Forum
 

Wieczorek: Jestem hazardzistą, lubię ryzyko

Ryszard Wieczorek
(aktualizacja: 13:11) - Wiem jak się zachować, ale nie jestem showmanem, który będzie robił coś na pokaz, będzie się uśmiechał i kiwał. Ja to w sobie mam, ale nie zawsze jest czas i pora - mówi Ryszard Wieczorek. 

Po co panu ten Górnik. Wszyscy zgodnie mówią, że tu się nie da nic poprawić, za to zepsuć można wszystko.
Ryszard Wieczorek, trener Górnika: - Jestem hazardzistą i lubię podejmować ryzyko. Tak samo było z Energetykiem ROW-em Rybnik. Wziąłem ostatni klub drugiej ligi, bo powiedziałem sobie, skoro kiedyś byłeś kozakiem, to pokaż znowu, że potrafisz. Tamta decyzja była wyzwaniem. Wybór Zabrza też nim jest. Tym bardziej, że wszyscy będą patrzyli na Górnika przez pryzmat tego, jak prowadził drużynę Adama Nawałka.

Pan i Nawałka macie podobne spojrzenie na futbol. Ktoś w klubie powiedział nawet, że jesteście tacy sami, więc pański angaż był naturalnym wyborem.
- Rozmawiam dużo z trenerami ze sztabu Adama, którzy zostali w klubie. Oni mówią mi, jak to było robione. Mogę powiedzieć, że jeśli idzie o taktykę, to na pewno jestem blisko Nawałki. Pressing, agresywna gra, szybkie operowanie piłką, to jest to co obaj lubimy. Jedynie w doborze ćwiczeń są śladowe różnice, gdyż każdy trener ma swoje ulubione i pasujące do mentalności grupy, którą prowadzi. W okresie przejściowym i przygotowawczym przyjdzie czas na korekty i większą ingerencję w zespół.

Zostańmy przy Nawałce. Obaj kochacie też włoską piłkę. Piłkarze z Rybnika mówili, że wdrażał pan schemat gry obronnej Juventusu.
- Trzeba się wzorować na lepszych. Całą wiosnę ROW grał trójką stoperów, czyli tak jak robi to Juventus. Jednak w Górniku taki system jest obecnie wykluczony, bo trzeba mieć trzech dobrych stoperów, a my na środku obrony mamy zmartwienie i dużą liczbę kontuzji. Może kiedyś spróbujemy zagrać jak Juventus. Z drugiej strony, jako trener klubowy chcę pójść teraz w kierunku przygotowania piłkarzy do gry w reprezentacji. Jeśli kadra ma grać 4-2-3-1, to chyba nie będę szukał innego rozwiązania. Zresztą Górnik tak gra, dobrze to funkcjonuje i nie ma sensu tego zmieniać.

Dla wielu ludzi, to niezrozumiałe, że trener z drużyny broniącej się przed spadkiem z l ligi, teraz ma prowadzić Górnika.
- Nie żyjmy historią. Przecież równie dobrze można by powiedzieć, że kiedyś byłem szkoleniowcem Górnika, Korony, Odry i Piasta i mam na koncie powyżej dwustu spotkań w ekstraklasie, jako trener. Pewnie, że Rybnik zostawiłem tuż nad kreską, ale taki był materiał. A i terminarz nam nie sprzyjał, bo 11 z 16 spotkań graliśmy na wyjeździe. Swoją drogą, to proszę mi powiedzieć, czy inny trener niż Wieczorek miałby łatwiej przejmując Górnika? Czy miałby łatwiej Jurek Brzęczek, którego lubię, cenię i szanuję? Proszę pamiętać, że on nigdy się nie sparzył. A dobry trener musi dostać po tyłku. Tak jest. Mam nadzieję, że ja ten etap mam już za sobą. Pozbierałem wszystkie, także te złe doświadczenia i teraz, przy wsparciu właściciela, władz klubu oraz kibiców, uda się zrobić w Zabrzu coś dobrego.

