Forum
 

Sebastian Steblecki: Nie patrzyłem na miejsce w tabeli i liczbę punktów

Rozmowa z Sebastianem Stebleckim, piłkarzem Górnika.
» Może zacznijmy od... szwagra. Jak to było z jego wkładem w pana transfer do Zabrza?
Sebastian Steblecki: - Nie powiem, że jest moim menedżerem, ale swoją „cegiełkę” dołożył. Damian jest z moją siostrą od kilku lat, więc doskonale wiedziałem, że jest fanem Górnika. We wrześniu ubiegłego roku mieli wesele, byłem oczywiście świadkiem, i w jego trakcie szwagier powiedział, że gdybym wracał z Holandii do Polski, to najlepiej do Zabrza. A szwagrowi się nie odmawia. Oczywiście trochę żartuję, nie tylko to decydowało, ale łatwiej było podpisać kontrakt na Roosevelta. Wszystkie klubowe gadżety, które dostałem na powitanie trafiły do jego domu.

» W pakiecie z biletem na derby z Ruchem?
- Dostaliśmy po kilka biletów, więc oczywiście jeden z nich trafi do Damiana, ale niezależnie od tego byłby na stadionie. Nawet kosztem stania kilka godzin w kolejce.

» Ojciec też przyjedzie?
- Będzie w sobotę w Krakowie, bo tam jest zawsze, kiedy gram. Oczywiście będzie też w Zabrzu.

» Chyba tylko dla pana pierwszy mecz Górnika w tym roku jest bardziej prestiżowy niż drugi...
- Tego nie można łączyć i porównywać. Oczywiście, że skoro grałem niemal całe życie w Cracovii i jest to „mój” klub, to podejdę do sobotniego meczu inaczej niż wszyscy inni gracze Górnika. Ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, czym dla kibiców, klubu i miasta są derby z Ruchem. Widziałem to na prezentacji, ale największe wrażenie zrobiła na mnie czwartkowa kolejka po bilety. Kibice stali w niej od świtu. Coś nieprawdopodobnego, jeszcze czegoś takiego nie widziałem!

» W Holandii też?
- Przyszło ponad 40 tys. ludzi na mecz Ajaksu, fantastyczna była atmosfera na spotkaniu z Feyenoordem, ale tutaj wszyscy mamy świadomość, że zaczyna się nowy rozdział, że uczestniczymy w czasie dla Górnika absolutnie szczególnym. I to był chyba najważniejszy powód, dlaczego wybrałem Zabrze. Nie patrzyłem na miejsce w tabeli i liczbę punktów. Raczej na stadion, na historię, perspektywy... I Górnik bardzo mnie chciał.

» Dlaczego w Holandii panu nie wyszło?
- Można snuć różne teorie, ale nie chcę szukać winnych. Nikt się na mnie nie uwziął, ja chyba też nie dałem pretekstu do tego, bym został skreślony. Solidnie pracowałem, nie zmarnowałem tam czasu. Choć było kilka dobrych meczów i przyjemnych chwil, to generalnie się nie przebiłem. Niech tak zostanie.

» Może lepiej było zostać w Polsce?
- Może... Nie należę do tych ludzi, którzy chcą cofnąć czas i żałują raz podjętej decyzji. Biorę za nie odpowiedzialność, bo nikt mnie do niczego nie zmuszał. Cracovia mnie nie wyrzucała, choć łatwy czas to nie był. Przyszedł trener Robert Podoliński i w pięciu meczach zaczynających sezon wchodziłem na boisko tylko w drugiej połowie. Wtedy zgłosili się Holendrzy, chciałem spróbować. Mimo wszystko uważam, że wróciłem jako lepszy piłkarz.

» Robert Lewandowski mówił, że dopiero w Niemczech trenerzy zwrócili mu uwagę na takie elementy gry, o których w Polsce nikt nie myślał.
- Coś w tym jest, choć jak słuchasz, to każdy trener czegoś cię nauczy. Na pewno poprawiłem w Holandii jakość podania. Zobaczyli mnie na treningu i znali, że mam w tym elemencie duże braki. Zwracali uwagę na ustawienie stóp, sposób poruszania się, obciążeń przy zagraniu i przyjęciu piłki... Niby detale, szczegóły, ale faktycznie zauważyłem, że ma to znaczenie. Może właśnie dlatego tak mało notowałem w Polsce asyst i goli? Tam wszystko jest bardziej intensywne i bardziej skonkretyzowane. Absolutnie jednak nie chciałbym, by zabrzmiało to jako zarzut wobec polskich trenerów, bo może to zawodnicy bardziej chcą tam słuchać?

