Forum
 

Gwarek kontra Górnik

Spór na linii dwóch "zaprzyjaźnionych" od lat klubów może spowodować, że Marek Koźmiński wycofa się z chęci przejęcia akcji spółki.
Kamil Kosowski opuszczał Zabrze ponad trzy lata temu. Marcin Kuźba już w 1998 roku przeniósł się z Górnika do francuskiego Auxerre. I pewnie nikt wówczas nie przypuszczał, że po latach nadal nie będą wyjaśnione kwestie finansowe między Górnikiem, a Gwarkiem Zabrze, z którego obaj piłkarze przenieśli się na Roosevelta. 
20 procent dla Gwarka

A nie są. Gwarek domaga się od Górnika na już 230 tysięcy złotych, czyli części raty za transfery obu zawodników. Odpowiednie pismo zostało przed miesiącem wysłane do Polskiego Związku Piłki Nożnej. Górnik może więc dostać odpowiednio mniej pieniędzy z Canal +, ewentualnie na klub może zostać nałożony zakaz transferów. - Umowa była taka, że Górnik po sprzedaniu tych piłkarzy, przekazuje na konto Gwarka 20 procent sum, które dostał. I nie zapłacił - uważa Jan Kowalski, od lat związany z Gwarkiem i przez lata pracujący w Górniku. Zresztą jeszcze półtora roku temu był wybrany do Rady Nadzorczej spółki.

Górnik odpowiada ustami prezesa Zbigniewa Koźmińskiego. - Ja wszystko rozumiem, ale nie wiem czy w tym momencie są potrzebne takie spory. Sprawy ciągną się od lat i do dziś nie potrafimy zrozumieć dlaczego Gwarek nie chciał dostać należących im się pieniędzy przed kilkoma laty, kiedy faktycznie powinny zostać zapłacone. Oba transfery zostały przeprowadzone za czasów prezesa Stanisława Płoskonia. I Gwarek milczał, nie chciał żadnych pieniędzy. Temat odżył zaraz po tym jak Płoskoń przestał być prezesem. Czy to uczciwe postawienie sprawy? Mam wątpliwości, szczególnie, że to Płoskoń przez lata współfinansował Gwarka i zatrudniał pracujących w nim ludzi. W klubie zaczyna coś się dziać. Tymczasem jeszcze przed podpisaniem umów rzuca się Górnikowi kłody pod nogi. Robi to sąsiad zza miedzy.

Miało być 2,8 miliona

Zgodnie z pierwotną umową Górnik powinien przekazać na konto Gwarka 2,8 miliona złotych. Biorąc pod uwagę obecną sytuację finansową klubu z Roosevelta, gdzie trudno związać koniec z końcem, to kwota wręcz astronomiczna. Blisko rok temu strony usiadły jednak do stołu i wypracowały nową, wydawało się zadowalającą wszystkich umowę. - Blisko trzykrotnie zmniejszyliśmy zadłużenie Górnika wobec Gwarka. Umówiliśmy się na milion złotych. Tę kwotę Górnik miał płacić ratami przez pięć lat, by zbyt mocno nie obciążać ich konta. Nikt nie chce topić Górnika. Przecież w tym klubie spędziłem większość swojego życia, ale nie może być tak, że nie ma sprawy. Dlaczego nie załatwialiśmy tej sprawy za kadencji Płoskonia? Nikt nie zakładał przecież, że Płoskoń odejdzie. To był błąd, ale umowa jest umową. W Gwarku w tym czasie zmienił się zarząd i postawił sprawę jasno. Skoro my mamy dawać pieniądze, to dlaczego nie realizujecie umów sprzed kilku lat. I trudno odmówić im racji - dodaje Kowalski.

A było pięknie...

Przed laty nie było problemu. Oba kluby tworzyły wręcz jeden organizm. Gwarek został zresztą założony na początku lat 70-tych przy zabrzańskim technikum górniczym, jako szkółka Górnika. Na Roosevelta trenowali chłopcy z Zabrza, Gwarek sięgał po młodzież z innych regionów Polski, która tutaj uczyła się w szkole i na boisku. Przepływ zawodników odbywał się bezgotówkowo i nikt nie narzekał. Skutek był zresztą imponujący. Jaworek do Ruchu, Malinowski do Bytomia, Sadzawicki do Poznania, Jackiewicz, Agafon, Gierczak, w końcu dwie największe "perełki" w stajni Gwarka, czyli Kuźba i Kosowski do Górnika. Aż nastały czasy wolnego rynku, liczenie pieniędzy i egzekwowanie wcześniej podpisanych umów.

