Forum
 

Trio w pakiecie

Latem tego roku trzech piłkarzy zamieniło Zabrze na Warszawę. Górnik zarobił, a na Konwiktorskiej żaden z zawodników nie spełnia pokładanych w nim nadziei.
Do takich sytuacji nie dochodzi w futbolu często. Grzegorz Bonin, Robert Jeż, Daniel Sikorski... Latem w jednym "okienku" transferowym trzech zawodników Górnika przeszło do innego klubu ekstraklasy, warszawskiej Polonii. Śląsk żegnali jako szósta drużyna ligi, wszyscy mieli w niej miejsce w wyjściowej jedenastce. Górnik bez nich jest dziś jedenastym zespołem ekstraklasy. Polonia? Ze sprowadzoną trójką zajmuje pozycję dziewiątą.

Wdzięczni Boninowi

- Trzy transfery? Chyba złe określenie. Był jeden... W pakiecie - mówi dziś prezes Górnika, Tomasz Młynarczyk. - Przecież Grzegorzowi Boninowi kończył się kontrakt. Chcieliśmy, by u nas został, ale nic na siłę i na warunkach, które były dla nas do spełnienia - dodaje.
Dziś w Zabrzu wszyscy są Boninowi... wdzięczni, że w grudniu 2010 roku odrzucił propozycję nowego kontraktu, którą złożył mu jeszcze prezes Łukasz Mazur. Propozycję bardzo dobrą. Około milion za sam podpis plus duża podwyżka. Bonin, a raczej jego menedżer, powiedział "nie", a Mazur podczas kolejnej rozmowy ofertę obniżył. Gdyby piłkarz na pierwszą propozycję przystał, dziś pewnie grałby w Górniku. - Kiedy kolejny raz siedliśmy do rozmów, zaproponowaliśmy mu zdecydowanie mniejszą kasę i dwuletni kontrakt. Chciał zostać na Śląsku, czuł się tutaj dobrze, ale oczekiwał więcej i na dłużej. Naszym zdaniem osiągnął pułap tego, co mógł dać Górnikowi, stąd niczego nie robiliśmy na siłę. Zresztą, obecna gra piłkarza jakby potwierdzała naszą opinię... Poza tym uważam, że Paweł Thomik nie jest słabszym piłkarzem, a na pewno nie obciąża tak budżetu klubu - dodaje prezes Młynarczyk. Fakt, Thomik stał się naturalnym zmiennikiem Bonina, choć czasami w wyjściowej jedenastce grał Paweł Olkowski. Bonin na Konwiktorskiej zagrał tylko jeden mecz w pełnym wymiarze. W sumie 343 minuty na 810 możliwych.

Kiedy przyjechał Weiss...

Zdecydowanie większe emocje towarzyszyły odejściu z Zabrza duetu Jeż - Sikorski. Kiedy obaj piłkarze mieli decydujący wpływ na skuteczną grę Górnika w końcówce sezonu, fani na Roosevelta rozwiesili transparent zachęcający do pozostanie na Śląsku. - Oczywiście, mogliśmy postawić veto. Jeż miał ważny kontrakt, tylko... Dostał ofertę finansową, z którą nie mogliśmy nawet konkurować. Górnik potrzebował pieniędzy i, chyba rzecz najistotniejsza... Jeż chciał zmienić klub. Był chyba w pewnym momencie zniechęcony - mówi prezes zabrzan.
Jeż trafił do Zabrza zimą, choć formalnie kontrakt miał podpisany od czerwca tego roku. Gdyby Górnik w ekspresowym trybie nie dogadał się z Żyliną, to Słowak właśnie miałby na koncie dwa pierwsze miesiące gry w polskiej lidze. - Mamy piłkarza, jakiego w polskiej lidze nie ma - mówił wtedy prezes Mazur o kapitanie mistrza Słowacji, z którym grał w Lidze Mistrzów. Jeż kontrakt podpisał krótko przed inauguracją wiosny, a odbył ledwie dwa treningi. Pierwszy mecz zaczął na ławce, w drugim zagrał 14 minut. Mazur się wściekał, że takiego gracza trener Nawałka trzyma na ławce, a szkoleniowiec tłumaczył, że piłkarz musi poznać styl gry Górnika i podczas treningu wkomponować się do zespołu. Na sześć pierwszych spotkań Jeż tylko jedno zagrał całe. Potem błyszczał.
Kiedy w Słowaku coś "pękło"? 10 maja do Zabrza przyjechała Legia, a na trybunach siadł Vladislav Weiss, trener reprezentacji Słowacji, który chciał oglądać Jeża. Ten zaczął mecz na ławce. Wszedł w drugiej połowie i wypracował gola, którego strzelił Sikorski. Po meczu był jednak wściekły, że tak prestiżowego i ważnego meczu nie zaczął w pierwszej jedenastce. - Gramy co trzy dni, musimy dokonywać roszad w składzie - mówił trener. Jeż? - W Żylinie grałem w sobotę w lidze, a w środę w Lidze Mistrzów. Nigdy nie było problemu... - odpowiadał. Latem chciał odejść. W Warszawie zarabia ponoć ponad 80 tysięcy złotych miesięcznie. Górnik nie miał żadnego argumentu, by przekonać go do pozostania na Roosevelta. Poza tym, a może przede wszystkim, zarobił za duet Jeż-Sikorski ponad 3 miliony złotych, bo Sikorski trafił na Konwiktorską niejako w "pakiecie".

Wiceprezydent na rozmowach

Na rozmowy transferowe - to rzecz rzadko spotykana - pojechał z prezesem Górnika wiceprezydent Zabrza, Krzysztof Lewandowski. Gmina formalnie jest właścicielem Górnika.
Kiedy światło dzienne ujrzała kwota, która wynegocjował klub, pojawiły się głosy, że to za mało. - Dziś takich opinii już nie słychać - mówi prezes Młynarczyk. - Można "rzucić" każdą sumę, ale ważne, ile ktoś chce zapłacić. Polonia złożyła ofertę jedyna i siadła do rozmów. Więcej nie dało się wynegocjować. Uważam, że postąpiliśmy słusznie, choć byłbym niepoważny mówiąc, że nie chciałbym mieć Jeża w zespole. Chciałbym, ale... Bez tych pieniędzy nie uregulowalibyśmy zaległości, a większość zawodników miałaby pretekst, by rozwiązać kontrakty z winy klubu. Coś za coś... Sikorski? Był związany z Warszawą, też chciał odejść. Ostatecznie trafili tam obaj - kończy prezes.
Górnik zarobił tak potrzebne miliony złotych, a kontrakty tej trójki obciążały miesięczny budżet kwotą około 100 tysięcy złotych, więc pozwoliły Górnikowi na pewien oddech. W ciągu roku to kolejny milion z hakiem.
Jak będzie po jutrzejszym meczu? Wiosną wspomniane trio strzeliło dla zabrzan 12 goli i zaliczyło kilkanaście asyst.
Trzej eks-zabrzanie plus debiutujący wiceprezes Włodzimierz Lubański. Z kilku powodów będzie to w rozpoczynającej się kolejce mecz szczególny.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online