Forum
 

Przegląd Sportowy: Górnik wskoczył na podium

Górnik Zabrze po golu Tomasza Zahorskiego pokonał Piasta Gliwice 1:0 (1:0) w ostatnim meczu 16. kolejki ekstraklasy.
Zwycięstwo zapewniło Górnikowi awans na trzecie miejsce w tabeli. Drużyna Adama Nawałki traci do lidera już tylko dwa punkty.
Gospodarze rozpoczęli od mocnego uderzenia. Już w 4. minucie grający na lewym skrzydle Tomasz Zahorski sprytnie wyciągnął nogę do piłki zagranej przez Aleksandra Kwieka i padł gol. Strzelec odchodził rok temu z Zabrza, jako zawodnik najbardziej znienawidzony przez kibiców. Wystarczyło, że choć raz źle kopnął piłkę, by publika domagała się zmiany. Większość kibiców śmiała się pod nosem, kiedy w przerwie zimowej szkoleniowiec Górnika mówił, że Zahorski będzie następcą Milika.

„Fajny chłopak" umie grać

Przecież chodziło o zawodnika, którego Tomasz Hajto bez żalu pozbył się z Jagiellonii Białystok. – Zahorski to fajny chłopak, ale takiej pozycji nie ma na boisku – mówił Hajto. Dzisiejszy mecz pokazał, że „fajny chłopak", jeśli chce, też potrafi grać w piłkę. Mogliśmy również zobaczyć, jak cienka jest granica oddzielająca miłość od nienawiści. Po zdobytej bramce publiczność skandowała „Zahorski, Zahorski". I z wypiekami na twarzy śledzono kolejne akcje z jego udziałem.
Każdy kontakt Zahorskiego z piłką oznaczał zagrożenie pod bramką Dariusza Treli, ale nie było już skutecznego wykończenia. Między 12. a 27. minutą Zahorski powinien ustrzelić hat-tricka. Ta sztuka mu się nie udała, ale nikt nie gwizdał, nawet kiedy nie trafił z kilku metrów praktycznie do pustej bramki.
Piast do przerwy nie istniał. Ewidentnie brakowało najlepszego snajpera, leczącego kontuzję kolana Wojciecha Kędziory. Ustawienie na szpicy Rubena Jurado nie było dobrym pomysłem. A może koledzy z zespołu nie byli w stanie należycie go wykorzystać. Hiszpan był bardzo ruchliwy, ale nie dostawał zbyt wielu piłek na wolne pole, za to bardzo dużo wysokich podań, których z racji niskiego wzrostu i słabej gry głową nie był w stanie przejąć.
Swoje zrobiła też absencja Mateja Izvolta. W poprzedniej rundzie skrzydłowy napędzał akcje gliwiczan. Teraz w miarę dobrze funkcjonowała tylko ta flanka, po której biegał kapitan Tomasz Podgórski. Goście nie najlepiej grali też w obronie. Trener Marcin Brosz próbował łatać dziurawą defensywę wprowadzając Łukasza Krzyckiego. Wydaje się jednak, że najsłabszym ogniwem był El Mehdi Sidqy. Tylko pobłażliwości sędziego zawdzięcza, że mecz nie zakończył się dla niego kwadrans przed czasem. Wtedy powinien był dostać drugą żółtą i w efekcie czerwoną kartkę.

Obawy rozwiane

Przy Roosevelta trochę obawiano się inauguracji, bo też Górnik przystępował do meczu bez Milika, który odszedł do Bayeru Leverkusen, i kontuzjowanego Prejuce Nakoulmy. Jesienią zdobyli łącznie 11 z 23 bramek strzelonych przez drużynę Nawałki. Zabrzanie w związku z tym zagrali zupełnie inaczej niż jesienią. Sporo było zespołowej gry z dużą liczbą podań. Brakowało za to indywidualnych akcji, którymi zabrzanie zaskakiwali rywali mając Nakoulmę i Milika w składzie.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online