Forum
 

Kwiek: W Górniku mogłem zostać do końca kariery

- Nowy kontrakt mogłem podpisać od 1 stycznia. Górnik złożył mi wtedy ofertę i gdybyśmy dograli wszystko do marca, pewnie już dawno miałbym w kieszeni nową umowę w Zabrzu - mówi pomocnik Aleksander Kwiek.
Aleksander Kwiek po trzech latach gry na Roosevelta żegna się z Zabrzem. Zagrał w tym czasie 73 ligowe mecze, strzelił dziewięć goli, na boisku był liderem drużyny. Kwiek już kilka tygodni temu podpisał kontrakt z Zagłębiem Lubin. Na dwa lata z opcją przedłużenia o kolejny sezon. Podobną ofertę złożył piłkarzowi Górnik, ale oferta Lubina była korzystniejsza finansowo.

Rozmawiamy kilka godzin przed pana ostatnim treningiem w Zabrzu. Będzie jakieś specjalne pożegnanie?
Aleksander Kwiek: Przywiozę do klubu ciastka, pewnie chwilę posiedzimy. Nie mamy w planie żadnego wspólnego pożegnania sezonu, poza tym już w czwartek wyjeżdżam na urlop. Świat jest mały, na pewno z wieloma chłopakami będę w stałym kontakcie.

Odchodzi pan z uczuciem spełnienia?
- Na pewno nie było źle. Przypomnę, że trafiłem do Zabrza, kiedy klub był beniaminkiem ligi i nikt nie wiedział, jak to się wszystko po awansie poukłada. Trzy lata, zawsze miejsce w górnej części tabeli - to nie jest byle jaki wynik biorąc pod uwagę obecne możliwości finansowe klubu, bo już nie jego historię. Z drugiej strony, czy można czuć się spełnionym po tej wiośnie? To będzie siedziało w nas przez lata. Nie wiem, jak potoczą się losy chłopaków, ilu z piłkarzy będzie jeszcze miało szansę stanąć na podium ligi, ale szansa była niepowtarzalna.

Pan już wie dlaczego nie wyszło?
- Nie ma jednej przyczyny. Odrzucam takie gadanie, że nie chcieliśmy grać w pucharach, albo że trudna sytuacja finansowa spowodowała mniejszą motywację. To akurat bzdura, bo graliśmy o wynik i naprawdę dobre premie. Zresztą o czym mówimy. Wystarczyło wygrać jeden z tych dziesięciu przegranych meczów i Górnik grałby w pucharach. Jeden! A dwa, żeby być na trzecim miejscu. Nikt nie pamiętałby o tych wszystkich porażkach.

Problem w tym, że nie wygraliście.
- W pierwszej połowie - zgoda byliśmy słabsi i rywale wygrali zasłużenie. Ale w drugiej połowie wszystko działo się "na styk", może nawet pod nasze dyktando. Wygrał ten, który pierwszy trafił. Jak z Wisłą, Koroną, Pogonią, Podbeskidziem... Może zabrakło napastnika, który w takim momencie zdobyłby gola, czasami z niczego. Może koncentracji w grze defensywnej, bo jak nie możesz wygrać, to przynajmniej zremisuj. Kiedy się przegrywa mecz za meczem, traci się pewność siebie, człowiek zaczyna za dużo myśleć i gubi automatyzm. Skończyło się, jak się skończyło.

Mogę grać w Górniku nawet do końca kariery. Kto powiedział te słowa?
- Aleksander Kwiek. Brałem takie rozwiązanie bardzo poważnie pod uwagę, bo kapitalnie się w Zabrzu czułem.

Jednak pan odchodzi. Co się stało?
- Też nie ma jednego powodu. Nie będę ukrywał - dostałem bardzo dobrą ofertę finansową. Lubin to klub bardzo stabilny finansowo, w którym wszystko jest na czas, choć akurat to nie był problem. W Zabrzu czasami długo czekaliśmy na zaległości, ale w końcu zawsze klub zapłacił. Nigdy nie przekładało się to na naszą grę. Najważniejsza była jednak determinacja Lubina. Nowy kontrakt mogłem podpisać od 1 stycznia. Górnik złożył mi wtedy ofertę i gdybyśmy dograli wszystko do marca, pewnie już dawno miałbym w kieszeni nową umowę w Zabrzu. Potem jednak jakby wszystko "ucichło", a Lubin chciał, i to bardzo. To też miało znaczenie.

Zakładając, że w Zabrzu na koncie byłoby na czas, stałby wybudowany stadion i była gwarancja, że obecne drużyna się nie "rozleci"...
- Gdyby te wszystkie czynniki się zgrały pewnie łatwiej byłoby podjąć decyzję o dalszej grze w Zabrzu. Z drugiej strony - stadion będzie za pół roku, a drużyna też nie musi być słabsza. Co rok ktoś z Górnika odchodził, a graliśmy dobrą piłkę. Skoro zostaje trener Nawałka, to wiem, że będzie dobrze.

