, bo kto tylko może szuka szczęścia na obczyźnie i to wcale nie w jakichś wielkich klubach, ale w wypłacalnych. Każdy bowiem w trakcie kariery chce odłożyć trochę grosza i zapewnić rodzinie byt na przyszłość.

- A zarobki piłkarzy w Polsce? Czy one też na przestrzeni lat relatywnie uległy obniżeniu?

- Kiedyś zarabialiśmy nieźle, ale najważniejsze było to, że co miesiąc szło się do kasy i pensja była pewna. teraz dożyliśmy takich czasów, że nawet podpisanie najwspanialszego kontraktu nie gwarantuje dostanie tych pieniędzy. Stąd może na papierze nasze zarobki nie wyglądają źle, lecz z ich wypłatami i terminowością przelewów jest już bardzo różnie.

- Grał pan już w lidze 18-zespołowej, później ekstraklasa liczyła 16 ekip, a teraz o tytuł mistrza Polski rywalizować będzie tylko 14 drużyn. Czy ograniczenie najwyższej klasy rozgrywkowej może wyjść jej na dobre?

- Sam jestem ciekaw jak to będzie wyglądać, choć nie ukrywam, że osobiście wolałbym rozgrywać jak najwięcej spotkań w sezonie. Po to przecież trenuję, żeby grać dla ludzi. Za zdobyte punkty piłkarze otrzymują premie, więc liczba spotkań ma wpływ na nasze zarobki. Zdecydowanym faworytem rozpoczynających się właśnie rozgrywek jest dla mnie Wisła Kraków, bo to najlepiej poukładany polski klub, ale mam nadzieję, że liga będzie równie ciekawa jak w poprzednim sezonie, w którym za plecami krakowian każdy mógł wygrać z każdym i było mnóstwo niespodzianek.

- Przez te wszystkie lata miał pan okazję grać z bardzo wieloma piłkarzami. Który z napastników był zdaniem piotra Lecha najgroźniejszy, a kto wyróżnił się między słupkami?

- Za najlepszego napastnika dekady uważam Krzyśka Warzychę, z którym miałem okazję grać na początku kariery w Ruchu. To był naprawdę znakomity snajper i do dziś nie mogę zrozumieć czemu nie zrobił kariery w reprezentacji Polski. Jeśli chodzi o bramkarz, to tutaj zdecydowanym numerem jeden jest dla mnie Józek Młynarczyk. Wprawdzie nie miałem okazji zagrać z nim w jednym meczu ale pamiętam spotkanie z Widzewem - oglądałem je z ławki rezerwowych - w którym "Młynarz" wyczyniał między słupkami istne cuda.

- Grał pan w trzech znanych śląskich klubach. Jak pan ocenia Ruch, GKS i Górnik?

- W Ruchu spędziłem ponad 10 lat i wciąż darzę ten zespół ogromnym sentymentem. Zaraz na początku kariery zdobyłem Chorzowie tytuł mistrza Polski. Szkoda, że klub z takimi tradycjami znalazł się w II lidze, bo "niebieskim" będzie teraz bardzo trudno wrócić do elity. W Katowicach miałem bardzo udany sezon zdobywając "Złote buty" Sportu i "Złotą Omegę" Dziennika Zachodniego. Może więc teraz w Górnik uda mi się skompletować parę do tego obuwia.

- Ostatnio głośno jest o aferze barażowej. Czy pan przez ten kilkanaście lat gry w lidzie spotkał się z propozycją sprzedaży meczu?

- Nie jestem Borisem Peskoviciem (słowacki bramkarz Świtu Nowy Dwóch Mazowiecki, który ujawnił informacje o sprzedaniu spotkania Szczakowiance), żeby wypowiadać się na takie tematy. W zakładach bukmacherskich też nie gram, bo najpierw musiałbym tam chyba zostawić żonę. Mam jednego pracodawcę - obecnie jest nim Górnik Zabrze i tylko z tego źródła czerpię moje dochody.

- Ma pan już 35 lat i powoli chyba będzie czas kończyć bramkarską karierę. Jak długo Piotr Lech będzie jeszcze grał w piłkę?

- Zdaję sobie sprawę, że na piłkarskim boisku więcej już za mną niż przede mną, ale o zawieszeniu butów na kołku jeszcze nie myślałem. Uprawianie futbolu wciąż sprawia mi przyjemność, a że zdrowie dopisuje, więc mam nadzieję, że jeszcze przez kilka sezonów pogram. Piłkarski przysłowie mówi przecież, że bramkarz jest jak wino - im starszy, tym lepszy. (przepisał: TomeKSG)

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online