Forum
 

Sikorski: Do 2-3 tygodni wszystko się rozstrzygnie

- Gra na Euro 2012 to mój cel. Nie wiem, czy łatwiej będzie go osiągnąć, grając w Zabrzu czy w innym klubie. Znam polską ligę, oglądam polską kadrę i wiem, że mogę spróbować – mówi Daniel Sikorski, napastnik Górnika Zabrze. 

› Jeszcze na Śląsku?
Daniel Sikorski: - Do poniedziałku. Już nie trenuję, ale w sobotę zagram jeszcze w meczu z Podbeskidziem. W poniedziałek jadę do Austrii.

› Wakacyjne plany?
- Siedzimy z moją dziewczyną i myślimy... Pewnie gdzieś nad morze pojedziemy. Może nawet polskie.

› Co znasz lepiej - Katowice czy Zabrze?
- Katowice. Rok tutaj mieszkam i każdemu mogę z czystym sumieniem to miejsce polecić. To nieprawda, że Śląsk jest brzydki i nudny. Dla mnie, może dlatego, że nie znałem wcześniej tej części Polski, to jest tak naprawdę jedno wielkie miasto. Bez granic. Choć zdaję sobie sprawę, że w pewnym miejscu drogi z Katowic do Zabrza mieszkają kibice jednej, drugiej czy trzeciej drużyny. To jest jakiś ewenement.

› Ci z Zabrza śpiewali w trakcie ostatniego meczu "Daniel Sikorski - zostań w Zabrzu".
- To było super. Nie wiem, jak ułoży się moja przyszłość, ale zgadzam się ze słowami ojca, że Górnik to wielki klub. Może ma dzisiaj pewne problemy, ale jego siła i tradycja są ogromne.

› Ojciec, który grał w Legii...
- Kiedy dostałem sygnał, że chce mnie Górnik, zapytałem tatę, co o nim wie i co o tym myśli. Powiedział, że jako dzieciak był wielkim kibicem Górnika, choć mieszał bardzo daleko od Zabrza. Takich ludzi było ponoć mnóstwo. Dodał, że jako piłkarz Legii też trafił na świetny okres zabrzan, którzy wtedy nie mieli w Polsce konkurencji. Powiedział "warto spróbować" i miał rację.

› Kiedy pierwszy raz usłyszałeś o ofercie z Zabrza?
- Dnia nie pamiętam, ale siedziałem na kanapie, dzwoni telefon i wyświetla się "Poldi". Powiedział, że Górnik jest mną zainteresowany i doradził, bym dobrze to przemyślał. Wtedy przyznał, że jest wielkim kibicem Górnika.

› Słyszałem, że na niektórych zgrupowaniach Bayernu graliście na Playstation. On był "Górnikiem", a ty "Legią".
- O tym nie wiem, ale skoro rodzą się takie legendy, to znaczy, że ktoś mnie kojarzy.

› Dwa zdania o Bayernie. Która szatnia jest weselsza?
- Zdecydowanie Górnika, choć w Monachium znam tę, w której siedziała drużyna rezerw. Wiele gwiazd też osobiście poznałem, ale takich gości, jak Marcin Wodecki czy Adam Marciniak, tam nie było. Boki zrywać... Nawet po śląsku sporo rozumiałem, bo wiele słów jest podobnych do niemieckich.

› Pierwsza myśl po telefonie z Zabrza?
- Właśnie wtedy poszedłem po informacje do taty. Nie było innych ofert, chciałem zmienić otoczenie, spróbować sił w Polsce. Telefon zadzwonił w dobrym momencie.

› Wcześniej były próby nieudane, jak choćby ta we Wrocławiu. Nie zraziłeś się do gry w kraju?
- Trochę się zraziłem... Wiem, że nie jestem piłkarzem, którego w ciemno wzięłyby rok temu wszystkie klubu polskiej ligi, ale myślę, że wypada każdemu dać szansę. A przynajmniej potraktować "normalnie". Było, minęło... Tym większy szacunek dla Zabrza, że tak bardzo na mniej tutaj postawiono.

› Decyzję podjąłeś po pierwszym spotkaniu?
- Pierwsze wrażenie było świetne. Rozmowa z panem Mazurem, panem Wałdochem... Dla piłkarza nie ma ważniejszej sprawy niż świadomość, że ktoś bardzo cię w zespole chce.

› Pewnie wtedy nie znałeś takiego pojęcia, jak klub "który ma problemy finansowe" i nie płaci w terminie.
- Wiem, że takie rzeczy się zdarzają - to prawda - z czymś takim się nie spotkałem. Kiedy grałem w rezerwach Bayernu wszystko było płacone na czas.

› Jakie refleksje?
- Pewnie, że lepiej jak płacą zgodnie z terminem. I rozumiem chłopaków, dla których był to problem. Mają rodziny, są stąd... Mój przypadek był chyba nieco inny. Oczywiście zakładałem, że kasę będę dostawał regularnie, ale ona była na drugim planie. Chciałem się pokazać, zareklamować i sprawdzić - ile naprawdę jestem wart. To była bardziej inwestycja w siebie.

