Forum
 

Górnik ma problem ze skutecznością

Górnik nie jest już zależny tylko od siebie. Pytanie, czy jest w stanie wygrać w Niecieczy?
Po remisie z Koroną Kielce nie wszystko zależy już od drużyny Jana Żurka. Nie dość, że musi wygrać mecz na wyjeździe, czego nie dokonała od grudnia, to warunkiem drugim jest utrata trzech punktów przez Łęczną we Wrocławiu. Niby scenariusz nie jest rodem z „kosmosu”, ale... - Jeżeli Śląsk do końca zagra z pełnym zaangażowaniem, to na pewno będzie faworytem. Myślę, że w grupie spadkowej to on, a nie Wisła gra od kilku tygodni najlepiej i najrówniej. Zastanawia mnie jednak, czy zabrzanie z tak niewielką siłą rażenia są w stanie wygrać na boisku Termaliki – to opinia Krzysztofa Bukalskiego, byłego kapitana zabrzan, który dodaje. - Ostatnie mecze potwierdzają, że suma szczęścia równa się zero. Górnik po golu „samobójczym” wygrał z Podbeskidziem, a Śląsk pokonał w doliczonym czasie gry, ale też pamiętajmy, że w dwóch ostatnich meczach w końcowych sekundach rywali zabrzan ratowały słupki. Mogły być cztery punkty więcej i już dziś pewne utrzymanie. A Nieciecza? Po błędzie Nowaka przegrała z Łęczną, a w Białymstoku wygrała najważniejszy mecz roku nie oddając jednego celnego strzału. Co nie zmienia faktu, że Górnik musi mieć więcej argumentów. Z przodu, bo tył jest w porządku.

Zabrzanie w pięciu ostatnich meczach stracili jednego gola – nikt w lidze nie ma takiej passy. A jednak wygrywali tylko dwa razy. „Jaga”. Łęczna, Korona... Te mecze kończyły się wynikami 0:0. Dwaj ostatni przeciwnicy drużyny Jana Żurka w sumie oddali... jeden (!) celny strzał na bramkę Grzegorza Kasprzika. W Łęcznej z rzutu karnego. Skoro jednak Górnik gola nie strzela, to kończy się na „ciułaniu” punktów, a tak ligi nie da się utrzymać.

- Zabrakło trochę szczęścia, może też umiejętności. Pamiętajmy też pod jaką presją grają ci piłkarze. Poza 1-2 nikt z nich w karierze nie był w takiej sytuacji. Ale... Jeszcze nie spadliśmy, jeszcze jest szansa. Powiedzieliśmy sobie, że walczymy do końca – mówi Jan Żurek, który ma spory ból głowy. Sebastian Steblecki, który w wyjściowej jedenastce grał za Jose Kante wypadł słabo. Kolejny raz różnicy nie zrobił Roman Gergel. Górnik gra w zasadzie siedmioma defensywnymi piłkarzami, co przy słabszej dyspozycji 1-2 w ofensywie ma opłakane skutki. A jeszcze we wtorek szybko opuścił boisko Armin Cerimagić. Nie grał rewelacyjnie, ale dziś to Bośniak daje w przodzie najwięcej jakości.

- Zmieniłem Armina, bo zepsuł kilka piłek, był roztargniony. Miałem też pretensje do Sebastiana Stebleckiego, który powinien podchodzić do Romana Gergela i tworzyć z nim dwójkę napastników. Tego zwłaszcza w pierwszej połowie nie było. Tak naprawdę mam w składzie jednego prawdziwego napastnika Szymona Skrzypczaka, którego wprowadziłem do gry. Pozostali ofensywni piłkarze to pomocnicy. Takie są realia – wzdychał po tym spotkaniu Żurek. - To prawda, dlatego zastanawiam się, czy choćby na 20 minut nie warto było wstawić Michała Janoty, klasycznego ofensywnego pomocnika. On potrafi w przodzie zrobić coś z niczego. Jednak to trenerzy widzą go na treningach. Niestety, zmiana Kwieka niewiele wniosła. Kto jeszcze mógłby zmienić coś w przodzie? Nie widzę. Zresztą trudno znaleźć cudowne rozwiązanie w trzy dni przed ostatnim meczem sezonu. Na to, co wydarzy się we Wrocławiu zabrzanie nie mają wpływu, ale byłoby dobrze, by mieli świadomość, że sami zrobili wszystko, by jeszcze się uratować. Czyli wygrać, czyli strzelać gole... – kończy Krzysztof Bukalski.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online