Forum
 

Roberta Warzychy rok na plusie

12 marca minęło dwanaście miesięcy od dnia podjęcia pracy na Roosevelta przez Roberta Warzychę.
Robert Warzycha tego dnia po południu wylądował na lotnisku w Pyrzowicach, skąd przyjechał na konferencję prasową do Zabrza. Przedstawiał go prezes Zbigniew Waśkiewicz, który przyznał, że sięgnięcie po telefon i skontaktowanie się z mieszkającym w Columbus Warzychą było jego autorskim pomysłem. 

Czekał do derbów
Waśkiewicz zaproponował byłemu piłkarzowi Evertonu wyższą wypłatę niż miał Adam Nawałka, a umowę podpisał na trzy lata. Górnik leczył rany. Minęły cztery miesiące od odejścia do pracy z kadrą Nawałki, a kilka dni wcześniej Waśkiewicz rozstał się z Ryszardem Wieczorkiem, bo Górnik rok 2014 zaczął fatalnie. Przegrywał do zera mecz za meczem, a zespół prześladowały kontuzje.
Warzycha też nie miał wejścia smoka. Na pierwszą wygraną czekał do kwietnia, kiedy Górnik na Roosevelta wygrał derby w Ruchem. Końcówka była już bardziej udana. Zabrzanie mieli nawet szansę awansu do europejskich pucharów, choć pewnie i tak nie dostaliby licencji, by w nich zagrać.
Latem w Zabrzu nastąpiło sporo zmian kadrowych. Odeszły gwiazdy zespołu - Paweł Olkowski i Prejuce Nakoluma, z kilkoma innymi zawodnikami nie podpisano nowych umów. Jednocześnie Warzycha przestał oficjalnie być trenerem i został dyrektorem sportowym. Wszystko z powodu braku licencji trenerskiej. Jego papiery zza oceanu w Polsce nie są ważne, poza tym Warzycha nie ma średniego wykształcenia. Dziś uzupełnia wiedzę wieczorowo w Łodzi.

Letnie roszady
Przed obecnym sezonem trener-dyrektor zmienił ustawienie zabrzan. Była to reakcja na mnóstwo traconych w poprzednim sezonie goli. Górnik zaczął grać trójką środkowych obrońców, co długo się sprawdzało. Słabszy skład był rewelacją ligi, Górnik został nawet na moment jej liderem. Gorsza była końcówka 2014 roku z bolesnymi klęskami w Zabrzu - 0:5 z Wisłą, 0:4 z Legią... Żaden inny trener w przeszłości tak długo nie czekał na kolejne zwycięstwo przed własną publicznością. Ten stan trwa od sierpnia do dziś.
Warzycha na pewno pracuje w trudniejszych warunkach niż Nawałka, u którego - mimo trudnej sytuacji klubu - musiało być. Za czasów obecnego selekcjonera reprezentacji trudno byłoby sobie wyobrazić sytuację sprzed kilkunastu tygodni, kiedy Górnik zrezygnował z wyjazdu na jedno z zimowych zgrupowań...
Warzycha na pewno ma personalnie słabszy skład od poprzedników, a problemy Górnika nie ułatwiają mu pracy. Wciąż nie ma stadionu, a drużyna przez 6-7 miesięcy nie dostawała pensji. Ten rok to rozmowy o spłacaniu zaległości niezbędnych do otrzymania licencji, cięcie kosztów i - mimo wszystko - wychodzenie na prostą.

