Forum
 

Mistrzowie na kolanach

Autorski plan Kazimierza Moskala nie wypalił. Biała Gwiazda zawstydzająco przegrała z zabrzanami i jeśli w piątek nie wygra we Wrocławiu, straci szansę na obronę tytułu mistrzowskiego.
Kolejnego wstydu jeszcze aktualnym mistrzom Polski narobił Michał Jonczyk. Po jednej z nielicznych w drugiej połowie kontr Górnika, skierował do siatki piłkę podaną przez Prejuce Nakoulmę. W ten sposób były piłkarz Wisły (Jończyk wiosną 2009 roku grał w Młodej Ekstraklasie przy Reymonta) upokorzył coraz bardziej blednącą Białą Gwiazdę. Przegrała ona czwarty kolejny mecz. Gole strzelali jej piłkarze, którzy nigdy Wisły nie interesowali: Juraj Dancik, Koen van der Biezen i Jonczyk - bo nieznani, czy Andy Johnson - bo za dobrzy. Wisła dryfuje z drużyną, która rozpaczliwie szuka dróg wyjścia z kryzysu, która nie ma poczucia własnej tożsamości.

Patent Adama Nawalki
A górnicy zasłużenie triumfują. W zeszłym sezonie najpierw wygrali z Wisłą w Zabrzu 1:0, potem wiosną wywieźli punkty z Krakowa (2:0), by wczoraj znów wykazać wyższość nad Białą Gwiazdą. Trener Adam Nawałka ma patent na klub, w którym spędził ponad połowę życia.
Chociaż nie skopiował pomysłu z wiosny. Wtedy szkoleniowiec Górnika zaskoczył Wisłę bardzo agresywnym kryciem. Było to odważne, ryzykowne posunięcie, ale opłaciło się - zabrzanie zasłużenie i w spektakularny sposób pokonali Białą Gwiazdę przy Reymonta. Pod Wawelem spodziewano się zatem, że górnicy zaczną podobnie. Nic takiego nie nastąpiło. Tym razem Górnik był ustawiony bliżej własnej bramki. Różnica niewielka, może 10 metrów w tył, ale widoczna. Wisła i tak nie wiedziała, jak się do zabrzan zabrać. Gdyby Nakoulma nie zmęczył się kilkudziesięciometrowym sprintem, już na samym początku byłoby 0:1.
Kazimierz Moskal miał autorski plan. Zmienił wykonawców. Nowy szkoleniowiec Białej Gwiazdy nie bał się postawić na Daniela Bruda, trochę pomieszał na pozycjach, a kiedy na początku meczu kontuzji doznał obrońca Kew Jaliens, wezwał z ławki nie doświadczonego Osmana Chaveza, a młodego Michała Czekaja. To były sygnały, że przy Reymonta zaczęła się ostra rywalizacja o miejsce w składzie. Jednak system gry pozostał ten sam, co u Roberta Maaskanta. - Nie mieliśmy czasu na gruntowne roszady - tłumaczył jeszcze przed meczem szkoleniowiec krakowian.
I to Górnik prezentował się lepiej w pierwszej odsłonie. Miał trzy okazje bramkowe (jeszcze raz Nakoulma oraz Paweł Olkowski). Wisła dwie. Strzał Ivicy Ilieva obronił jednak Łukasz Skorupski, a Dudu Biton krótko przed przerwą pogubił się w polu karnym. Zamiast oddać piłkę któremuś z dwóch korzystniej ustawionych kolegów, uwikłał się w drybling i w efekcie z szansy nic nie wyszło.
Fani mistrzów Polski pokazali, jak głęboko zawiodła ich drużyna. Udzielili poparcia Moskalowi, ale zdyskredytowali piłkarzy. Kiedy spiker zwyczajowo wykrzykiwał imiona zawodników, zamiast nazwisk kibice skandowali "Wisła!". To coś niezwykłego przy Reymonta.
Totalne wotum nieufności po serii porażek, a przede wszystkim po przegranych derbach Krakowa. "Nie przegraliście meczu, przegraliście świętą wojnę" - głosił jeden z transparentów na stadionie. Sympatycy Białej Gwiazdy domagali się też transferów młodych Polaków i powstania akademii piłkarskiej. Na od zyskanie zaufania kibiców ta drużyna będzie musiała mocno popracować.
Po zmianie stron Górnik nieoczekiwanie stracił rezon. Dość sprawna zabrzańska maszynka przestała wydajnie pracować. Stało się tak, bo na drugie 45 minut Wisła wyszła bardziej zdeterminowana. Przesunęła się w kierunku bramki Skorupskiego i zaczęła przejmować piłkę już na połowie rywali. Nawałka spróbował przerwać regres drużyny posłaniem na boisko Aleksandra Kwieka, potem Arkadiusza Milika, jednak nie zmieniło to obrazu gry.

Wiślacki brak pewności siebie
Biała Gwiazda z Rafałem Boguskim (wszedł w 46. minucie) zamiast Bruda wyglądała już lepiej, miała przewagę, ale w końcowej fazie akcji szwankowała dokładność. Widać było, że problemem wiślaków jest przede wszystkim brak pewności siebie, że osiem porażek w tym sezonie zachwiało ich poczuciem własnej wartości. Brakuje im automatyzmu, ale przecież nie w takim składzie ten zespół miał zdobywać laury.

Zagubiony zespół internacjonałów
W końcówce Górnik ośmielił się zaatakować, bo wyczuł, że morale Wisły z każdą minutą słabnie. No i Jonczyk pokonał strzałem z bliska i z ostrego kąta starszego o 15 lat Sergeia Pareikę.
To była symboliczna chwila - przy Reymonta triumfował skromny, ale zdyscyplinowany polski zespół. Przegrała drużyna internacjonałów, nie mająca jasnego oblicza, zagubiona i bezradna.
Meczem ostatniej szansy dla Wisły będzie piątkowe starcie we Wrocławiu, a można być pewnym, że liderujący Śląsk zawiesi poprzeczkę jeszcze wyżej niż Górnik. Mistrz Polski jest na kolanach i ma tylko pięć dni, by się z nich podnieść.

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online