Forum
 

Gancarczyk: Nawałka krótko nas trzyma

Obrońca Górnika Zabrze, Seweryn Gancarczyk mówi o sile swojego zespołu, Adamie Nawałce, Arkadiuszu Miliku, kreowaniu gwiazd w polskiej lidze oraz Prejucie Nakoulmie. - Nic nie mam przeciwko obcokrajowcom, ale zwłaszcza ich za szybko chwalimy - mówi 7-krotny reprezentant Polski. 

- Trzy mecze wyjazdowe i pięć punktów. To chyba nie jest rozczarowanie?

Seweryn Gancarczyk: - Różnie można to odbierać. W Białymstoku graliśmy w dziesiątkę, a mimo to mogliśmy nawet wygrać. Mieliśmy wtedy lekki niedosyt. Na Lechu powinniśmy już zwyciężyć bez dwóch zdań i mieć teraz siedem punktów. Ogólnie nie jest źle, skoro na razie gramy tylko na wyjazdach, ale czujemy, że tych punktów mogło być jeszcze więcej.

- Zakręciła się łezka, gdy wrócił pan na Bułgarską? Zdobył pan tu mistrzostwo, ale odchodził w nieprzyjemnych okolicznościach...

- Żadna łezka się nie pojawiła. Fajnie było zagrać przy tak licznej publiczności, która po dobrym starcie Lecha wyjątkowo dopisała. Spotkałem paru znajomych, było miło i sympatycznie, ale szkoda, że nie zdobyliśmy trzech punktów.

- Unikał pan spotkania z działaczami Lecha?

- Nie widziałem żadnego z nich. Przywitałem się z trenerem Mariuszem Rumakiem. Z innymi pracownikami klubu i z piłkarzami też się chwilę pośmialiśmy, mamy cały czas dobre relacje. Nie było żadnych utarczek słownych. Miły powrót do Poznania, ale teraz patrzę do przodu.

- Piłkarze Lecha po spotkaniu mówili wprost, że Górnik był zdecydowanie lepszy.

- Trudno się nie zgodzić. Już chyba każdy zauważył, że Adam Nawałka wypracował swój sposób gry dla tej drużyny. Staramy się wykonywać jego polecenia i jak dotąd fajnie to wychodzi, ale nie dajmy się zwariować. Za nami dopiero trzy kolejki. Sztuką będzie podtrzymanie tej formy. Sądzę, że kibice mecze Górnika mogą oglądać z zadowoleniem, bo są ciekawe, szybkie, z dużą liczbą sytuacji. Tą drogą chcemy iść dalej.

- Kazimierz Węgrzyn stwierdził nawet, że Górnik to obecnie najlepszy polski zespół. Przesadził?

- Miło słyszeć takie komplementy z ust komentatorów i dziennikarzy. Między innymi po to się pracuje. Wspomnę jeszcze o obozach przygotowawczych. Kosztowały nas dużo sił, naprawdę ostro zasuwaliśmy i przyjemnie jest teraz widzieć, że ten wysiłek procentuje. Jak na polskie warunki dobrze się prezentujemy. Żadna inna drużyna nie gra takim pressingiem jak my i chyba głównie za to jesteśmy chwaleni. Wszystko będzie jednak dobrze, dopóki będą z tego punkty.

- Pan też powoli zdaje się wracać do formy. Mówię powoli, bo za mecz z Lechem daliśmy pana do jedenastki kolejki, ale z zastrzeżeniem, że chodzi o grę w obronie. W ofensywie było słabo, przeważnie dośrodkowywał pan w maliny lub posyłał dalekie piłki do nikogo, ale przynajmniej Lovrencsics i Ceesay przy panu za dużo nie pograli...

- Wiadomo, gra się jak przeciwnik pozwala. Staraliśmy się grać odważnie, ale też trzeba było uznać klasę rywala, bo to byłby obłęd, gdybym razem z Michałem Bembnem non stop podłączał się do ofensywy. Nie ukrywam, że to jeszcze nie jest forma, jakiej bym sobie życzył. Miałem przed sezonem problemy z mięśniem - po których w sumie i tak szybko wróciłem do zdrowia - wciąż trochę brakuje do optimum. Przez ostatni roku zaliczyłem raptem pięć, sześć meczów w ŁKS bez obozu przygotowawczego. Z czasem będzie coraz lepiej i wtedy pokażę, na co mnie stać również w grze do przodu.

- Trudno zaprzeczyć, że pomaga panu pech Mariusza Magiery. Skoro on ciągle leczy uraz, praktycznie na lewej obronie nie ma pan konkurencji...

- Naprawdę współczuję Mariuszowi, zwłaszcza że on miał złamanie kości, kontuzję "zmęczeniową", a to już poważna sprawa. Ściągano mnie między innymi jako jego zastępcę. Gdy już wróci do treningów, będziemy normalnie rywalizować. Górnik jako zespół może na tym tylko skorzystać.

- Trochę dziwnie pana pozyskiwano do Zabrza. Ciągle były nieoficjalne doniesienia, że transfer praktycznie przesądzony, ale nigdy oficjalnie nie ogłoszono podpisania kontraktu. Dopiero potem Ekstraklasa SA oznajmiła, że klub zgłosił pana do rozgrywek.