- Zawsze trzeba rozmawiać. W porządku zachował się Ruch Chorzów, gdzie poszedł Marek Suker. Przyjechał do nas dyrektor Jan Rudnow, zapłacił połowę kwoty i umówiliśmy się na kolejne terminy. Z Górnikiem nie możemy się porozumieć - dodaje Jan Kowalski.

Tymczasem wczoraj doszło w Zabrzu-Biskupicach, gdzie Gwarek oddaje w sobotę przy okazji memoriału Ernesta Pohla nową siedzibę klubu, do spotkania obu stron konfliktu. Jego kontynuacja ma mieć miejsce dziś. Kilka godzin wcześniej z wizytą u prezydenta miasta Jerzego Gołubowicza był prezes Zbigniew Koźmiński. Rozmawiano nie tylko o pieniądzach należnych Gwarkowi, ale również o monicie miejscowego MOSiR-u, który chce zwrotu... 500 tysięcy złotych, które za jego pośrednictwem trafiły na Roosevelta.

- Kiedy supermarket Geant "budował" się w Zabrzu, przekazał darowizny na miejscową kulturę i sport. Kwota miała trafić przez MOSiR do Górnika i tak się stało. Trudno zrozumieć dlaczego dziś MOSiR chce jej zwrotu - powiedział nam anonimowo jeden z działaczy Górnika, dodając - Gwarek buduje budynek z marmurami. Czy to jest sport?

- Marmury to darowizna, podobnie jak większość tego co tutaj stoi. Mamy ludzi, którzy chcą nam pomagać, a praktycznie wszystkie pieniądze są przeznaczane na szkolenie - odpowiada Kowalski.

Liczby, liczby...

Prezydent ponoć zapewnił prezesa klubu, że dług wobec MOSiR-u zostanie anulowany, a na konto Gwarka trafi w tym roku 100 tysięcy złotych. - My też możemy dać 100 tysięcy w tym roku. W dwóch ratach po 50 tysięcy. W styczniu przekazaliśmy Gwarkowi 50 tysięcy. To będzie w skali roku 150 tysięcy złotych. Mało? Moim zdaniem nie. Gwarek chce jednak 230 tysięcy złotych - uważa Koźmiński-senior, dodając, że obecnie pod znakiem zapytania stoi możliwość przejęcia akcji klubu przez jego syna. - Naprawdę nie wiem. Marek będzie w Polsce w czwartek, ale skoro jeszcze przed podpisaniem czegokolwiek pojawiają się takie "kwiatki", to co stanie się po ewentualnym przejęciu akcji? - zastanawia się Zbigniew Koźmiński.

Będzie umowa?

- Jestem umówiony z prezesem Andrzejem Daszkiem na środę rano. Tak, wysłaliśmy pismo do PZPN, by ruszyć tę sprawę. Górnik zapłacił 50 tysięcy, to prawda. Tylko, że w listopadzie miał zapłacić 150 tysięcy, a w marcu 80 tysięcy. I nic. Chcemy rozmawiać, ale trzeba nas szanować. Budynek powstał głównie z pieniędzy sponsorów, którzy pytają nas dlaczego mają płacić, skoro nie próbujemy od Górnika ściągnąć należnych pieniędzy. Raty są rozłożone do 2007 roku, możemy je jeszcze rozłożyć w terminie na poszczególne miesiące, bo nikt nie chce, by Górnik miał problemy. Wierzę, że się dogadamy - to zdanie wiceprezesa Gwarka, Józefa Gawrona.

Spór toczy się o pieniądze, ale też ma podłoże ambicjonalne. Część osób w Zabrzu uważa, że klub powinien być zarządzany przez ludzi "z miasta", nie wierząc w możliwość zainwestowania przez Marka Koźmińskiego w Górnik swoich pieniędzy. Z drugiej strony od dziesięciu lat nie pojawiła się w Zabrzu żadna grupa inicjatywna, która miałaby pieniądze i pomysł na Górnik. Stare czasy już nie wrócą, strony muszą się szanować. Trzeba tylko zrozumieć, że na współpracy takich "firm" obie strony mogą tylko wygrać. Wykazując przynajmniej dobrą wolę.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online