Forum
 

Jonczyk: Piewszy zadzwonił ojciec

- Od zawsze wiedziałem, że chcę mieć maturę. Za rok mam w planie rozpoczęcie studiów ekonomicznych - mówi Michał Jonczyk, bohater meczu zabrzan z Wisłą.
Michał Jonczyk debiutował w lidze meczem z Wisłą. Było to jesienią ubiegłego roku, kiedy zabrzanie pierwszy raz po dziesięciu latach pokonali Białą Gwiazdę w ligowym meczu. Potem Jonczyk zbyt wiele nie grał, przez dziewięć miesięcy lecząc poważną kontuzję. W niedzielę wszedł na boisko w 79. minucie. Osiem minut później 19-latek strzelił gola na wagę wygranej zabrzan na Reymonta.

Telefon rozgrzany?
- Bardzo. Już po meczu non-stop przychodziły SMS-y. Sporo było i jest wpisów na Facebooku. Pierwszy zadzwonił jednak ojciec. Przyjechał na mecz z Piotrkowa Trybunalskiego, siedział na trybunach i chyba nie żałował. Nie było okazji spotkać się w cztery oczy, ale chwilę porozmawialiśmy przez telefon. Chyba wielu osobom daliśmy w niedzielę dużo radości.

Autobus wracający do Zabrza był "wesoły"?
- Koledzy trochę się ze mnie nabijali. Była "szydera", z tej wypowiedzi, że trenujemy strzelanie z bliska do pustej bramki, ale takie coś chętnie zniosę po każdym meczu. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak wesoły był pociąg z naszymi kibicami, którzy byli rewelacyjni. Chyba wszyscy polubimy wyjazdy do Krakowa.

Wejście na boisko chyba nie było dla ciebie zaskoczeniem?
- Skoro jest się w meczowej osiemnastce, to trzeba być przygotowanym. Fajnie, że trener nie boi się stawiać na młodych. Przecież dziesięć minut przede mną wszedł Arek Milik, który nie ma osiemnastu lat. Potem ja... Trochę starszy, ale po tak długiej przerwie. Pierwszą połowę zagraliśmy kapitalnie, ale trener mówił mi w szatni, żebym się szykował, bo w zależności od potrzeb wejdę na prawą, lub lewą stronę.

Tak machałeś ręką do Nakoulmy, że musiał cię zauważyć.
- Prejuce pewnie widziałby i bez tego, ale tak na wszelki wypadek lepiej o sobie przypomnieć... Byłem wolny, nikogo wokół w promieniu 20 metrów. Miałem przerzucie, że może z tego wyjść coś ciekawego.

Pomeczowy taniec Nakoulmy był dla was zaskoczeniem?
- Chyba pokazał to po raz pierwszy. Ma taką koordynację i poczucie rytmu, że musiało to wyjść efektownie. Słusznie znalazł się w centrum "kółka". Strzeliłem gola, ale bez świetnej gry Prejuce trudno byłoby o wygraną, a on na boisku nie pokazał jeszcze połowy tego, co potrafi i co robi na treningach. Koledzy pewnie się na mnie nie obrażą, ale Prejuce jest z innej półki. Tylko patrzeć i się uczyć. Przez kontuzję straciłem okazję do treningów i gry z Robertem Jeżem, czego bardzo żałuję. Dobrze, że teraz jest Nakoulma.

Długą przeszedłeś drogę między Wisłą i... Wisłą.
- Bardzo. Gdzieś ten klub staje na mojej drodze od kilku lat. Byłem w nim przez pół roku, przeciwko Wiśle debiutowałem w ekstraklasie i teraz ta bramka... Serdecznie mało mam tych występów w lidze, ale dwa razy z Wisłą już wygrałem.

Pamiętasz ten debiut?
- Wyleczyłem kontuzję mięśniową, zagrałem w ME i trener zabrał mnie na ławkę. Minutę po moim wejściu gola strzelił wtedy Aleksander Kwiek. Wtedy tez mecz zbliżał się do końca. Trochę się więc historia powtórzyła.

Między tymi meczami była...
- Staram się już o tym zapomnieć, ale oczywiście była poważna kontuzja. Miałem zerwane więzadła. Stało się to w meczu z Polonią Bytom, kiedy strzeliłem pierwszą bramkę w lidze. Najpierw radość, potem wielki smutek, generalnie lekcja, że w życiu nie zawsze jest wesoło i kolorowo. Ty był bardzo trudny okres, w którym były chwile zwątpienia. Najgorsze, kiedy mija kilka miesięcy, wydaje się, że jest już dobrze, wracasz do treningu, a kolano puchnie, zbiera się płyn... Wsparcie rodziny, dziewczyny i przyjaciół było wtedy decydujące. Wróciłem na pewno silniejszy. Mentalnie i fizycznie.

Pojawiły się opinie, że twój organizm miał problem z przestawieniem się z treningów w Sandecji na zajęcia w Zabrzu, stąd kilka kolejnych kontuzji.
- Coś w tej opinii jest. Różnica była ogromna, u trenera Nawałki trening jest znacznie intensywniejszy niż w Nowym Sączu. Swoją drogą, na własnej skórze przekonałem się, jakie mam braki. O wielu sprawach nie miałem pojęcia, jak choćby o tym, że źle biegam. Pod tym względem ten rok był jedną, długą lekcją. Kiedy skończył się mecz w Krakowie, pomyślałem, że warto było pocierpieć, bo może to jest ten moment, w którym karta się odwróciła.

Matura zaliczona na...
- Było dobrze. Z wszystkiego powyżej sześćdziesięciu procent. Jeżeli miałbym mówić o szczęściu w nieszczęściu, to wskazałbym szansę dobrego przygotowania się i zdania matury. Polski, angielski i matematyka poszły bardzo dobrze. Pisałem pracę z Zofii Nałkowskiej.

Rodzice naciskali?
- Nie. Od zawsze wiedziałem, że chcę mieć maturę. Za rok mam w planie rozpoczęcie studiów ekonomicznych.

Jeszcze nie rozmawialiśmy o twoim pobycie w Wiśle. Niewypał?
- Pobyt to dobre słowo. Fakt, byłem bardzo młody, ale kiedy nie chciałem podpisać kontraktu na pięć lat, przesunięto mnie do juniorów. W Wiśle nie stawia się na polskich piłkarzy. Bałem się, że przy takim długim kontrakcie na lata trafię do Młodej Ekstraklasy lub będę co rok wypożyczany do innego klubu. Wisła ostatecznie mnie skreśliła, dlatego nie ukrywam, że była we mnie chęć rewanżu i pokazania, że jestem coś wart.

Patrząc wstecz, czegoś żałujesz?
- Nie. Kiedy pojawiła się propozycja z Zabrza, zastanawialiśmy się z ojcem, czy może jeszcze pół roku nie spędzić w Nowym Sączu. Wybór był słuszny, bo trudno przewidzieć, że człowieka dopadnie taki pech, jak mnie.

Zabrzańska młodzież trzyma się razem?
- Trochę nas jest. Oczywiście, że trzymamy się trzymamy, ale zdradzę, że jeżeli z kimś - poza dziewczyną, która przyjechała za mną z Piotrkowa Trybunalskiego - spotykam się częściej, to z piłkarzem... Piasta Gliwice. Z Wojtkiem Lisowskim znamy się od kilku lat z reprezentacji juniorskich. Mieszkam w Gliwicach, Wojtek też i czasami wyskoczymy razem na kawę.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online