Forum
 

Krajobraz po wstrząsie w Zabrzu

W Górniku nikt nie przypuszczał, że sezon może zacząć się tak źle. Stąd sporo transferów w sierpniu zamiast w czerwcu.
Sześciu graczy w ostatnich dwóch tygodniach pozyskali zabrzanie. Czy jeszcze jesienią wszyscy zagrają w wyjściowej jedenastce?
Skoro chciano oszczędzić w czerwcu, trzeba było działać i wydawać pieniądze w sierpniu. Tak jednym zdaniem można podsumować ostatnią aktywność Górnika na rynku transferowym. Nikt na Roosevelta nie przypuszczał, że sezon może zacząć się tak źle. 

Zakręcono kurek
- Ujemny punkt? Można to odrobić w jednym meczu – spekulował przed rozpoczęciem rozgrywek Adam Danch, kapitan drużyny. Po części miał rację, bowiem Górnik już w pierwszej kolejce wyszedł „na zero” po naprawdę dobrym meczu z Wisłą. Problem drużyny polegał na tym, że w kolejnych sześciu meczach zdobyła tylko dwa dodatkowe „oczka”.
Czy w Zabrzu popełniono błąd zaniechania? Na pewno. Latem - po bardzo słabej wiośnie - były sygnały sugerujące rozstanie z Robertem Warzychą. Jakby właściciel uznał, że z tym trenerem na ławce nie ma gwarancji przekucia wydanych pieniędzy w sportowy sukces. Ostatecznie trenera - formalnie dyrektora sportowego - zostawiono, zakręcając jednak „kurek” z kasą. Uznano, że Pavelsa Steinborsa wystarczy zastąpić w bramce Sebastianem Przyrowskim, a na środku obrony Błażeja Augustyna wracającym z wypożyczenia Bartoszem Kopaczem. Wartością dodana miał być zdolny 19-latek z Gwarka Marcin Urynowicz. Po 2-3 meczach okazało się, że Przyrowski w każdym z ich ma przynajmniej jednego gola na sumieniu, Kopacz ze spotkania na spotkanie gra słabiej, a Urynowicz - do końca sezonu grał w Gwarku i nie miał wakacji - jest tak zmęczony, że ostatnio dostał w zasadzie wolne, by fizycznie dojść do siebie.

Słabsi niż wiosną
Politykę kadrowo-finansową po części można było wytłumaczyć. Wiosną spłacono wszystkie długi, emitując gwarantowane przez miasto obligacje. Jednak taki ruch można wykonać tylko raz. Pilnujący finansów prokurent uznał, że ważniejsze od wzmocnienia składu jest pilnowanie ułamków, by Górnik kolejny raz nie zaczął się zadłużać. Klub „uśpiła” regularna gra w górnej ósemce. Uznano, że skład, którym dysponuje Warzycha, powinien gwarantować bezpieczny środek tabeli, a potwierdzeniem tych słów były... sparingi. Górnik żadnego z nich nie przegrał i praktycznie nie tracił goli, co dziś wydaje się trudne do wyobrażenia.
Warzycha miał stawiać na młodzież, którą Leszek Ojrzyński w zasadzie bardzo szybko... odstawił, uznając, że nie jest dziś gotowa do gry na poziomie ekstraklasy. Warzycha od początku apelował, że potrzebuje napastnika, co powtarzał w każdym wywiadzie. Wskazywał też na konieczność sprowadzenia obrońcy. Nie doczekał...
Adam Stachowiak i Michal Papadopulos byli o krok od podpisania kontraktów z klubem, mocno zaawansowane były rozmowy z dwoma napastnikami z ligi słowackiej, których kluby przechodziły jednak kolejne szczeble eliminacji Ligi Europy, więc temat odkładano w czasie. Efekt był więc taki, że Górnik zaczął sezon składem słabszym niż Warzycha miał do dyspozycji wiosną. - Wyrywano nam ostatnio kolejne zęby. W pewnym momencie chyba za dużo – obrazowo ocenił tę sytuację Łukasz Madej, dodając: - Uważam jednak, że w trzech pierwszych meczach wcale nie graliśmy wiele słabiej niż w tym samym czasie rok temu. Tylko że wtedy wygrywaliśmy, a teraz traciliśmy punkty. Przecież w Krakowie i w Gliwicach byliśmy lepszym zespołem od gospodarzy. Gdzie dziś jest Wisła i Piast, a gdzie my...