Podpisałby się pan pod stwierdzeniem, że kiedyś to pan wyciągnął rękę do Górnika przychodząc tutaj jako trenerska gwiazda, a dzisiaj to Górnik wyciągnął rękę do pana.
- Tak trzeba powiedzieć i ja się bardzo cieszę z tego, że tak się stało. Nie przesadzałbym i nie mówił, że kiedyś byłem gwiazdą, ale faktem jest, że poprzednia przygoda z Górnikiem nie była oczywista dla ludzi patrzących z boku. Po dobrej passie w Odrze Wodzisław i Koronie Kielce, po sześciu latach tłustych, miałem sporo fajnych propozycji. Kiedy jednak zgłosił się Górnik, to nie miałem wątpliwości. W środowisku, w którym się wychowałem, klub z Zabrza był tym wiodącym. Miałem dziesięć lat, kiedy oglądałem słynny rzut monetą w pamiętnym trzecim meczu Górnika z Romą. Jak byłem piłkarzem, to pojawił się wątek mojej gry w Zabrzu. Ale oni wtedy byli mocni. Jako kapitan Odry wprowadzałem do zespołu Ryśka Stańka i świętej pamięci Ryśka Krausa. Musiałem ich zaakceptować, pomóc im, a potem oklaskiwałem ich w Zabrzu. Skakałem przed telewizorem patrząc na grę Stańka na olimpiadzie w Barcelonie.

Co się dzieje z trenerem, który od życia dostaje strzał w plecy?
- Po poprzednim odejściu z Górnika miałem sporo trudnych momentów. Odra, Piast, w międzyczasie sprawa rodzinna. Słaby człowiek mógłby zwątpić i powiedzieć nie, nie, nie, czas zmieniać fach, bo sobie nie poradzę. W zawodzie trenera nie ma zmiłuj się. Trzeba jednak jakoś te trudne momenty przetrzymać, robić swoje, rozwijać się, doskonalić to co dobre i wyciągać wnioski. Widziałem, że troszkę się zapomina o Wieczorku. A jak już się przypomina, to jest jazda w mediach.

W pewnym momencie w ogóle o panu nie pisano.
- A jak pojawił się temat Rybnika, to padło pytanie, po co? Żeby następną drużynę spuścił. Wziąłem jednak tę robotę. Powiedziałem sobie, że skoro kiedyś potrafiłeś być na fali wznoszącej, że czego się nie dotknąłeś było dobre, to teraz weź to i uratuj drugą ligę dla Rybnika. Wyszło.

A jednak kibice Górnika nie chcieli pana w Zabrzu. Podobno, dlatego że zapamiętali pana jako człowieka skrytego, który trzyma ludzi na dystans. Nawałka w drodze na konferencję wszystkim podawał rękę, dla każdego miał dobre słowo.
- Każdy ma inny charakter. Na pewno jednak mój brak wylewności nie oznacza, że jestem bufonem. To koncentracja na meczu powoduje, że nie szukam kontaktu, że jestem skupiony i jeszcze długo po meczu przeżywam to wszystko. Nie potrafię przejść szybko z tych emocji do innego świata, gdzie będę się cieszył i będę zadowolony z życia mimo tego, że na przykład na boisku nie wszystko wyglądało tak, jakbym sobie wyobrażał. Wiem jak się zachować, ale nie jestem showmanem, który będzie robił coś na pokaz, będzie się uśmiechał i kiwał. Ja to w sobie mam, ale nie zawsze jest czas i pora. Rozumiem, że dziś są takie czasy, że świat potrzebuje takiego Tomka Hajty, który coś rzuci, dziennikarz to napisze i dzieje się. Ja jestem z innej gliny, ale i też cały czas się uczę i na tej płaszczyźnie też staram się rozwijać i robić postępy idąc z duchem czasu. Myślę że najlepiej zapytać piłkarzy, bo oni są najlepszymi recenzentami zachowań trenerów.

Zastanawiał się pan nad tym, dlaczego z trenera zamieniającego wszystko w złoto, nagle stał się pan szkoleniowcem, któremu sprawy zaczynają się wymykać z rąk?
- Polityka. Z tym się nie wygra. O kulisach rozstania z Górnikiem mówił nie będę, ale w Odrze była polityka z oszukiwaniem, lewymi podpisami i dyrektorem, który z założenia powinien pomagać trenerowi, ale akurat Martin Pulpit polował na moją posadę. W Piaście było to samo. Szatnia była strasznie podzielona po rezygnacji prezesa Jacka Krzyżanowskiego. To pokazuje tylko, że trener musi być wyrachowanym graczem. Ja jednak wzrastałem w takiej atmosferze, że pracą i odwagą można góry przenosić. Taki entuzjazm był kiedy pierwszy raz byłem w Odrze, to samo było w Koronie, a i w pierwszych miesiącach pracy w Górniku był klimat sukcesu.