- Trochę się wszystko opóźniło. Decyzja odnośnie mojego angażu zapadła po zgrupowaniu w Zakopanem. Już wtedy miałem pewność, że zostanę w Górniku, bo byłem po rozmowie z Adamem Nawałką, który był na "tak". Brakowało jednak czasu, żeby temat sfinalizować. Obozy, wyjazdy, przygotowania, sam pan rozumie. Umowę podpisałem wreszcie po powrocie z obozu na Słowenii.

- Czyli cały czas brakowało tylko podpisu?

- Tak. Po słowie z trenerem byłem jeszcze przed Zakopanem, ustaliłem też wszystkie warunki. Chciano jednak zobaczyć, czy jestem zdrowy i jak wyglądam na treningach.

- Jaki Nawałka jest na co dzień, w trakcie zajęć? Podczas meczów to wulkan energii, cały czas ma pretensje do sędziów, ciągle przeklina, rozsadzają go emocje...

- Grając nie patrzę za bardzo na ławkę trenerską (śmiech). Trener może czasem impulsywnie reagować, to zrozumiałe. Myślę jednak, że to nie jest jego domena. Znałem bardziej energicznych trenerów, nieustannie machających rękoma i krzyczących na wszystkich dookoła. Na co dzień Nawałka bardzo pilnuje dyscypliny i to jeden z tych czynników, który decyduje o dobrej grze Górnika. Przy naszym szkoleniowcu rozprężenie nie grozi. Jesteśmy krótko trzymani. Oczywiście po wygranym meczu czy po treningu są też żarty, atmosfera staje się luźniejsza. Nie ma przesady w żadną stronę. Jak praca to praca, jak żarty to żarty.

- Początek sezonu rozbudził apetyty? Aleksander Kwiek pół żartem, pół serio stwierdził przed startem, że Górnik walczy o mistrzostwo. To aż taka fantastyka?

- Skoro "Olo" tak powiedział, musi mieć jakieś spostrzeżenia, w końcu jest w tym klubie dłużej ode mnie. Nie wiem, czy żartował, czy nie, ale na pewno wie, na co nas stać. Przed sezonem udzielając wywiadu mówiłem, że obserwując pracę wszystkich piłkarzy Górnika, zaangażowanie każdego z nich, doszedłem do wniosku, że możemy zamieszać w ligowej tabeli, jeśli nadal będzie to tak wyglądało. Nie podniecajmy się jednak zbyt szybko, jesteśmy na początku drogi. Musimy grać co najmniej równie dobrze jak ostatnio, ale skuteczniej.

- Na topie w Górniku jest teraz Arkadiusz Milik. Wszyscy się nim zachwycają. Pana zdaniem słusznie, czy jednak wszystko dzieje się zbyt szybko?

- Arek jest bardzo dobrym napastnikiem, ma wielki talent, ale jeszcze dużo harówki przed nim. To jednak mądry, poukładany chłopak i jestem przekonany, że te pochwały nie zamącą mu w głowie, a wręcz dodatkowo zmotywują do pracy. Chwilami tych komplementów jest chyba za dużo. Przyrównuje się go już do Roberta Lewandowskiego czy Włodzimierza Lubańskiego. Trochę na wyrost, ale myślę, że to celowe działanie, żeby dostał motywacyjnego kopa, większej "sprężary" i zrozumiał, że jeśli będzie sumiennie pracował, może kiedyś wskoczy na taki pułap jak wspomniana dwójka. Moim zdaniem jednak w Polsce ogólnie za szybko robi się szum wokół piłkarzy. Dziennikarze na poczekaniu robią z kogoś gwiazdę, jak choćby teraz z tego Węgra z Lecha Poznań [Lovrencsics, red.]. Strzeli gola, to objawienie, potem przez dwa mecze go nie ma, by w którymś znów błysnąć i znów objawienie lub już nawet gwiazda. Więcej cierpliwości. Żeby kogoś tak nazywać, trzeba zweryfikować jego postawę przez co najmniej pół roku, jedną rundę. Jeśli ktoś w takim okresie zawsze się wyróżnia, wtedy w porządku. Nic nie mam przeciwko obcokrajowcom, ale zauważyłem, że zwłaszcza stranierich lubimy szybko chwalić. Wielu po dwóch, trzech meczach staje się gwiazdami, a potem często nie ma kontynuacji.

- A propos obcokrajowców. Prejuce Nakoulma chyba zostanie w Górniku, a zdaniem niektórych może to osłabić jego motywację do gry, podobnie jak do niedawna było z Abdou Razackiem Traore. Widzi pan takie symptomy u "Prezesa"?

- Nie jestem od oceniania Prejuce, ale to naprawdę bardzo dobry zawodnik, który dodaje nam jakości w grze. Widać to prawie w każdym meczu. Ma wielki luz w akcjach jeden na jeden, zawsze jest groźny. Brakuje mu chyba tylko trochę spokoju. Zrobiło się sporo szumu wokół ewentualnego transferu i na pewno ten temat chodził "Prezesowi" po głowie. Sądzę jednak, że gdy już ostatecznie będzie wiedział, że zostaje, zabierze się do pracy i będziemy mieli z niego jeszcze więcej pociechy. Teraz goli nie strzela, ale i tak dużo wnosi do gry. Na poprawę skuteczności wciąż jest czas i na pewno jeszcze niejedną bramkę dla nas zdobędzie - o ile w końcu zostanie.

źródło: 2x45.com.pl



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online