Jak cytryna...
Panuje opinia, że Warzycha źle przygotował zespół fizycznie do sezonu, nawet piłkarze sugerowali, że od zimowego zgrupowania treningi są lżejsze niż w ostatnich latach. Sporo w tym racji, ale też trudno nie brać pod uwagę opinii trenera, który wiele razy mówił: - Mam wiekowy zespół i piłkarzy, których organizmy są w wielu wypadkach „wyciśnięte” jak cytryna. Magiera i Przybylski po bardzo poważnych urazach, Szeweluchin, Grendel i Augustyn często „łapiący” urazy, blisko 40-letni Sobolewski i 35-letni Jeż. Dokręcenie śruby może skończyć się bardzo źle...
Kto wie czy teraz przed tym dylematem nie stoi Leszek Ojrzyński. Zadanie ma trudne, bo oprócz piłkarzy, których w Zabrzu zastał, ma na zajęciach sześciu nowych, sprowadzonych z innych klubów i będących na innym poziomie przygotowania do sezonu. Na „świeżości” dali dobre zmiany w meczu z Lubinem, ale już w niedzielę takiej jakości do gry Górnika nie wnieśli. To nie przypadek, że Aleksander Kwiek – w ogóle nie trenował z klubem w lipcu i połowę sierpnia - nie był przeznaczony do gry od pierwszej minuty. Zagrał tylko dlatego, że urazu na rozgrzewce doznał Magiera. Przybylski oglądał mecz z trybun, a Grendel zszedł z urazem, co tylko potwierdza opinię Warzychy i trudne zadanie, jakie stanęło przed Ojrzyński. Młodzież? Kopacz i Sadzawicki ławka, Kurzawa i Piasecki rezerwy, Urynowicz wolne... Dlaczego żaden z nich pod okiem Warzychy nie zrobił postępu to osobny temat. Zabrakło talentu czy metodycznej pracy na zajęciach?

W Chorzowie Górnik Ojrzyńskiego
Górnik sześcioma transferami ratuje sezon. O tyle ważny, że wiosną drużyna ma grać na stadionie mogącym pomieścić 24000 widzów. Łatwiej zapełnić trybuny na mecze z Legią, Piastem i Wisłą niż Podbeskidziem czy Łęczną, choć dziś oczywiście zbyt wcześnie na dzielenie tabeli. W końcu w grupie spadkowej są dziś Ruch, Lechia, Śląsk i Lech.
Do rozegrania są jeszcze 23 kolejki. Sporo, choć wystarczy spojrzeć na „rozkład jazdy” zabrzan, by nie mieć wątpliwości, że łatwo już... było. Ruch, Śląsk, Lech i Legia to czterej rywale Górnika po przerwie na reprezentację. Chcąc grać w grupie mistrzowskiej trzeba minąć osiem drużyn, więc dziś wypada stwierdzić, że Górnik jest w gronie zespołów, które będą walczyć o utrzymanie.
Trzy pierwsze mecze pod kierunkiem Ojrzyńskiego wypada potraktować jako „rozruch”. Na Cichej trener pokaże już „swój” zespół po 2 dodatkowych tygodniach treningów. Jedenastkę wzmocnioną piłkarzami, których chciał, ale – to trzeba pamiętać - którzy byli poza kadrami w swoich poprzednich klubach. Pewnie dopiero z końcem grudnia będzie można odpowiedzieć na pytanie, czy Górnik wziął „szrot”, jak obrazowo pisze wielu internautów, czy też w nowym otoczeniu Kwiek, Korzym, Janukiewicz, Janota i Widanow pokażą, że wciąż mają nietuzinkowe jak na poziom polskiej ligi umiejętności. 20-letni Adam Dźwigała, który oficjalnie wczoraj został wypożyczony z Lechii do Zabrza, jest w tym towarzystwie „rodzynkiem”, choć on też nie miał miejsca na boisku w barwach Lechii. Dla przypomnienia, kiedy w 2009 roku Górnik spadał z ligi, po siedmiu kolejkach miał na koncie 4 punkty i był piętnasty. Niżej był tylko Piast Gliwice. Wtedy jednak punktów po 30 kolejkach nie dzielono przez dwa.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online