Forum
 

Wszystko o prezesie Górnika, Zbigniewie Koźmińskim

57 lat. Żonaty. Ma dwóch synów. Starszy - 32-letni Marek zrobił zawrotną, jak na przeciętne umiejętności, karierę piłkarską, a teraz ma zamiar sprawdzić się w roli właściciela Górnika Zabrze. Młodszy - 26-letni Tomasz jest niewidomy, stracił wzrok ponad 10 lat temu w wyniku błędu operacyjnego lekarzy przy usuwaniu cysty.
Zbigniew jest teraz prezesem Górnika i Piłkarskiej Ligi Polskiej, która za dwa lata ma przejąć od PZPN prawa do rozgrywek ligowych. Przez nieżyczliwych uważany jest za figuranta, niewiele potrafiącego załatwić, ale to oczywiście podłe pomówienia, bo ZK może poszczycić się w karierze działacza dwoma mistrzostwami Polski i wicemistrzostwem. Przygodę z futbolem zaczynał od... koszykówki. Najpierw był trenerem słynnych Wawelskich Smoków, czyli koszykarzy Wisły Kraków, potem trenerem koszykarek Hutnika Kraków, w tym klubie następnie został szefem wyszkolenia. Tam właśnie poznał Janusza Wójcika, który, jako szkoleniowiec piłkarzy z Nowej Huty, często odwiedzał dom Koźmińskich. - To właśnie Wujowi mój syn, Marek, zawdzięcza zrobienie kariery piłkarskiej - wspomina stary Koza. - Janusz podczas wizyt w naszym mieszkaniu powtarzał Markowi: "Ty się chłopcze nie ucz, a stawiaj na futbol, bo będziesz zawodowo piłkę kopał". I Wujo mu wykrakał. Nieprzychylni twierdzą, że właśnie dzięki znajomości Koźmińskiego z Wójcikiem, dość surowy technicznie Marek znalazł się w młodzieżówce i pojechał na igrzyska do Barcelony po srebrny medal olimpijski. Coś w tym mogło być, niemniej trzeba przyznać, że Wujo miał nosa do Kozy, bowiem w olimpijskiej Marek grał mu jak z nut. Świetnym występem z Włochami, a właściwie asystą przy bramce Andrzeja Juskowiaka na turnieju w Barcelonie, Koźmiński junior zaklepał sobie kontrakt w Udinese. Marek grał we Włoszech jedenaście lat, niemal dwa razy dłużej od najbardziej znanego w Italii polskiego piłkarza, Zbigniewa Bońka. Pięć lat w Udinese, kolejne pięć w Brescii i rok w Anconie - to zaprzeczenie twierdzenia, że Koźmiński był zawodnikiem surowym technicznie. Gdyby tak było, to przecież nigdy nie utrzymałby się w serii A dłużej niż pół sezonu.

Koźmiński senior robił karierę działacza piłkarskiego w cieniu syna. Można zaryzykować nawet twierdzenie, że gdyby nie Marek, to Zbigniew w futbolu by nie zaistniał. Jednak dzięki grze Marka w Italii ojciec mógł wejść na piłkarskie salony. Z bankrutującego Hutnika przeskoczył do Wisły Kraków, w której został członkiem zarządu sportowej spółki akcyjnej i wiceprezesem klubu przy prezesie, Ludwiku Mięcie-Mikołajewiczu. ZK wziął aktywny udział w wojnie futbolowej. Jako członek Piłkarskiej Autonomicznej Ligi Polskiej, wraz z Witoldem Knychalskim, Markiem Pietruszką i Ryszardem Raczkowskim, wywołali w zasadzie konflikt ze ś. p. prezesem PZPN, Marianem Dziurowiczem, dzięki czemu po kilku miesiącach przepychanek ster związku przejął Michał Listkiewicz. Koźminski natomiast zajął się budowaniem wielkiej Wisły za pieniądze właściciela Tele-Foniki, Bogusława Cupiała. Po sięgnięciu po koronę, Koźmiński nieoczekiwanie przeniósł się do Szczecina, gdzie za pieniądze tureckiego inwestora, Sabriego Bekdasa, zaczął budować wielką Pogoń. Zbigniewa do Szczecina ściągnął stary znajomy z Hutnika, Janusz Wójcik. Ich współpraca w Pogoni nie trwała jednak długo, bo zaledwie tydzień. Po rozstaniu Wuja z Bekdasem, Koźmiński zaproponował na trenera Edwarda Lorensa i ten doprowadził "portowców" do wicemistrzostwa Polski. Odejście ZK z Pogoni było równie nieoczekiwane jak jego przybycie. Zbigniew podziękował Sabriemu za współpracę, gdy ten wyrzucił z posady przed finiszem rozgrywek Eda. Jako jedyny Koźminski jednak wyegzekwował od Turka należne mu pieniądze.

Stary Koza wrócił do Wisły, by pod skrzydłami nowego zwierzchnika, prezesa Bogdana Basałaja cieszyć się z drugiego w karierze działacza mistrzostwa Polski Białej Gwiazdy. Cupiał, dokonując kolejnej czystki na Reymonta, wraz ze Stanisławem Ziętkiem usunął również Koźmińskiego. Ten jednak szybko się odnalazł na posadzie prezesa Górnika Zabrze i oczywiście zatrudnił w roli menago starego znajomego z Pogoni - Lorensa. Trzeba oddać ZK, że jakoś tego Górnika uchronił przed kapitulacją, a pół roku temu znalazł tam nawet przystań dla syna Marka, któremu powinęła się noga w PAOK Saloniki. Właśnie na dniach klan Koźmińskich przejmuje Górnika. Syn zostanie właścicielem większości akcji, a ojciec ma nadzieję, że Marek da mu poprezesować.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online