Forum
 

Historyczny mecz Górnika

50 lat temu, 13 września 1961 roku, Górnik zagrał pierwszy w historii mecz w europejskich pucharach.
Dokładnie pięćdziesiąt lat temu, 16 września 1961 roku, Górnik szykował się z wielkimi nadziejami do wylotu na Wyspy Brytyjskie, gdzie miał rozegrać pierwszy w historii klubu wyjazdowy mecz w europejskich pucharach. Prasa jeszcze pisała o kapitalnej grze zabrzan w Chorzowie, a Jan Kowalski i Jerzy Musiałek mieli już założony gips. Trzy dni wcześniej, 13 września Górnik zadebiutował w pucharach. 100 tysięcy ludzi obejrzało na Stadionie Śląskim mecz z mistrzem i zdobywcą Pucharu Anglii, Tottenhamem Hotspur. Górnik wygrał 4:2.

Zamiast Ruchu

Górnik zagrał w Pucharze Europy, choć nie był mistrzem Polski. Polska liga grała wtedy systemem wiosna-jesień, mistrza wyłaniano już jesienią, czyli ponad dziesięć miesięcy przed kolejną edycją pucharów. - Dwa razy byliśmy do tego czasu mistrzem Polski, ale nie graliśmy w pucharach. Dlaczego? PZPN wymyślił, że mistrz może w nich zagrać, jeżeli po rundzie wiosennej kolejnego sezonu będzie w pierwszej trójce. Nam się to nie udawało. Podobnie jak Ruchowi Chorzów - mistrzowi z 1960 roku - wiosną roku następnego. Do Pucharu Mistrzów zgłoszono więc nas - wspomina Hubert Kostka, stojący wtedy w zabrzańskiej bramce.
- Nie było strachu przed rywalem, bo tak naprawdę nic o nim nie wiedzieliśmy. Poza tym, że skoro to mistrz Anglii i tak wielki klub, to muszą być dobrzy. Przecież wtedy nie było żadnych transmisji czy banku informacji - dodaje Stanisław Oślizło.
Nim na stadion wyszli mistrzowie Polski i Anglii, odbył się finał mistrzostw Polski juniorów. Zryw Chorzów grał z Górnikiem Wałbrzych. Ważny także dla przyszłości... Górnika. - To było wielkie przeżycie. Taki mecz, tłumy ludzi. Wygraliśmy 10:1. Wtedy nie przypuszczałem, że trafię kiedyś do Górnika - wspomina Jan Banaś, jedna z „gwiazdeczek" Zrywu. Niedługo po finale do Zabrza przeniósł się inny wybitny piłkarz, Zygfryd Szołtysik.

Trafili do toalety

Przebieg pierwszego meczu był niecodzienny. Górnik w 48 minucie prowadził 4:0. Bramka samobójcza, potem Musiałek, Wilczek, Pohl... Dwóch z nich już nie żyje. Erwin Wilczek mieszka we Francji. - Trafiłem na 3:0. Za wysoki nie jestem, a trafiłem ich głową... - wspomina dziś. Wynik był sensacyjny, ale Anglicy strzelili ostatecznie dwa gole. - Graliśmy w dziewiątkę. Jurka Musiałka i mnie trafił David McKay. Był bzdurny przepis, że kontuzjowanego piłkarza nie można zmieniać. Do końca statystowałem na boisku. Czy to były brutalne faule popełnione z premedytacją? Myślę, że nie. Grali ostro, jak Anglicy... Szkoda, bo jestem przekonany, że w komplecie wygralibyśmy jeszcze wyżej - mówi Jan Kowalski, wciąż mieszkający w Zabrzu.
Górnik do drugiej rundy jednak nie awansował. Rewanż w Londynie, na White Hart Lane zakończył się klęską. „Koguty" wygrały 8:1.
- Trafiliśmy do innego, piłkarskiego świata. Kiedy staliśmy w tunelu byliśmy autentycznie wystraszeni. Oni wrzeszczeli, walili głowami w mur... Do tej pory nasze kontakty z zagraniczną piłką to były towarzyskie mecze z Banikiem Ostrawa i innymi zespołami bloku wschodniego - przypomina Hubert Kostka. - Kiedy szliśmy tunelem, w tym gąszczu labiryntów, gdzie nikt nas nie prowadził, weszliśmy do toalety zamiast na boisko.