Blisko pucharów i... grupy spadkowej
Warzycha zapowiadał stawianie na młodzież, ale niewiele z tego wyszło. Jesienią dawał szansę Dominikowi Sadzawickiemu, który jednak zimą siadł na ławkę. Inni młodzi piłkarze Górnika - zdaniem Warzychy - nie mają jeszcze potencjału wymaganego na poziomie ekstraklasy.
Realizm czy brak odwagi? Warzycha zaufał starszym graczom wiedząc, że bez ich pomocy w tak trudnej sytuacji klubu ciężko byłoby zapanować nad szatnią. Zimą stracił Mateusza Zacharę, a sam zrezygnował z Dawida Plizgi i Macieja Małkowskiego. Wszyscy podkreślają, że na treningach i w kontaktach z piłkarzami jest więcej swobody, otwartości i luzu. Słucha i rozmawia, choć kiedy się do piłkarza zrazi, to trudno mu zmienić zdanie. Końcówkę ubiegłego roku Górnik miał słabą, ale zimę Warzycha wykorzystał dobrze.
Drużyna gra solidną piłkę, jest dobrze przygotowana do rundy motorycznie i fizycznie, a o takim bilansie na wyjazdach Nawałka - z Milikiem, Olkowskim, Skorupskim, Zacharą, Mączyńskim i Nakoulmą w składzie - mógł tylko marzyć. Górnik chce grać w piłkę, jego znakiem firmowym są akcje oskrzydlające i stabilność składu, a pod okiem Warzychy najlepszy sezon w karierze rozgrywa Łukasz Madej.
Rok po pojawieniu się Warzychy w Zabrzu Górnik jest piąty w tabeli, co sprawia, że on sam może chodzić z podniesioną głową. W sobotę zacznie drugi rok pracy, a czas na podsumowanie jego dokonań przyjdzie po sezonie, czyli za 2,5 miesiąca. Dziś bowiem Górnik jest tak samo blisko pucharów, jak... gry w grupie spadkowej.

Robert Warzycha mówi o tym, czego w minionych 12 miesiącach doświadczył w pracy z piłkarzami Górnika.

Największy problem po objęciu Górnika
Kontuzje. To była plaga. W drugim meczu prowadziłem Górnika w Bydgoszczy, gdzie graliśmy mecz w Pucharze Polski. I pierwszy raz spotkałem się z sytuacją, by dwóch środkowych obrońców zeszło z boiska z kontuzjami w ciągu 25 minut. A przecież już wcześniej pauzowali inni. Ciągnęło się to w zasadzie całą rundę i musiało przełożyć na wyniki.

Najlepszy mecz
Jednego nie wskażę. Dobrze graliśmy jesienią w Kielcach i w Chorzowie, na pewno bardzo solidną piłkę pokazaliśmy choćby ostatnio w Gliwicach, szczególnie w pierwszej połowie. A mecz z Jagiellonią z wiosny ubiegłego roku? Był najbardziej niecodzienny z tych, które Górnik rozegrał po moim przyjeździe. Do 33 minuty graliśmy koncertowo. Było 3:0, a mogliśmy strzelić jeszcze dwie bramki. I nagle wszystko się posypało. Nasz bramkarz znokautował Bartka Iwana, a dwa gole straciliśmy z rzutów karnych. I z wyniku 3:0 zrobiło się 3:3.

Najbardziej bolesna porażka
0:5 z Wisłą w Zabrzu. Dlatego, że tak wysoko i dlatego, że na własnym boisku. Bolało tym bardziej, że niewiele w tym meczu zrobiłem, by pomóc drużynie. Nie wiem, czy cokolwiek by to zmieniło, ale widząc, że nasza niezła do przerwy gra totalnie zaczyna się sypać, wypadało cokolwiek zrobić. Tak się nie stało. To była prawdziwa egzekucja.

Najcenniejsza wygrana
Wiem, jak ważne dla kibiców są zwycięstwa z Ruchem. Ja mam na koncie dwie wygrane z Niebieskimi, w tym jedną na Cichej, pierwszą po kilkunastu latach. W obu meczach - tych ze mną na ławce trenerskiej - strzeliliśmy po dwa gole i nikt nie powie, że były to wygrane przypadkowe. Pierwsza też była przełomowa - do tego meczu Górnik w 2014 roku nie odniósł żadnego zwycięstwa.

Najlepsza decyzja
Pozostawienie Łukasza Madeja do ostatniej minuty meczu z Ruchem na Cichej. Pamiętam, że byłem wtedy bardzo bliski ściągnięcia go z boiska, ale... Został i w końcówce meczu strzelił zwycięską bramkę.

