Forum
 

Marek Majka - cichy bohater Górnika po drugiej stronie barykady

Marek Majka cztery razy wygrywał ligę z Górnikiem Zabrze, ale dzisiaj znalazł się po drugiej stronie barykady – jest szefem skautingu Piasta Gliwice, który w niedzielę przyjeżdża na mecz przy Roosevelta.
To chyba najbardziej niedoceniany polski piłkarz tamtych lat. Nie rozumiem, dlaczego nigdy nie zagrał w reprezentacji Polski – dziwi się Jan Urban. – Jak to dlaczego? Bo nikt nie zgodziłby się, żeby cała formacja ofensywna naszego Górnika grała w kadrze, choć tak właśnie powinno być. Naprawdę szkoda, że nikt się na to nie odważył – dorzuca Ryszard Komornicki. – Chyba za grzecznie wyglądał, że go tak pomijali – uważa Andrzej Iwan. Dawni koledzy Marka Majki z zabrzańskiej drużyny nie mają wątpliwości: taki piłkarz w każdej drużynie to skarb.

Inni byli wielcy
Majka z Górnikiem zdobył cztery mistrzostwa Polski, sezon po sezonie – od 1985 do 1988 roku. Od początku sierpnia pracuje w Piaście. Kiedyś sięgał po laury w jednym zespole z Józefem Dankowskim i Robertą Warzychą, a w niedzielę przyjedzie na mecz do Zabrza z gliwiczanami. – Jaki on tam rywal. No dobra, przez 90 minut nie będziemy myśleli o przyjaźni, ale potem znowu zostaniemy kumplami – mówi Dankowski, który tak jak Majka sięgał z tamtym Górnikiem po cztery tytuły. – Marek jest szefem skautingu w Gliwicach? Nawet nie wiedziałem, choć spotkałem go na naszym ostatnim meczu przy Roosevelta. Cały czas wydaje mi się, że wszyscy jesteśmy w jednej drużynie jak za starych, dobrych czasów – śmieje się Warzycha. – Dzisiaj jestem w Piaście, ale to nic dziwnego, bo przecież kiedyś właśnie z tego klubu przeniosłem się do Górnika. To w Gliwicach stałem się piłkarzem, ale takim przez małe p. A przez wielkie P? Nigdy takim nie byłem. To inni byli wielcy – twierdzi Majka.
Na zabrzan w Polsce wtedy nie było mocnych. Żadna Legia, Lech, Śląsk czy Widzew. Rządził Górnik. Solidny w obronie i piekielnie mocny w pozostałych formacjach. W środku Ryszard Komornicki i Waldemar Matysik, z lewej strony Jan Urban, z przodu Andrzej Pałasz, Andrzej Iwan i na dokładkę Andrzej Zgutczyński oraz Ryszard Cyroń. Gdy za granicę wyjechał Matysik, błyskawicznie sprowadzono Roberta Warzychę. Oni wszyscy grali w reprezentacji. Wszyscy oprócz prawoskrzydłowego Majki.
– Pyta pan o Marka Majkę? Tego wysokiego środkowego napastnika? – żartuje Komornicki, ale szybko poważnieje. – Marek był niepozornej budowy i rywalom się zdawało, że łatwo można go przestawić, ale niech no tylko który spróbował. Zasuwający po skrzydle Marek myślał na boisku, co zawsze jest dużą zaletą. Uwielbiałem go za tę pasję do gry i za piłkarskie umiejętności. Ja w ogóle dobrze miałem w środku pola. Gdy nie wiedziałem, co zrobić z piłką, kopałem ją do przodu, bo wiedziałem, że tam dobry pożytek zrobią z niej tacy ludzie jak Majka – opowiada uczestnik meksykańskiego mundialu. – To prawda, że olbrzymem nie byłem. 176 centymetrów i 63 kilogramy. Nie było czym straszyć, ale nie przejmowałem się tym – zaznacza Majka.
W 1985 roku, już po pierwszym z serii czterech krajowym tytule Górnik w Pucharze Mistrzów trafił na Bayern Monachium. Na Stadionie Śląskim Polacy przegrali 1:2, więc zdawało się, że jest już pozamiatane. Ale w rewanżu zaskoczyli rywali. Na Stadionie Olimpijskim prowadzili 1:0. Gola strzelił Majka. Do awansu potrzebna była jeszcze jedna bramka, ale do siatki trafiali już tylko Bawarczycy. Wygrali 4:1, choć polski zespół trochę ich postraszył. Gol strzelony Jean-Marie Pfaffowi umocnił pozycję Majki w klubie.
Za chwilę Polacy wywalczyli awans do mundialu w Meksyku. Antoni Piechniczek kompletował kadrę na mundial. Testował zawodników, ale Majki nawet nie sprawdził w najlichszym sparingu. – Jakoś nie umiałem się przebić. Do Górnika przeniosłem się w wieku 24 lat, a wcześniej nie miałem powołania do żadnej reprezentacji, w żadnej kategorii wiekowej. Nie mówię już nawet o reprezentacji Polski, ale też o kadrze jakiegoś podokręgu. Widocznie nie było mi to pisane. Pogodziłem się z tym, choć trochę przykro, że nigdy choć jednej malutkiej szansy nie dostałem – przyznaje Majka.
Niedługo po mundialu Piechniczek odszedł z kadry i został trenerem zabrzan, z którymi zdobył mistrzostwo. Przy dużym udziale szalejącego na skrzydle Majki. – Bardzo ceniłem Marka. Takich inteligentnych piłkarzy potrzebuje każda drużyna – wspomina Piechniczek. Dlaczego nie dostał szansy w kadrze? – Ja przecież i tak stawiałem na całą grupę zawodników Górnika, a miałem też przecież sporo bardzo utalentowanych graczy z innych klubów: Tarasiewicza, Dziekanowskiego, Karasia, Prusika. Wszystkich przecież nie mogłem powoływać – broni się były selekcjoner.