Wiele razy mówił pan, że dzięki trenerowi zaczął profesjonalnie traktować piłkę.
- To prawda. Wcześniej było różnie, a u trenera inaczej się nie da. On jest do końca profesjonalny w tym, co robi i jeżeli chcesz z nim współpracować, to musisz być taki sam. Czyli dostosować się i nie marudzić. Jeżeli jednak piłkarz nie da się przekonać do tych metod, to też się nie uda. Do mnie trener trafił, bo sam czułem, że czas ucieka i kiedyś trzeba zacząć wykorzystywać swój potencjał, a nie dreptać w miejscu. Obie strony muszą chcieć.

Teraz pan już nie chce?
- Z trenerem mógłbym pracować dalej, bo mnie te metody przekonały. W końcu sprawiły, że stałem się lepszym piłkarzem. Co nie znaczy, że nie warto spróbować czegoś innego, a wiem od chłopaków z Lubina, że bardzo sobie chwalą pracę z trenerem Hapalem. Wielu piłkarzy mówi, że trzy lata w jednym klubie to optymalny czas. Coś w tym jest. Myślę, że potrzebowałem tej zmiany, niezależnie do spraw finansowych.

Metody dobre, tylko wyników brak. Kto miał w tym sezonie lepszy skład? Górnik czy Lubin?
- Na pewno Lubin. Nie oceniam tego, czego nie znam. Wiem tylko, że jest tam wszystko, by wyniki były. Świetna baza, stadion i środki, by zbudować bardzo solidny klub, grający o puchary. Dlatego jestem w Lubinie.

Piłkarze czasami się skarżą, że nie ma gdzie wyjść...
- Nie przechodzę tam, żeby włóczyć się po mieście.

Przy okazji, jak dziś ocenia pan wydarzenia z "Lornety" i ich konsekwencje?
- Błąd. To nie powinno mieć miejsca. Kapitalnie zachował się trener i klub. Mogli nas "pozamiatać", a podali rękę. Z drugiej strony obiecaliśmy, że to ostatni raz i dotrzymaliśmy słowa.

Trzy lata temu o tej porze?
- Spadliśmy z Odrą z ligi i nie było wesoło. Miałem dwie oferty - z Ruchu i Górnika. Wybrałem Zabrze, Ruch w ostatniej chwili zaoferował nawet wyższy kontrakt niż Zabrze, ale dałem słowo i nigdy tej decyzji nie żałowałem. Kiedy byli w klubie prezes Łukasz Mazur oraz Tomasz Wałdoch, tworzyło się coś bardzo pozytywnego. Myślę nawet, że skład z pierwszego sezonu, z Jeżem, Banasiem, Sikorskim czy Grześkiem Boninem, nim od nas odszedł, na pewno nie był gorszy od tego, który dziś jest piąty w lidze. Może nawet lepszy? Można żałować, że klub nie jest na tyle stabilny, żeby zatrzymać niektórych piłkarzy. Może tak będzie, kiedy oddadzą stadion. Ja tego nie doczekałem.

Tego żal?
- Bardzo. Pamiętam jeszcze mecze sprzed rozpoczęcia budowy, kiedy było na meczach po kilkanaście tysięcy ludzi. Potem dwa lata graliśmy z gruzem i dźwigami w tle. Fajnie to za plecami urosło, ale stadionu nie doczekałem. Tak, tego żal. I tej nieszczęsnej wiosny.

Ostatnio na Gali Ekstraklasy wybierano najlepszych pomocników ligi. Nie ma pan do siebie pretensji, że pana tam zabrakło?
- Powiem nieskromnie, że chyba bym był, gdybyśmy byli na podium, albo w czwórce. Laury zbierają zwycięzcy. Nas w tym gronie zabrakło.

Najlepsi piłkarze z jakimi grał pan w Zabrzu?
- Robert Jeż i Prejuce Nakoulma. Gdyby w Zabrzu było tak, żebyśmy mogli zagrać razem, pewnie gralibyśmy nie tylko o trzecie miejsce.

Mecze w Górniku, które zostaną w pamięci?
- Trochę ich przez te trzy lata było... 2:1 z Lechem, któremu strzeliłem gola, wszystkie wygrane z Wisłą i ostatni mecz w Lubinie, sprzed kilku tygodni. Wiedziałem już, że będę tam grał, a strzeliłem im gola i wygraliśmy po dobrym meczu.

Gdyby jednego piłkarza mógł pan zabrać ze sobą do Lubina?
- Adasia Dancha. Z nim zawsze w szatni było wesoło, a z Adamem Banasiem stworzyliby świetny duet obrońców. "Skorupa" też będzie brakowało.

Numer na koszulce pan już wybrał?
- Nie, ale zwolniła się "6", więc postaram się po nią sięgnąć.

Wspomniał pan o urlopie? Zwykle jeździł pan z Maciejem Korzymem.
- Złamał nogę, więc musiał odpuścić. Lecę do Meksyku, ale prześlę mu zdjęcia i na pewno wszystko opowiem. Pojedziemy razem na rok.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online