Największa strata
Latem odeszło z Zabrza dwóch piłkarzy, którzy w realiach polskiej ligi mieli potencjał wyjątkowy - Paweł Olkowski i Prejuce Nakoulma. Nie byliśmy w stanie ich zatrzymać z powodów ekonomicznych, ale strata dla jakości drużyny była bardzo duża. Chciałbym, by pamiętali o tym wszyscy, którzy porównują Górnika do tego sprzed roku czy dwóch lat. Mimo takich zmian jesteśmy na piątym miejscu w lidze. Gdybym dziś miał tę dwójkę, to... Aż się boję głośno mówić.

Najlepszy transfer do klubu
W ciągu tego roku zbyt wielu ich nie było... Stawiam na duet Słowaków: Erik Grendel - Roman Gergel. Podnieśli poziom sportowy, ale też doskonale mentalnie wkomponowali się w Górnika, co w wypadku obcokrajowca nie jest takie oczywiste. Porządni ludzie, z którymi praca jest przyjemnością. Powiem to z czystym sumieniem o wszystkich naszych zagranicznych piłkarzach

Największy problem
Chciałbym, byśmy coraz częściej mówili o nim w czasie przeszłym. Wiedziałem, że klub ma kłopoty, ale co innego słyszeć, a co innego zmierzyć się z nimi na miejscu. Kiedy przez wiele miesięcy nie ma pensji i padają jedynie deklaracje, które czasami trudno potem zrealizować. Negocjacje, ciągłe pytania, rozmowy... To nigdy nie pomaga w codziennej pracy. Z drugiej strony widzimy, że są chęci, by z trwającego od lat marazmu wyjść. Obligacje, budowa stadionu... Może tym razem się uda?

Największy ból głowy
Latem ubiegłego roku, kiedy odeszło z klubu kilku ważnych piłkarzy i mieliśmy w pamięci, że tracimy zbyt dużo bramek. Poprawa gry defensywnej była potrzebą chwili, stąd ryzykowne, ale w sumie opłacalne przejście na grę trójką środkowych obrońców. Widziałem to w wykonaniu wielu meksykańskich klubów - było skuteczne.

Największa różnica w mentalności piłkarzy
Polskich i tych zza oceanu? Plus dla naszych piłkarzy. Zdrowsze są relacje trener-zawodnik, większa jest dyscyplina, bardziej profesjonalne podejście do treningu. Mam świadomość, że szczególnie w pierwszym okresie piłkarze sondowali, na ile mogą sobie pozwolić. Też tak robiłem grając w piłkę... Były różne sytuacje, o których oczywiście głośno nie powiem, ale mam nadzieję, że jesteśmy już dotarci. To jest dziś grupa ludzi, z którymi dobrze się pracuje.

Największe zaskoczenie w polskiej piłce
Regulamin rozgrywek. Podział punktów jest nieporozumieniem. Jesteśmy na piątym miejscu, ale po 23. rozegranych meczach nie mamy żadnego komfortu utrzymania w ekstraklasie. Wymaga się stawiania na młodych zawodników, podejmowania związanego z tym ryzyka, tymczasem 2-3 nieudane mecze wiosną - przy wąskiej kadrze, urazach, zmęczeniu i kartkach - sprawiają, że zespół znajduje się w sytuacji podbramkowej.

Liczby Warzychy

0 - od kiedy jest w Zabrzu, żaden mecz z udziałem Górnika nie zakończył się wynikiem bezbramkowym.

31 - tyle goli Górnik w tym czasie stracił na Roosevelta tylko w meczach ligowych, których było 17. Zaledwie 4 z nich kończył bez strat.

6 - tyle razy na własnym boisku zabrzanie stracili co najmniej 3 gole. Nie licząc meczów w Pucharze Polski, bo wtedy licznik zatrzymuje się na cyfrze 8.

8 - tyle razy Górnik Warzychy wygrał ligowe mecze na boiskach rywali. 2 w poprzednim sezonie i aż 6 w tym. To najlepszy wynik zabrzan na wyjazdach w ekstraklasie od lat. 3 razy grając na obcym boisku zabrzanie potrafili strzelić po 3 gole!

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online