13 piłkarzy, 16 działaczy

Do Londynu pojechali też Musiałek i Kowalski. Wtedy wizy na wyjazdy za „żelazną kurtynę" załatwiano o wiele wcześniej. Dlatego obaj piłkarze w gipsie wsiedli do samolotu. - Anglicy mówili, że zrobiliśmy to specjalnie, by pokazać im, jak brutalnie grali w Chorzowie.
Górnik zamieszkał w hotelu Trafalgar Square, trenowali na boisku w parku. Hubert Kostka wspomina, że na rewanż poleciało trzynastu piłkarzy, kontuzjowany w Chorzowie duet oraz szesnastu działaczy. - Żadnego masażysty, żadnego lekarza... Takie były to czasy. Wtedy nie było w klubach drugiego trenera. W Górniku na etatach pracowało dwóch ludzi odpowiedzialnych za klub i dwóch za obiekt. Kierownik drużyny to była funkcja społeczna.
Dzień przed spotkaniem boisko było suche. Kiedy zabrzanie wyszli na murawę, po kostki stali w wodzie i błocie. - Lano je całą noc, a potem się zaczęło... - mówi bramkarz Górnika, który puścił osiem goli. Górnik grał w butach nazywanych „kolarkami", do których szewc przybijał korki. Kostka bronił bez rękawic. Kilka lat później założył na ręce pierwsze w karierze - „makówy", jak potocznie nazywa się na Śląsku wielkie rękawice używane w kopalniach przez górników.

Najlepszy w historii

- Od siedmiu lat były już na świecie porządne „korki". My nie mieliśmy do nich dostępu. Miałem 180 cm i ważyłem 70 kg. Oni mieli na „szpicy" napastnika, który miał blisko dwa metry i ważył około setki. Kiedy tylko stał przy mnie brał do ręki błoto i przy każdym dośrodkowaniu rzucał mi w oczy. Myśmy z czymś takim w lidze nigdy nie mieli do czynienia, tam grali tak wszyscy. Kilka lat później, kiedy nauczyłem się ich grania, graliśmy z Aston Villą. W pierwszej akcji ich napastnik niemal mnie znokautował. Gdy wstałem to podszedł i powiedział „sorry". Kilka minut później w wyskoku z pięści trafiłem go pod oko. Padł jak ścięty. Kiedy wstał powiedziałem „sorry". Pokiwał głową, że jesteśmy kwita i nic się nie stało. Już do mnie nie podszedł. W 1961 roku jeszcze tego nie wiedziałem...
Koledzy Kostki wspominają, że kilka razy wpadł z piłką z piłką do siatki atakowany przez piłkarzy „Kogutów". - Przy ich centrach działy się dantejskie sceny. Po prostu nas zmiażdżyli - dodaje Stefan Floreński.
Gola dla zabrzan strzelił Ernest Pohl, który chyba jako jedyny nie wystraszył się rywala. - Ernest to najlepszy piłkarz, jaki był w polskiej piłce. Nikt nie może się z nim równać. Oni strzelili osiem goli, my jednego, za to najładniejszego. Ernest z woleja walnął pod poprzeczkę... I wracaliśmy do kraju. To był najlepszy Górnik w swojej historii, lepszy od tego, który potem grał w finale. Tylko kompletnie niedoświadczony w grze na takim poziomie - z nostalgią kończy Hubert Kostka wspomnienia o meczach sprzed pół wieku. Wczoraj czterech jego uczestników zostało ambasadorami Górnika. Erwin Wilczek, Stefan Floreński, Jan Kowalski i Hubert Kostka. Wszyscy będą mieli na nowym stadionie dożywotnie miejsca z tabliczką ze swoim nazwiskiem.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online