› Skorzystały obie strony, ale początek taki różowy chyba nie był?
- Jak się nie gra, to nie jest wesoło. Trener na początku niewiele na mnie stawiał. Ważne były wtedy nawyki wyniesione z Niemiec. Rób swoje, na treningu walcz jak w meczu... Czasami grałem ostro, na pograniczu faulu, kilku kolegów może było zaskoczonych, ale inaczej nie potrafię. W Niemczech bez tego przepadłbyś na starcie.

› Przełom...
- Niech pomyślę...

› Podpowiemy. Cztery gole w Młodej Ekstraklasie, strzelone Cracovii.
- Ok, były ważne. Wróciłem nawet po tym meczu do składu, ale szybko złamałem nos. Grałem w masce, ale to nie było to. Jesień był po prostu średnia, żadnej rewelacji. Istotniejsze było to, co wydarzyło się w grudniu, kiedy już skończyliśmy sezon.

› Czyli wakacje.
- Czyli ciężka praca. Mam serdecznego przyjaciela. Nazywa się Rubin Otokie, dziś gra w FC Nuernberg. Graliśmy razem jeszcze w Austrii w drużynach trampkarzy i juniorów. Zimą zamówiliśmy indywidualne treningi ze znajomym trenerem, by poprawić te elementy, które w naszej grze szwankowały. Myślę, że to był przełom. Na zajęcia Górnika wróciłem z Austrii w dużo lepszej dyspozycji.

› I jeszcze pojawił się Robert Jeż. Przy nim wartość Daniela Sikorskiego chyba wzrosła?
- Jesienią strzeliłem dwa gole, wiosną cztery. A powinienem dwa razy więcej tylko dzięki jego podaniom. Taki ofensywny pomocnik to dla napastnika z moimi walorami skarb. Dogra, znajdzie pomysł, sam pomoże i strzeli. Grało mi się z nim super. Poradziłby sobie w Niemczech i pojęcia nie mam, jak do tej pory tam nie trafił.

› Ile w sumie powinieneś strzelić w tym sezonie goli?
- To gdybanie, ale zakładając, że i tak nie wszystko wpada, powinienem walczyć o koronę króla strzelców.

› I wtedy wpisany w kontrakt milion odstępnego byłyby realny?
- Jak usłyszałem, że taka kwota jest wpisywana, to się lekko uśmiechnąłem. Nie wiem, co powiedzieć. W Niemczech takie pieniądze to żadna sensacja. W Polsce już tak. Zawsze są dwie strony i jak się dogadają, to żadne zapisy nie mają większego znaczenia.

› Taką kwotę Polonia Warszawa zapłaciła za Artura Sobiecha.
- Mam powiedzieć, że jestem lepszy? Albo on? Strzelił więcej goli, ma więcej asyst, ale chyba nieco więcej grał. Powtarzam: gdybym strzelił kilkanaście goli, to argumentów byłoby więcej.

› Szansa procentowa, że pożegnasz Zabrze?
- Nie wiem. Czuję się tutaj świetnie, ale mogą być oferty trudne do odrzucenia. I dla Górnika, i dla mnie. Do 2-3 tygodni wszystko się pewnie rozstrzygnie.

› "Pakiet" z Robertem Jeżem to dobry pomysł?
- Wiosną pokazaliśmy, że może to wyglądać ciekawie, a powinno jeszcze lepiej. Wiele będzie zależało od Górnika i oferty, którą dostanie. Jak zostaniemy, to też nie będzie źle. Tutaj jest drużyna, która może pograć o czołowe miejsca w lidze.

› O grę z Jeżem, niekoniecznie w Zabrzu, pytam też w kontekście twoich wypowiedzi o chęci gry na Euro 2012. Coś się zmieniło?
- Nic. To mój cel. Nie wiem, czy łatwiej będzie go osiągnąć, grając w Zabrzu czy w innym klubie, ale zgadzam się, że obecność Roberta za moimi plecami może tylko pomóc. Znam polską ligę, oglądam polską kadrę i wiem, że mogę spróbować.

› Jeśli nie Górnik, to Polska czy zagranica?
- Polska.

› Mecze, które z tego sezonu zapamiętasz najdłużej?
- Oba z Legią... Pierwszy przegraliśmy frajersko, w drugim o remisie zadecydowała akcja rozpaczy, kiedy nikt nie przypuszczał, że możemy odrobić straty. Na pewno Wisła w Krakowie i końcówka sezonu.

› Jesteś dziś lepszym piłkarzem niż rok temu?
- Na pewno. Napastnik musi grać i mieć zaufanie trenera oraz kolegów - wtedy idzie do przodu. Wiosną tak było.

› Co zabierasz ze sobą do Austrii?
- Jak zwykle to samo. "Krówki" i "Ptasie mleczko". Są niepowtarzalne.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online