Forum
 

Sport: Europa była tylko na... trybunach

By zostać w lidze, górnicy muszą wygrać w Niecieczy i liczyć na przegraną Łęcznej we Wrocławiu.
"Nigdy nie spadnie, nasz Górnik nigdy nie spadnie" - tak zaśpiewało ponad 18000 kibiców, kiedy Paweł Raczkowski gwizdnął wczoraj po raz pierwszy. Stawka meczu była ogromna, więc mobilizacja fanów dziwić nie mogła. Europa była jednak tylko na... trybunach. Górnik miał w pierwszej połowie ogromny problem, by stworzyć jakąkolwiek sytuację pod bramką Dariusza Treli. Niby zabrzanie byli częściej przy piłce, ale nie miało to żadnego przełożenie na jakość gry w ofensywie. Korona też niczego wielkiego nie pokazała, ale pod bramką Górnika potrafiła być bardziej konkretna. Tym bardziej, że goście wykonywali sporo stałych fragmentów gry – auty, rogi i rzuty wolne. W 5 min Vlastimir Jovanović oddał silny strzał nad poprzeczką. Innej próby zatrudnienia Kasprzika przed przerwą nie było. Górnik? Niewiele lepiej. Ken Kallaste z narożnika pola karnego uderzał nad bramką, podobnie jak Marcis Oss z rzutu wolnego. Było to już w ostatniej minucie pierwszej połowy. Z ofensywnych graczy kolejny raz najbardziej widoczny był Armin Cerimagić, starał się Roman Gergel, niewiele można dobrego było powiedzieć o Sebastianie Stebleckim. Ataki były rozgrywane wolno, Górnik nie ryzykował zaangażowania w grze „do przodu” większej liczby piłkarzy. Nic dziwnego, że na stadionie „nasłuchiwano” meldunków z innych boisk, a te specjalnie korzystne dla zabrzan nie były.
Druga połowa mogła się dla zabrzan zacząć koszmarnie. W 47 min Kasprzik wybił piłkę pod nogi Aankoura. Ten strzelił z 40 metrów, przelobował bramkarza, ale piłka o 20-30 cm minęła słupek. To był sygnał ostrzegawczy dla... zabrzan. Po chwili dośrodkowanie Matuszka z trudem wybił Trela, a Gergel w dobrej sytuacji głową uderzał nad poprzeczką. To był już Górnik walczący „o życie”. Było szybciej, agresywniej, ale wciąż bez celnego strzału. W 76 min bardzo blisko szczęścia był Jose Kante. Strzelał głową minimalnie obok słupka. W tym momencie Jan Żurek przeprowadził już wszystkie zmiany. Kante, Kwiek i Skrzypczak mieli pomóc zmienić losy spotkania. Mecz się „otworzył”, Adam Danch w zasadzie nie wracał pod własne pole karne, Korona coraz częściej kontrowała i 2-3 razy też była blisko szczęścia (Marković strzelał obok słupka). Ostatnie minuty wszyscy oglądali na stojąco. W 90 piłka w ogromnym zamieszaniu trafiła w słupek bramki Korony! Potem był już tylko ostatni gwizdek. Co teraz? Wygrać w Niecieczy i liczyć na Śląsk. W sobotę nie wszystko będzie zależało od Górnika.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online