Forum
 

Małgorzata Mańka-Szulik: Musieliśmy pomóc Górnikowi

- To ma być teatr, spektakl... Element promocji miasta, który wpływa na jego wizerunek. Nie ma przypadku w tym, że dziś bardzo rozpoznawalne i dobrze kojarzone są miasta mające silną piłkę, budujące nowe stadiony - mówi prezydent Zabrza, Małgorzata Mańka-Szulik. 

- Przejęcie przez gminę Górnika - zresztą po raz drugi w ciągu kilku ostatnich lat - to był dobry pomysł?

- Odpowiem w ten sposób - lepszego nie było. Sytuacja Górnika stawała się trudna i trzeba było klubowi pomóc. Cały czas mam w pamięci, że ta nazwa otwarła mi wiele drzwi do trudnych rozmów i ważnych inwestycji, z których całe Zabrze czerpie lub będzie czerpało korzyści. Dlatego trudno było sobie wyobrazić, że Górnik ze swoimi problemami ma zostać sam. Mając taką wartość „dodaną", jaką jest Górnik, miasto musi się angażować. Nie może to być jednak pomoc jednostronna, polegająca tylko na „łataniu" dziury w budżecie. Oczekuję od ludzi, którzy zarządzają klubem, by Górnik w końcu zaczął bilansować budżet, a z czasem zarabiał na swoje utrzymanie. Między innymi stąd nasz pomysł, by na Roosevelta pojawił się nowy wiceprezes, Krzysztof Grabowski, człowiek odpowiedzialny za finanse, które w końcu muszą zacząć się zgadzać.

- Trudno zarabiać, kiedy gra się dla 3500 kibiców, a tak będzie w nowym sezonie.

- Zdaję sobie z tego sprawę, ale nie zostawiamy klubu samego sobie. Udało, a raczej udaje nam się stworzyć model finansowania, który na pewno Górnikowi w tym trudnym czasie pomoże. Miasto, Budus, Browar, Allianz i mam nadzieję, że niebawem Kompania Węglowa - to są filary finansowej stabilizacji klubu. To nie jest mało. A w perspektywie jest nowy stadion, na 32000 ludzi. Wtedy wymagania będą naturalnie większe.

- Budus czy Kompania „weszłyby" w klub, gdyby jego właścicielem wciąż być Allianz Polska?

- To gdybanie, ale pewnie byłoby trudniej. Od razu chciałabym zaznaczyć - rola Allianz w najnowszej historii Górnika jest duża, ważna i pozytywna, choć starano się stworzyć wrażenie, że ta firma jest winna za wszelkie problemy. To uproszczenie.

- Zanim porozmawiamy o byłym właścicielu, proszę odnieść się do trzech najtrudniejszych chwil za pani rządów w mieście. Rok 2007 i pierwsze przejęcie przez miasto, spadek w roku 2009, w końcu druga interwencja gminy sprzed kilkunastu tygodni i zagrożenie brakiem uzyskania licencji.

- Znaku równości bym nie stawiała. Kiedy pierwszy raz gmina ratowała klub, na Roosevelta nie było praktycznie nic! Drużyna w rozsypce, brak młodzieży, rezerw, księgowości, czytelnych finansów, przedziwna, archaiczna struktura klubu... Dziś mogę to powiedzieć, ale kiedy jechaliśmy do Allianza ze stosem dokumentów, to drżałam, że nic z tego nie będzie. Taka była wartość tej dokumentacji. W moim kalendarzu spotkań z pierwszego roku kadencji najwięcej mam spotkań w sprawie... Górnika. Łącznie z wizytami piłkarzy, którzy nie dostawali pieniędzy. Dzisiejsza sytuacja to przepaść w porównaniu z tym, co było. A spadek? Zabolało to, że nastąpił w najmniej przewidywanym momencie. Przecież wcześniej Górnik rok w rok był zagrożony i „jakoś" się udawało. Ale też wtedy zobaczyłam, jaka jest w mieście wartość tego szyldu, kiedy faceci po 50-60 lat nie kryli łez. Tego się nie zapomina.

- Spadek sportowy to jedno. Problem Górnika polega na tym, że czkawkę ma po tym zdarzeniu do dziś.

- Ci ludzie naprawdę chcieli dobrze. Sama dzwoniłam do premiera Bieleckiego w sprawie trenera Kasperczaka. Chyba wszyscy byliśmy przekonani, że w Zabrzu zaświeciło słońce, które długo nie zgaśnie. I jeszcze ta wygrana w rundzie wiosennej - na „dzień dobry" - z Ruchem na Śląskim. To był czas podejmowania trudnych decyzji. Większy problem, że były to bardzo drogie decyzje, ale mądrzejsi jesteśmy dziś. Czasu nie cofniemy, można tylko wyciągać wnioski. Odnoszę wrażenie, że tak się dzieje.

