Forum
 

Skorupski: Moja wina

Łukasz Skorupski wraca do niedzielnego meczu z Legią, w którym puścił najbardziej kuriozalną bramkę w swojej krótkiej przygodzie z ekstraklasą.
Zabrzanie wczoraj po południu wrócili do treningu po meczu z Legią. Tym samym zaczęła się rywalizacja o miejsce między słupkami w kolejnym meczu z liderem w Łodzi. O tyle ciekawa, że "pewniak", czyli Łukasz Skorupski, w niedzielę nie miał dobrego dnia, a na swoją szansę czeka Norbert Witkowski. Trenerzy mówią wprost, że mecz z Legią o niczym nie przesądza, a wszystko rozstrzygnie się na treningach przed poniedziałkowym meczem.

Dwa dni po meczu pewnie można go ocenić nieco chłodniej. Ile bramek ma na sumieniu Łukasz Skorupski?
- Każdy przecież widział... Biorę to na "klatę" i powiem, że dwie - mówi Łukasz Skorupski, bramkarz Górnika Zabrze. - Słyszałem glosy, że drugi gol dla Legii to kapitalny strzał z niesamowitą rotacją piłki. Faktycznie tak było, ale też mogłem zachować się lepiej. Czyli dwie.

Kuriozalny był jednak gol na 1:0 dla Legii.
- Trochę oślepiło mnie słońce, ale nie chcę się w ten sposób tłumaczyć. Za wcześnie wyskoczyłem do piłki i trochę "wygięło" mnie w tył. Wszystko, co potem, było tego konsekwencją. Takie coś nie powinno się zdarzyć. Miałem już w głowie tylko jedną myśl - zagrać do końca na "zero". Nie udało się.

Zakładając, że z każdej sytuacji można wyciągnąć wnioski, jakie rodzą się po meczu z Legią?
- Absolutna koncentracja - to uwaga do pierwszego straconego gola. Był początek meczu, prosta w sumie sytuacja i chyba tej koncentracji zabrakło. W drugiej niepotrzebnie zrobiłem wcześniej krok w prawo, przekonany, że tam poleci piłka. Kiedy piłka dostała tej wyjątkowej rotacji, nie było już "z czego" obronić strzału Furmana.

Adam Danch to bardzo dobry kolega...
- Bardzo dobry! Najlepszy! Niezależnie od tego, że uratował mi skórę. W wypadku przegranej łatwo byłoby znaleźć winnego. Teraz mogę się tylko zastanawiać, czy gdyby nie moje prezenty, nie pokonalibyśmy Legii. Czasu jednak nie cofniemy.

Wróćmy do wyrównującej bramki na 2:2. Stał pan między słupkami i jeszcze wierzył?
- Jestem w tej gorszej sytuacji, że gola nie strzelę. Mogę tylko wierzyć, patrzeć, co robią koledzy i ewentualnie bronić. Przede wszystkim na siebie byłem wściekły, bo - bądźmy szczerzy - nie było takie oczywiste, że jeszcze się podniesiemy. Mieliśmy ledwie kilka minut. Górnik jednak zawsze gra do końca. Mamy zdrowie, wyglądamy fizycznie bardzo dobrze, umiejętności też są. W golu na 2:2 nie było żadnego przypadku i szczęścia, tylko wypracowana sytuacja, świetne dośrodkowanie i kapitalny strzał Adama. I charakter drużyny, który po prostu jest. Akurat to pokazujemy od wielu miesięcy.

Jak gra Górnika wygląda z... bramki?
- Jest z każdym miesiącem coraz bardziej poukładana taktycznie. Każdy wie, co ma robić, lepiej się rozumiemy. Widzę, że wszyscy coraz lepiej bronią. Samą defensywę też mamy mocną. Adam Danch i Olek Szeweluchin to chyba najlepsza para stoperów, jaką w Górniku miałem przed sobą. Boczni też bez zarzutu... Obaj, ale Michał Bemben, nie tylko z racji wieku, zasługuje na wielki szacunek.

