Forum
 

Sport: Dołowanie

W czterech ostatnich kolejkach zabrzanie zdobyli jeden punkt - najmniej w lidze. W pierwszej połowie tylko statystowali przy skutecznej grze Korony.
Kiedy piłkarze ekstraklasy rozpoczynali przerwę w lidze przed meczami kadry z Meksykiem i Niemcami, zabrzanie udawali się na nią po świetnym i wygranym meczu z Lechem. Po powrocie na boiska rozegrano cztery kolejki. Najsłabsza drużyna ligi w tym czasie? Górnik. Zdobył tylko jeden punkt, z każdym meczem grając coraz słabiej. Korona tymczasem kontynuuje doskonałą passę. Ma tyle samo punktów co lider, jest jedynym niepokonanym zespołem ligi i pewnie specjalnie zadowolona z przerwy w rozgrywkach nie jest. Wczoraj wręcz zdemolowała zabrzan w pierwszej połowie meczu.

Zaczął Zieliński
Adam Nawałka dokonał pięciu roszad i przesunięć na boisku w porównaniu z meczem przeciwko Cracovii (0:1). Między innymi w bramce stanął, pierwszy raz w tym sezonie, Boris Pesković. Niewiele to dało. Korona od pierwszej minuty rzuciła się na Górnika, pierwszą stuprocentową sytuację stwarzając jednak z kontry. Zabrzanie chyba zapomnieli, jak stracili gola w meczu z "Pasami". W 4. minucie wykonywali rzut wolny pod bramką Korony, stracili piłkę, a po chwili Michał Zieliński ze środka pognał na bramkę zabrzan. Pesković okazał się bezbłędny, ale był to tylko wstęp do tego, co kielczanie zaprezentowali w kolejnych minutach. Grali szybciej, bardziej zdecydowanie, ich pressing nie pozwolił Górnikowi utrzymać się przy piłce. Zabrzanie, jeżeli nawet byli przy piłce, to rozgrywali ją wolno, większość piłek zagrywanych do Tomasza Zahorskiego momentalnie tracili, a nic innego nie mieli do zaoferowania. Efekt? Do 43. minuty nie oddali strzału na bramkę. Korona prowadziła już wtedy 2:0. W golu na 1:0 było mnóstwo przypadku, ale na pewno kielczanie na niego zasłużyli. Jovanović źle przyjął piłkę, potem odbiła się ona od nóg Dancha, strzału Zielińskiego nie potrafił obronić Pesković... Zieliński doszedł do niej jeszcze raz i wepchnął piłkę do siatki.

Optycznie...
Przed strzeleniem drugiej bramki gospodarze dobre 40 sekund rozgrywali piłkę przed polem karnym gości, a Górnik nie potrafił jej skutecznie wybić. W końcu Stano zagrał do Kiełba i Korona drugi raz cieszyła się z gola. Nikt na trybunach pewnie nie pamiętał w tym momencie, że gospodarze grają bez Kamila Kuzery i Macieja Korzyma.
Kiedy Górnik zaczął grać? W 40. minucie. Najpierw było dobre zagranie piłki Kwieka do Olkowskiego, potem dwa strzały tego pierwszego. Drugi najwyższej klasy, podobnie jak obrona Małkowskiego.
Zahorski zszedł już w I połowie (kontuzja), kolejnych zmian w przerwie Nawałka nie dokonał. Później mecze wyglądał nieco inaczej. Korona nie forsowała takiego tempa, raczej pozwalając zabrzanom rozgrywać piłkę. Ci robili to nawet ładnie dla oka, ale wciąż zbyt wolno i bez należytej agresji, żeby zagrozić bramce Korony. Sytuacje bramkowe? Górnik miał jedną "setkę", kiedy po rzucie rożnym piłka trafiła do Przybylskiego. Ten strzelił jednak w Małkowskiego. Kiedy już goście kilka razy dobrze rozegrali akcję, zawsze brakowało pod bramką napastnika, który mógłby ją sfinalizować. Górnik miał "optyczną" przewagę i częściej był przy piłce, ale to było za mało, by postraszyć kielczan. Jeszcze 3-4 tygodnie temu Górnik i Korona były solidarnie chwalone za agresję, pressing i dobrą grę. Dziś te komplementy odnoszą się tylko do drużyny z Kielc.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online