- Allianz podpisze nową umowę reklamową z Górnikiem na 2012 rok?

- Cały czas jesteśmy w bardzo dobrych relacjach i jestem przekonana, że podpisze, choć na nieco innych warunkach, skoro nie jest jedynym reklamodawcą na koszulkach piłkarzy. Ci ludzie popełnili kilka błędów, jak zresztą my wszyscy, ale nikt im nie zabierze dobrych chęci i zostawionego w klubie serca. W trudnym momencie naprawdę bardzo przyzwoicie się zachowali. Musimy o tym pamiętać.

- Obecny model własnościowy jest pani zdaniem lepszy?

- Przez cały ten czas widzieliśmy jedną rzecz - trudno zarządzać klubem z Warszawy, nawet jeżeli bardzo się chce i w trudnych chwilach przyjeżdża do Zabrza. Działo się tak wiele razy, kiedy znając szczegóły problemów i znając nasze uwarunkowania, widzieliśmy, że trzeba szybko reagować szybko. Mogliśmy tylko podpowiadać, sugerować, ale to nie wystarczyło.

- Układ z gminą, jako właścicielem, to układ przejściowy?

- Na dziś nie. W polityce nie ma słowa „nigdy", a nie wiem, jakie pojawią się propozycje. Ale w tej chwili nie wyobrażam sobie, byśmy mogli pozbyć się Górnika. Za dużo pracy i serca w to włożyliśmy, w dodatku niebawem rusza budowa miejskiego stadionu. Poza tym dość już zmian. Ja sama przeżyłam czterech prezesów. Ma być w końcu stabilizacja i ciągłość. Górnik musi być jedną drużyną i nie mówię tutaj tylko o piłkarzach biegających za piłką. Teraz przechodzimy ten etap.

- Mówiła pani o filarach finansowania Górnika. Na razie koniec, czy można się jeszcze czegoś (kogoś) spodziewać.

- Na razie koniec. Udało nam się doprowadzić - oczywiście pamiętam o długach - do bieżącej stabilizacji finansowej, w klub zostało „wpompowanych" kilka ładnych milionów złotych. Teraz czas na inne potrzeby miasta, również zabrzańskiego sportu. Bardzo chciałabym pomóc piłce ręcznej, gdzie fantastyczną, godną podziwu pracę wykonuje Bogdan Kmiecik. Nie prosi, nie narzeka, tylko buduje i rozwija. Wierzę, że im też pomożemy. Zaczynamy budować kryty basen, a chciałabym, by w Zabrzu były dwa. Są już wszędzie w okolicy, tylko nie u nas. Mamy trzy boiska ze sztuczną nawierzchnią, dwa Orliki, a w budowie trzeci. Dzięki filii AFW wyremontowaliśmy halę sportową. Górnik to „okręt flagowy", ale na nim sport w Zabrzu się nie kończy.

- Wspomniała pani o czterech prezesach. Najlepszy z nich?

- Każdy miał zalety i wady, nie chcę nikogo indywidualnie oceniać. Najwięcej emocji budził Łukasz Mazur. Powiem tak - może w innych czasach sprawdziłby się doskonale. Dziś trzymam kciuki za Tomasza Młynarczyka, którego namaściliśmy w moim gabinecie i jestem przekonana, że był to dobry wybór. On jest prawnikiem i już wykonał ogrom pracy przy licencji na nowy sezon, której naprawdę mogło nie być. Kibic zna końcowy efekt, ale tylko my wiemy, ile kosztowało to zabiegów, telefonów, rozmów, spotkań i nerwów...Ten egzamin zdał doskonale. Wiceprezes to finansista, a od strony sportowej są inny fachowcy.

- Czasami siedzi pani wieczorem i zastanawia się, jak to jest - piłkarz B-klasy Górnika zarabia kilka razy więcej niż ja...

- Generalnie rzadko myślę o swoich zarobkach... Wiem, że świat jest poukładany tak, a nie inaczej, i nie będę tego zmieniała. Prezesi wielkich firm, ale też sportowy, będą często zarabiać więcej niż włodarze miast. I nikt nie będzie miał o to pretensji, jeżeli piłkarze w na treningu i w meczu będą dawać sto procent tego, co potrafią. A pewnie nie zawsze tak jest. I jest demoralizujące, kiedy nastolatkom płaci się pensje powyżej średniej krajowej. Więcej niż świetnym fachowcom z latami stażu. Tej opinii już nie zmienię.

