Forum
 

"Wiśnia" opuścił Górnika, bo nie lubił Piotra Lecha

Od nowego sezonu dwaj "górnicy" - Jacek Wiśniewski i Adam Kompała będą grać w barwach Szczakowianki. Zanim przenieśli się z Zabrza do Jaworzna, próbowali sił w niemieckim klubie z Oberhausen (II liga).
- Trenowaliśmy tam z drugą drużyną, czyli z amatorami. Jedenbył chyba mechanikiem, bo miał jeszcze smar na sobie - mówi popularny "Wiśnia". - Na boisko wlazły takie grubasy, że głowa boli! Przyjechaliśmy spóźnieni o dzień, ale nie z naszej winy. Trener się zdenerwował, pomyślał: "co tam Polaczki będą sobie przyjeżdzać kiedy chcą", dlatego kazał nam trenować z amatorszczyzną.  Po zajęciach z tymi grubasami usłyszeliśmy, że Adam jest za wolny, a ja mam bardzo duże braki techniczne! Mamy przecież po prawie 160 meczów w naszej lidze, czego byle gamoń przecież by nie osiągnął. Mogłem jechać jeszcze do Osnabrueck, ale Szczakowianka była już na obozie w Zakopanem. Gdyby znów nie wypaliło, to gdzie bym wtedy grał? Dałem już zresztą słowo trenerowi Albinowi Mikulskiemu, że zostanę w Szczakowiance.
Wiśniewski był solidnym punktem zespołu Górnika. Dlaczego więc opuścił Zabrze?
- Oferta Szczakowianki była konkretniejsza - ocenia 29-letni obrońca. - Oprócz tego, grając w Jaworznie nie muszę zakładać firmy, tak jak to było w Górniku. Sami w ten sposób opłacaliśmy ZUS. Ale głównym powodem mojego odejścia był Piotrek Lech. Gdybym został, to chyba byśmy się pozabijali! Było bardzo źle, nawet nie chcę na niego patrzeć. O co poszło? Po prostu: nie lubimy się i tyle. Jak każdy bramkarz, również on ma główkę trochę zepsutą. Wcześniej było wiadomo, że Lech zostaje w Górniku, więc ja postanowiłem odejść. Nie mogę złego słowa powiedzieć na trenera Fornalika, prezesa Koźmińskiego, źle było w szatni. W Szczakowiance jest inaczej, jest inna atmosfera, wszyscy trzymają się razem. Andrzej Bledzewski jest chyba jedynym bramkarzem, który ma dobrze poukładane w głowie.
Wiśniewski nie wystąpił w meczu przeciw Szczakowiance, kiedy Górnik zremisował w Jaworznie 1:1, dzięki czemu Garbarnia załapała się do baraży.
- Dzień wcześniej miałem wypadek samochodowy, wypadłem przez przednią szybę. Jechaliśmy z ojcem polonezem za kamazem, od którego odpięła się przyczepa. Walnęliśmy w nią, ja wyleciałem, a tata miał nogę złamaną w piszczelę. Wieźliśmy lodówkę, która wypadał z drugiej strony. Dobrze, że nie ścięła krzeseł razem z nami. Nie dałem się zawieść do szpitala, mówiłem, żeby lekarze pomogli ojcu. Niby nic mi się nie stało, ale drugiego dnia siedziałem na ławce rezerwowych i ledwo widziałem boisko - wspomina zawodnik, który imponuje twardością i walecznością. (przepisał: TomeKSG)

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online