Kolega Löwa
– Co tu dużo gadać, Marek na szansę w kadrze zasłużył. Albo u Antoniego Piechniczka, albo później o Wojciecha Łazarka – przekonuje Dankowski, który po latach razem z Majką pracował w drugoligowym Piaście. On był pierwszym trenerem, a kolega jego asystentem. To pokazuje, jak mocno spleciona jest historia Piasta i Górnika. – Żyjemy tu po sąsiedzku, jak Pawlak z Kargulem. Niby czasem skłóceni, a jednak na siebie skazani. Historia Marka to tylko potwierdza – przyznaje obecny trener zabrzan.
– Wyciąganie piłkarzy Piasta do Górnika niekoniecznie musiało się w Zabrzu podobać, a jednak Jan Szlachta uparł się, że musi sprowadzić Majkę i wcale mu się nie dziwię – twierdzi Iwan. – Moja rozmowa z panem Szlachtą o transferze trwała może trzy minuty. Górnik to był zupełnie inny poziom sportowy i finansowy, czułem się zaszczycony, że będę mógł grać w takiej drużynie. A i Piast nie musiał po mnie płakać, bo przecież nie odchodziłem za darmo – przypomina Majka.
Z Górnika wyjechał po czwartym tytule. Podpisał kontrakt z SC Freiburg, w 2. Bundeslidze. I tam też regularnie grał, czasami strzelał i częściej asystował. – Moim kolegą z zespołu był m.in. Joachim Löw, który teraz jest już selekcjonerem mistrzów świata. Kiedyś spotkałem go w Niemczech na turnieju oldbojów. Powspominaliśmy stare czasy – opowiada Majka. Po powrocie do Polski jeszcze trochę pograł dla gliwiczan, pracował też z młodszymi rocznikami Górnika. I teraz znowu jest w Piaście. – Tej decyzji szefom klubu trzeba pogratulować, bo Marek nosa do wyszukiwania zdolnych piłkarzy ma – twierdzi Iwan. – Szukam kandydatów do gry w Piaście w najbliższej okolicy, a więc wyłącznie Polaków – zaznacza Majka.
W niedzielę nie ma wyjścia – musi trzymać kciuki za Piasta, choć w sercu pewnie będzie miał rozterki. Pytany o wymarzony wynik, wcale nie ma prostej odpowiedzi. – Powiem tak: niech w derbach nie będzie zabitych, wystarczą ranni – dyplomatycznie ocenia. Ale jego serdeczny kolega z Górnika stawia sprawę jasno: – Co tam ranni. Niech wygra lepszy, byle to był Górnik! – śmieje się Dankowski.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online