- Jest pani zwolenniczką przeprowadzki Górnika do Gliwic.

- Tutaj też odpowiem dyplomatycznie - cieszę się, że władze Gliwic są otwarte na rozmowy i nie mówię, że nigdy w Gliwicach nie zagramy, ale jestem za tym, by Górnik, jak długo tylko się da, grał w Zabrzu. A specyfikacja naszej inwestycji jest taka, by cały czas było to możliwe.

- Czyli do chwili oddania trzech trybun...

- Jak długo się da...

- Słyszy pani takie opinie - po co przejmować klub, skoro można wybudować kolejną drogę. Po co stadion, skoro można wybudować kilka szkół i szpital...

- Oczywiście, choć nie w tak skrajnej formie. Tylko że ten stadion jest tak samo potrzebny jak szkoła, a Orlik jak przedszkole. Chodzi o budowę kultury sportu. To ma być teatr, spektakl... Element promocji miasta, który wpływa na jego wizerunek. Nie ma przypadku w tym, że dziś bardzo rozpoznawalne i dobrze kojarzone są miasta mające silną piłkę, budujące nowe stadiony. To przyciąga inwestycje, buduje pozytywny klimat. Jeżeli chcemy, by nie została w Zabrzu tylko legenda po Górniku, to nie mieliśmy wyboru.

- Choć wielu mówi, po co Zabrzu stadion na 32000 ludzi...

- Rozmowy i konsultacje trwały dwa lata. Pytaliśmy wszystkich. Dziś ta dyskusja nie ma już sensu, skoro zaczynamy budować. Może za tydzień, najpóźniej za dwa poznamy wykonawcę, do jesieni przekażemy plac budowy, zacznie się wyburzanie, a z nowym rokiem będzie już trwała budowa. Wybraliśmy dobrze. Na obecny obiekt jeszcze dwa lata temu regularnie przychodziło po 20 000 ludzi. Mamy fantastyczne położenie, blisko największego skrzyżowania autostrad w tej części Europy. W godzinę na stadion Górnika przyjedzie kibic nawet z miasta oddalonego o 100 kilometrów od Zabrza. Większy stadion to większe dochody, a większy budżet to większe możliwości. My naprawdę chcemy dołączyć do elity polskiej piłki, a nie być stale w środku, lub ogonie stawki. Zresztą, gdzie nie jestem, nasz projekt oceniany jest bardzo wysoko.

- Będzie o to trudno bez czwartej trybuny, która ma zarabiać najwięcej pieniędzy. To nie jest błąd?

- Ona będzie. Czasami lepiej zbyt wiele nie mówić, ale mam głęboką wiarę, że kiedy skończymy budowę trzech trybun na 22 000 ludzi będzie już trwała budowa czwartej.

- Operator stadionu?

- Jeszcze nie wiemy, mamy trochę czasu. Po to jednak jeżdżę i spotykam się z ludźmi, by się uczyć i wyciągać wnioski. Kiedy my skończymy, inni będą już bogatsi o wiele doświadczeń. Chętnie z nich skorzystam.

- Deklaracja o finansowej pomocy ministerstwa sportu jest aktualna?

- Pamiętam, kiedy padła. Na 60-leciu istnienia Górnika. Tak, jest aktualna. Wniosek leży, na sierpień mam zaplanowane kolejne spotkanie z wiceministrem, projekt dofinansowania jest wciąż aktywny. Może dostaniemy 50 milionów, ale przyjmę każdą sumę. I wrócę do poprzedniego pytania - jeżeli dofinansowano by inwestycję kwotą 30-50 milionów, to czwarta trybuna powstanie bardzo szybko. Pamiętajmy też, że nie żyjemy na bezludnej wyspie. W 2008 roku naprawdę zaczął się kryzys finansowy. Gdyby nie on, może dziś kończylibyśmy budowę. Wtedy była powódź i katastrofa Smoleńska, które mocno uderzyły w Allianz. Łatwo wymagać i wyciągać rękę, mówiąc „dajcie, ma być". My w kilka lat przeprowadzamy tyle inwestycji, ile w wielu innych gminach zajmują dekadę. Chwalono Zabrze ostatnio w Gdyni, gdzie spotkałam się z władzami miasta, a ja wiem, że jesteśmy jeszcze daleko za nimi. Ale nie narzekam. Są wyzwania, a my się ich nie boimy. Najważniejsze, to chcieć.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online