Wracając do meczu, trener nie był zły?
- Sam się zastanawiałem, jak zareaguje, bo można się było wściec... Mecz z liderem i sami strzelamy sobie gola, to znaczy - ja strzelam gola. Było jednak w porządku. Powiedział: głowa do góry, czasami takie sytuacje się zdarzają, ale wyciągamy wnioski i gramy dalej. Przede wszystkim ja mam te wnioski wyciągnąć.

W każdym razie zespół na pomeczowe piwo zasłużył...
- Pytałem, czy mogę postawić. Była zgoda "starszyzny". Też chciałbym wygrywać zawsze po 3:0, ale drużyna tworzy się w takich meczach, jak ten niedzielny. Zły początek, bardzo dobry rywal, dwa ciosy, a jednak wstajemy...

Trudno nie przypomnieć jednej z bramek puszczonych przez pana w Rosji. Zbieg okoliczności? Są opinie, że poczuł się pan w bramce zbyt pewnie.
- Przez rok nie było wielkich wpadek, a teraz faktycznie miałem kilka w tydzień. Ktoś powie, że każdy bramkarz musi przez to przejść, ale zakładam, że to zbieg okoliczności i poza tymi "klopsami" kilka dobrych interwencji jednak było. Kto zna Górnika i widzi, jak pracujemy, ten wie, że pewniaków w Zabrzu nie ma. Trzeba naprawdę "zasuwać" na treningach, by wyjść w weekend na boisko. Zapewniam, że żadna "sodówka" mi po roku gry w lidze nie odpaliła. Po takich meczach trudno zresztą bujać w obłokach.

Zamieszanie z letnim transferem niekoniecznie pomaga w koncentracji.
- Sporo się o tym mówiło i mały mętlik w głowie na pewno się zrobił, ale do mnie żadne konkretne oferty nie docierały. Pewnie wszystko kończyło się na etapie obserwacji i wstępnych pytań. Zapewniam jednak, że dziś nie wychodzę na boisko, myśląc o tym, że nie wyjechałem z Zabrza. Kontrakt mam ważny jeszcze dwa lata i robię swoje.

Powrót do Zabrza miał dla was znaczenie?
- Na pewno. Doping niesie, szczególnie, jak nie idzie. Inna rzecz, że część kibiców, którzy byli blisko mnie w pierwszej połowie, po kiksie z 4. minuty trochę ze mną "pojechała". To nie jest fajne, bo człowiek zawsze chce dobrze. Zapewniam, że wsparcie w takich momentach jest bezcenne. Ale generalnie doping był świetny i w ostatnich 10 minutach bardzo nam pomógł.

Który z remisów był cenniejszy. Z Lechem czy Legią?
- Z Legią. Z Lechem kontrolowaliśmy mecz, może nawet gra była lepsza, ale bardziej ceni się punkt wyrwany rywalowi z gardła. Jak w niedzielę.

Skoro remisujecie z tuzami, to jaka jest faktyczna wartość Górnika?
- Myślę, że duża, ale żeby miało to przełożenie na fakty, potrzebne są wygrane. Chwalą nas, mecze były bardzo trudne, ale 6 punktów to nie jest wynik, który powala na kolana. Czas wygrywać.

Zagra pan w Łodzi?
- Nie wiem. W Zabrzu ostatni mecz to tylko element walki o miejsce w drużynie. Najważniejsze jest to, co trenerzy widzą na treningach podczas całego tygodnia pracy. Niezależnie od tego, kto wyjdzie, w Łodzi będzie dobrze. Ja limit błędów już chyba wyczerpałem, a koledzy są bardzo dobrzy.

Rozpamiętuje pan takie mecze, jak ten z niedzieli?
- Nie jest tak, że po nocach nie śpię, bo to nic nie da. Człowiek się jeszcze bardziej zdołuje. Najpierw "boli", a potem trzeba z ludźmi, którzy się na tym znają, porozmawiać, zobaczyć, co było źle i następnym razem zrobić to dobrze.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online