Forum
 

Po remisie Górnika w stolicy. Ambasador Lubański w obozie wroga

- Włodzimierz Lubański po zakończeniu gry w Górniku tak naprawdę nigdy w znaczący sposób nie wsparł swojego klubu. Bardzo możliwe, że stało się tak, bo ani razu nie dostał poważnej propozycji. Dopiero biznesmen ze stolicy dostrzegł interes w zaangażowaniu Lubańskiego - pisze Piotr Zawadzki z Gazety Wyborczej". 

Górnik zremisował z Polonią Warszawa w kontrowersyjnych okolicznościach. Po beznadziejnej, pierwszej połowie, w drugiej zagrał lepiej od rywali. Dwie doskonałe sytuacje zmarnował Prejuce Nakoulma, wykorzystał za to trzecią pod sam koniec meczu. Pomógł sobie przy tym ręką, czego nie zauważyli jednak sędziowie. Wcześniej wyborną szansę dla Polonii zaprzepaścił Daniel Sikorski, w poprzednim sezonie czołowy gracz Górnika.

Tyle o meczu, który kojarzyć się będzie nie z poziomem gry, ale z sędziowskim skandalem, no i debiutem Włodzimierza Lubańskiego w roli wiceprezesa Polonii Warszawa odpowiedzialnego za transfery, przygotowanie drużyny i skauting. Tego samego Lubańskiego, który w sierpniu z wielką pompą został mianowany w Zabrzu Ambasadorem Górnika. Zapewniał wtedy o wielkim przywiązaniu do klubu i chęci pomocy dla niego. Teraz zbiegiem okoliczności stanął po drugiej stronie barykady.

Nie, to nie będzie tekst o niewdzięczności, czy braku charakteru. Nie takie wolty w sporcie się zdarzają. Piłkarze i trenerzy zmieniają kluby, więc oczywiście wolno i Lubańskiemu zatrudnić się - podejrzewam, że za bardzo dobre pieniądze - w Warszawie. Będzie o tym, że od kiedy Lubański odszedł z Górnika (a stało się to w 1975 roku) klub z Zabrza nie potrafił wykorzystać faktu, że grał w nim jeden z najlepszych polskich piłkarzy w historii. Górnik i Lubański przez te wszystkie lata konsekwentnie się omijali, niekiedy wręcz unikali. Oczywiście, Lubański od czasu do czasu wpadał na Roosevelta. Towarzysko i bardziej oficjalnie. Swoje pięćdziesiąte urodziny świętował przecież meczem gwiazd na stadionie Górnika. Był też zwyczajowym komentatorem sukcesów i upadków klubu, a w okresach przełomowych dyżurnym kandydatem na prezesa, trenera albo przynajmniej dyrektora Górnika. Wiele razy pojawiał się niezrealizowany dotąd pomysł, że Lubański powinien być biznesową twarzą klubu, która przyciągnie bogatych sponsorów.

Były też okresy, że piłkarz nie był szczególnie mile widzianym gościem w Zabrzu. Nie wszyscy prezesi za nim przepadali. Może byli po prostu zazdrośni o jego legendę? On sam najwyraźniej też czuł jakieś urazy, bo na przykład jako jeden z nielicznych kolegów nie przyjechał na uroczystość nadania stadionowi Górnika imienia Ernesta Pohla, swojego sportowego nauczyciela.

Ambasador Lubański po zakończeniu gry w Górniku tak naprawdę nigdy więc w znaczący sposób nie wsparł swojego klubu. Bardzo możliwe, że stało się tak, bo ani razu nie dostał propozycji poważnej, która satysfakcjonowałaby go i finansowo, i mentalnie. Tak, żeby opłacało się to obu stronom.

Dopiero biznesmen Józef Wojciechowski dostrzegł interes w zaangażowaniu Lubańskiego. Nie mam pojęcia, z jakim skutkiem nasz Włodek popracuje w stolicy. Obserwując to, co się dzieje w Polonii, raczej nie wróżę mu sukcesów. Ale trochę dziwnie się czuję, że Ambasador Górnika obmyśla teraz sposoby, jak wygrać mecz z zabrzańskim klubem.

PS. Trzeba też zauważyć debiut w podstawowym składzie Polonii Miłosza Przybeckiego. A jeszcze na początku roku prezesi Górnika i Ruchu niemal dawali sobie słowo honoru, że od nowego sezonu utalentowany skrzydłowy przeniesie się z Radzionkowa do Zabrza...

autor: Piotr Zawadzki / Gazeta Wyborcza



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online