Gdyby jednak wtedy zachował się pan jak wytrawny gracz, to po zakończeniu tego pierwszego sezonu zrezygnowałby pan z pracy w klubie. Nie był już chemii między panem i ówczesnym prezesem Ryszardem Szusterem, który od właściciela, firmy Allianz, domagał się pańskiej dymisji.
- Mnie proszę w to nie mieszać, bo nie mam takiej wiedzy. Zgadzam się jednak z tym, że po sezonie powinienem był mówić ostrzej o konieczności dokonania wzmocnień zespołu oraz pozyskania takich zawodników, którzy by spełnili oczekiwania i stawiane przed nimi cele. Nie mieliśmy drużyny na puchary, a jednak przed zawodnikami postawiono cel 1-4. Regulamin finansowy był tak skonstruowany, że piłkarze mogli zarobić tylko w przypadku miejsca w czwórce. Przyszły pierwsze słabe spotkania i to ich zdołowało. Zespół zaczął gasnąć, bo postawiony cel był za wysoki.

Od zwolnienia z Górnika zaczęły się pańskie nieszczęścia. Powrót do Zabrza jest dla pana czymś w rodzaju terapii?
Ryszard Wieczorek: Być może tak jest. A jeśli jest, to terapia dobrze się zaczyna. Fajnie jest poczuć znowu inspirację. Fajnie jest też dowiedzieć się, że człowiek nie spalił za sobą mostów, że ktoś po latach docenia jego pracę. Opinie o moim poprzednim pobycie tutaj nie było dobre. A jednak właściciel mi zaufał. Wygrała praca, nie plotki.

Widzę jednak, że jakaś zadra w pańskim sercu ciągle jest.
- To nie zadra. Może bardziej chodzi o to, że nikt nigdy nie zwrócił uwagi na to, że należę do ludzi odważnych. Tak był w czasach, kiedy odnosiłem sukcesy, ale i też później. W Górniku zostałem na drugi sezon, bo sądziłem, że uporem i odwagą złamię bariery. Piast rozmawiał z dziesięcioma trenerami, ale zgodził się tylko Wieczorek. Sądziłem, że się uda. Teraz jest Górnik, który tak wiele osiągnął z Adamem Nawałką. Przez ten pryzmat będzie oceniana moja praca. Jednak nie boję się. Chciałbym coś dokończyć, udowodnić że poprzednia praca z Górnikiem, to nie jest wszystko na co mnie stać. Żadnych deklaracji nie będę składał, ale jestem przekonany, że z tą ekipą wiele mogę osiągnąć.

Jest pan człowiekiem pewnym siebie.
- Tak, ale nie chciałbym, żeby pewność siebie mylono z pychą i zadufaniem. Mam wiarę w to co robię, do tego dochodzi klimat w klubie i szatni. Kiedy wróciłem do szatni, to od razu poczułem się jak w domu. Górnik ma też jednych z lepszych, jeśli nie najlepszych kibiców w Polsce. Spotkałem się z nimi, żeby pewne rzeczy sobie wyjaśnić, żeby powiedzieć, że jestem ostatnią osobą, której nie zależy na wynikach. Zapewniłem, że zrobię co w mojej mocy, żeby było dobrze.

W szatni unosi się jeszcze duch Nawałki?
- To nie o ducha chodzi. W każdym razie po tym co zobaczyłem w szatni i po rozmowach z zawodnikami, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że wybór Nawałki na selekcjonera był jedynym słusznym. W Górniku zostawił szatnię zorganizowaną i zdyscyplinowaną, zostawił ludzi wiedzących na czym praca polega, zostawił dobrze funkcjonujący zespół. W takiej sytuacji trenerowi, który przychodzi jest łatwiej, bo nie musi za wiele zmieniać. Zresztą teraz nie ma czasu na zmiany. Jak mówi mój mentor profesor Jan Chmura zmiany możemy wprowadzać metodą kropelkową, czyli delikatnie i ostrożnie. Żeby nie przeszkadzać.

Szybkie zbieganie w przerwie do szatni i lodowe kąpiele zostaną w menu Górnika?
- To są bardzo dobre rzeczy. Organizacja w trakcie przerwy jest ważna, żeby optymalnie wykorzystać czas. Wannę z lodem stosowałem także w Rybniku. Generalnie nie wolno zmieniać dobrych przyzwyczajeń. Tym bardziej że w Górniku te sprawy są ustawione perfekcyjnie. Jak tu byłem poprzednio, to Marek Kostrzewa był od przygotowania fizycznego, do tego dochodził trener bramkarzy i dwóch maserów. Byłem wtedy trenerem po polsku, czyli wash and go. Teraz jest podział ról. W każdym razie już czuję adrenalinę i chęć bycia na ławce z jednej strony i wielką odpowiedzialność z drugiej. Na pewno zostawię na tym zespole swój ślad, ale jeszcze nie teraz. A już tak na koniec powiem, że piłka jest dla ludzi, więc musimy tak zrobić, żeby ściągnąć ludzi grą na "tak" na ten piękny stadion.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online