Forum
 

150 tysięcy w... słupek

Piłkarze Górnika Zabrze mogą sobie pluć w brodę. Nie dość, że z ostatnich dwóch spotkań ligowych przywieźli tylko jeden punkt, to jeszcze stracili sporo pieniędzy.
Kiedy w Zabrzu wraca się do dwóch ostatnich spotkań o ligowe punkty, najczęściej można usłyszeć zdanie „Nawet nie chce się o tym myśleć. Jesteśmy frajerami..." Górnik grał w Gdańsku z Lechią i w Bełchatowie z ŁKS. W obu meczach prowadził po 45 minutach 1:0, miał sporą przewagę, by ostatecznie stracić ją po przerwie. W Gdańsku przegrał 1:2, a z ŁKS zremisował 1:1.

System motywujący

- Mogą sobie pluć w brodę, że roztrwonili tę przewagę. Grali naprawdę dobrze, wszyscy ich chwalili, ale tym bardziej, trzeba takie mecze wygrywać - tak grę zabrzan w tych meczach komentuje Grzegorz Mielcarski, kiedyś piłkarz Górnika. Zamiast absolutnie realnych sześciu punktów, które mógł zdobyć w tych meczach, sięgnął ledwie po jeden, ale...
Ciekawostką obu meczów jest fakt, że piłkarze Górnika w ostatnich sekundach trafiali w słupki. Michał Pazdan w Gdańsku, a Marcin Wodecki w Bełchatowie. Krótko po tych sytuacjach, kiedy piłkarze z Zabrza z niedowierzaniem chwytali się za głowy, sędziowie kończyli mecze. Tym samym kilka, może kilkanaście centymetrów wpłynęło na miejsce zabrzan w tabeli, ale też kasę, którą mogli zarobić.
System premiowania w Zabrzu jest „motywujący". To znaczy, że z po każdej kolejne wygranej premia wyjściowa wzrasta o 15 tysięcy złotych do podziału na zespół. Remis powoduje, że „kumulacja" jest utrzymana, a za zdobyty punkt zespół dostaje połowę sumy przewidzianej za wygraną. Problem w tym, że przegrana powoduje powrót do punktu wyjścia. Jednym słowem, na przykład cztery z rzędu wygrane powodują wzrost premii o 60 tysięcy złotych. Premia za czwarty kolejny sukces wynosiłaby już 120 tysięcy złotych.

Kolano Kwieka

Górnik jechał do Gdańska po dwóch kolejnych wygranych. Gdyby strzał Pazdana trafił do siatki, a nie w słupek, piłkarze mogliby dostać kasę za remis i wciąż obowiązywałaby wyższa premia za kolejną wygraną. Na przykład tę w Bełchatowie, gdyby oczywiście do siatki, a nie w słupek trafił Wodecki. Wtedy zabrzanie mieliby na koncie trzy kolejne zwycięstwa i w perspektywie mecz z ostatnią w tabeli Cracovią, który zagrają w sobotę. Przynajmniej na papierze są zdecydowanym faworytem tego spotkania. O ile wynik meczu z „Pasami" jest kwestią otwartą, to na dwóch minimalnie niecelnych strzałach w Gdańsku i w Bełchatowie Górnik stracił około 150 tysięcy, które w formie premii zostałyby podzielone na drużynę.
W przeliczeniu na blisko dwadzieścia osób kwota może nie jest powalająca, ale z pewnością piłkarze by nią nie pogardzili.
Tymczasem po trzech kolejnych wyjazdach - we wtorek Górnik grał w Ząbkach mecz Pucharu Polski - piłkarze wracają na boisko przy Roosevelta. Jeszcze wczoraj pojawiały się sygnały, że Górnik przystąpi do tego meczu bez dwóch ważnych postaci drużyny, Aleksandra Kwieka i Adama Banasia. Jak jest faktycznie? - Skłamałbym, mówiąc, że obaj są w pełni sił, ale jestem optymistą - mówi Włodzimierz Duś, fizjoterapeuta Górnika.

Dwa tygodnie Gierczaka

- Adam zaczął trenować i podtrzymuję opinię, że ma szansę zagrać z Cracovią, a już na pewno będzie gotowy na mecz z Koroną. Olek Kwiek? Zagrał w Ząbkach kilka minut, ale miał pecha. Wrócił do Zabrza z mocnym stłuczeniem kolana. Myślę jednak, że na sobotę będzie do grania. - kontynuuje W. Duś.
Większym pechowcem meczu w Ząbkach okazał się Piotr Gierczak, który w Pucharze Polski dostał szansę gry od pierwszej minuty. Weteran zabrzańskiej drużyny naderwał mięsień przywodziciela i na pewno „odpocznie" od piłki dwa tygodnie. Gierczak ostatnio nie miał jednak miejsca w podstawowej jedenastce Górnika. Gdyby jednak Banaś lub Kwiek nie zagrali to alternatywą dla obu tych zawodników jest Michał Pazdan, grający na środku obrony lub jako defensywny pomocnik. Jeżeli nie zagrają obaj? - Taki scenariusz jest moim zdaniem mało prawdopodobny - odpowiada Włodzimierz Duś.

Gasparik wrócił

Z Górnikiem ponownie trenuje Michał Gasparik, który kilka dni spędził Izraelu. Piłkarz pojechał tam w ubiegłym tygodniu na sprawdziany do klubu Ashdod FC, tego samego, w którym gra Idan Shriky. Gasparik uznał jednak, że za podobne pieniądze woli walczyć o miejsce w zespole w Zabrzu, zdecydowanie bliżej rodzinnej Słowacji. - Odbyłem trzy treningi i nie mogę narzekać na warunki, z jakimi się zetknąłem w Ashdod. Początkowo miałem tam być tylko trzy dni, ale pojawił się problem z powrotną podróżą. Akurat w Izraelu było dwudniowe święto i był kłopot z zarezerwowaniem biletów lotniczych. Ostatecznie wróciłem nieco później. Jeśli chodzi o same testy to wszystko było w porządku, ale po trzech dniach zdecydowałem się wrócić do Zabrza - powiedział piłkarz. Czy jeszcze dostanie jesienią swoją szansę? Trener Adam Nawałka nie był zadowolony z gry Gasparika w defensywie i w odbiorze piłki, a konkurencja na lewej stronie drugiej linii jest w Zabrzu duża. W każdym razie piłkarz jest do dyspozycji trenera.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online