» Pewnie kibice w Krakowie znają pana historię. Ci na Śląsku trochę mniej. Dlaczego Sebastian Steblecki nie gra w hokeja?
- Tata zabrał mnie na naukę jazdy na łyżwach i nawet mnie to wciągnęło, ale nie chciał, żebym został hokeistą. Doskonale wie, jak ciężki to chleb. Uprawianie tego sportu w Polsce niestety nie przekłada się na możliwość dostatniego życia. Ojciec uznał, że skoro mam poważnie uprawiać sport, to lepiej, by to była piłka. Z drugiej strony, do niczego nie musiał mnie zmuszać, ponieważ przekazał mi... gen sportu. Od małego uwielbiałem wszystko, co związane z ruchem.

» Talent?
- Bez szału. Nigdy bym o sobie nie powiedział, że mam ten „dar boży”, dzięki któremu wielu bez wielkiego wysiłku wchodzi na szczyt. Kiedy byłem nastolatkiem, to nie „łapałem” się w pierwszej jedenastce juniorów Cracovii. Koledzy byli po prostu lepsi. Chyba dopiero w wieku 17 trafił się trener, który zaczął mnie wystawiać i „odpaliłem”.

» Pewnie pamięta pan z tego okresu... Sebastiana Leszczaka.
- Jak mam nie pamiętać! Seba jest ode mnie cztery dni młodszy. Graliśmy przeciwko sobie derbowe mecze, jak w Cracovii, on w Wiśle i był... z innej bajki. Nie powiem, że mu zazdrościłem, bo takiego uczucia nie znam, ale wszyscy byliśmy pod wrażeniem jest potencjału. Nawet nie mogłem stanąć z nim w jednym szeregu, był dwie półki wyżej.

» A dziś?
- Jeździmy razem na treningi Górnika, bo jeszcze nie mam na Śląsku mieszkania. W samochodzie jest jeszcze Radek Sobolewski, z którym grać w jednej drużynie do zaszczyt. Nie znałem go wcześniej, poza meczami Cracovii z Wisłą. Ogromny autorytet dla wszystkich piłkarzy.

» Nie uderzyła panu „sodówa”, gdy Zbigniew Boniek powiedział, że na polskich boiskach pojawił się świetny chłopak z Cracovii, syn znanego hokeisty?
- To było bardzo miłe i raczej motywujące. Prezes powiedział to po meczu z Pogonią, doskonale tę wypowiedź pamiętam. Te słowa mi nie zaszkodziły - też takie opinie słyszałem - i nie pomogły. W życiu sportowca są różne okresy. Raz lepiej, raz gorzej... Chodzi o to, by w tych dobrych chwilach nie zwariować, a w trudnych nie spuszczać głowy. To mi nigdy nie groziło.

» Ojciec w tym pomógł?
- Wiadomo, że dawał rady. Wymagał, podnosił poprzeczkę, motywował, ale też nie pozwalał „bujać w obłokach”. Naprawdę mam przekonanie, że solidnie pracuję, podchodzę do sportu profesjonalnie, ale on zawsze mnie nakręcał, że można jeszcze lepiej i jeszcze więcej.

» Hokeiści to...
- Jedno słowo? Powiem dwa - twardziele z charakterem. Ten sport ma w sobie coś wyjątkowego. Przez swoją dynamikę, tempo, kontakt z rywalem, czasami na pograniczu brutalności. W trakcie zimowych wakacji nigdy nie robiłem sobie wolnego, tylko chodziłem na treningi hokeistów. Tych treningów nie da się porównać, w hokeju czasami była to katorga. Oczywiście inna jest specyfika tego sportu, pracuje się nad innymi partiami mięśni, niektórych ćwiczeń z racji swojej postury nie byłem nawet w stanie wykonać, ale generalnie... Podziwiam tych ludzi. Oni trenują, grają póki nie urwie im nogi i dobrze się bawią.

» Nie jest tak, że pan zarobił już grając w piłkę więcej niż ojciec będąc 20 lat klasowym hokeistą?
- Trudne pytanie, bo nie wiem, ile zarobił tata. Ale coś w tym jest. Czasami mówił, że grał w bardzo trudnych dla hokeja czasach, a przecież był na igrzyskach w Kanadzie, dziewięć razy na MŚ, strzelił w lidze ponad 300 goli.

» Pan dwa...
- I mam niewiele więcej asyst. Wiem, że mało, każdy o tym mówi, sam jestem z tego niezadowolony, ale nawet po sparingach Górnika mogę mieć nadzieję, że to się zmieni. Wierzę, że akurat ten element gry – dokładność, jakość, wykończenie akcji - w Holandii poprawiłem. Na 50. urodziny zgrałem ojcu kasetę z jego golami i najważniejszymi meczami. Fajnie wyszło. Chciałbym, by kiedyś można było nazbierać na ciekawy materiał z moimi golami i akcjami.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online