Forum
 

Dwa światy

W swym drugim meczu w roli kapitana, Adam Danch poprowadził zespół z Roosevelta do najlepszego w tym sezonie występu.
Kiedy Górnik Zabrze poprzednim razem wygrywał mecz z Wisłą w Krakowie, mieszkający w Rudzie Śląskiej Adam Danch nie miał jeszcze czterech lat. W sobotę to on wyprowadził Górnika z opaską kapitańską na stadion przy Reymonta, choć jeszcze na początku rundy wiosennej nie miał nawet miejsca w wyjściowej jedenastce Górnika: zagrał... minutę w zremisowanym 0:0 mecz z Polonią w Warszawie, a potem grał co prawda z Zagłębiem, Ruchem i Cracovią, ale w Młodej Ekstraklasie.

- Kilka tygodni minęło i wszystko zmieniło się mocno na pańską korzyść...
- Kilka tygodni... Ja bym powiedział, że tydzień. Z Jagiellonią zagrałem słabo, po moim błędzie straciliśmy gola i - być może - punkty. Te dwa mecze to dla mnie dwa inne światy.

- Porozmawiajmy chwilę o kapitańskiej opasce. Nie pierwszy raz ją pan założył?
- Bywało, że przejmowałem opaskę w tracie gry. Ciekawa sytuacja miała miejsce w meczu z Lechią. Zaczął Adam Banaś, potem kapitanem był Grzesiek Bonin, ja kończyłem. Pierwszy raz miałem zaszczyt wyprowadzić Górnika na boisko jako kapitan właśnie w Białymstoku.

- Jak obliczyliśmy, w 74. pańskim meczu w polskiej lidze.
- W lidze debiutowałem cztery lata temu, niewielu jest w drużynie chłopaków, którzy pamiętają tamte czasy. Co mam powiedzieć? Dla mnie to zaszczyt. Mieszkam w Rudzie Śląskiej, grałem w Gwarku, czuję się z Górnikiem bardzo silnie związany.

- Wróćmy do Białegostoku. Nie było obaw, że trener posadzi pana na ławce?
- Pewnie, że były. Tak doświadczony piłkarz nie może odpuścić „Franka" w taki sposób, jak mnie się to przytrafiło. „Siedziała" mi potem ta sytuacja w głowie i tak naprawdę nie wróciłem już w tym meczu do gry. Trener w tygodniu poprzedzającym wyjazd do Krakowa wziął mnie na rozmowę. Tłumaczył, dodawał otuchy; mówił, co było źle, ale bardziej, jak grać, żeby było dobrze. Dawał do zrozumienia, że wciąż na mnie liczy, ale... W poniedziałek i wtorek trenował na pełnych obrotach Adam Banaś i wtedy myślałem, że będzie ławka.

- Gdyby Banaś był zdrowy?
- To wie trener. Chyba od środy było jednak już pewne, że Adam nie zagra.

- Grał pan w obu wygranych meczach z Wisłą w tym sezonie. Który na dłużej zostanie w pamięci?
- Powinienem powiedzieć, że oba. W Zabrzu nie wygraliśmy przez ponad dziesięć lat. Mogę tylko rozumieć frustrację naszych kibiców przez te wszystkie sezony. Z tego punktu widzenia tamta wygrana miała ogromną wartość, każdy chce wygrywać przed własnymi fanami. Ale Kraków, ponad 20 lat czekania, pokonanie lidera.... W Krakowie był lepszy wynik i lepsza gra niż jesienią w Zabrzu.

- Jak zespół może w tydzień przeżyć taką metamorfozę?
- Zagraliśmy na Jagiellonii innym składem, ale tam też były niezłe fragmenty, o których szybko wszyscy zapomnieli, kiedy Frankowski trafił na 1-0. W Krakowie mieliśmy jako zespół więcej do zaoferowania z przodu, a jednocześnie - jak chyba w żadnym meczu w tym sezonie - udało nam się rozłożyć akcenty między grą w ataku i obronie. Przecież pierwszym - i to świetnym - obrońcą był Daniel Sikorski. Z kolei Michał Bemben miał asystę, a Gabriel Nowak i ja mogliśmy strzelić gole. Na Wiśle, gdzie często obrońcy nawet nie podchodzą pod bramkę! Inna rzecz, że akurat ja trochę Gabrielowi przeszkodziłem. Już widziałem tę piłkę w siatce.

- Kiedy dowiedzieliście się, w jakim zagracie składzie.
- Późno, zdaje się, że dopiero w piątek, dzień przed meczem. Trener chyba miał to w głowie wcześniej, ale w tygodniu na każdych zajęciach było takie „mieszanie" w składzie, że - poza defensywą - nie wiedzieliśmy zbyt wiele.

- Widział pan ten mecz w telewizyjnej powtórce?
- Tylko skróty. Nie nagrywam meczów. Wrócimy do niego pewnie w analizie. Powinna być przyjemna, choć błędy pewnie też się zdarzały. Był taki fragment w pierwszej połowie, kiedy Wisła mocniej na „przycisnęła", bo nie da się jednak grać 90 minut tak wysokim i agresywnym pressingiem, jak zaczęliśmy. A powiem szczerze, że po pierwszej akcji, kiedy siedliśmy na nich i strzelał Robert Jeż, miałem przeczucie, że to jest ten dzień. W drugiej połowie Wisła już nie była w stanie zrobić nam krzywdy.

- W tydzień zagraliście z dwoma głównymi kandydatami do mistrzostwa. Kto wygra ligę?
- „Jaga" wygrała z nami dwa razy, ale mam przeczucie, że w tym roku dwa razy wygraliśmy do zera z mistrzem Polski. Wisła ma przewagę i - mimo wpadek - jest faworytem do tytułu. Tym bardziej, jeżeli Jagiellonia będzie tak przegrywała tak, jak w Bytomiu.

- Ile wam brakuje do tych drużyny?
- Po sobocie powinno paść pytanie, ile im brakuje do nas (śmiech)... Ale twardo stąpam po ziemi. Mistrza daje się za 30 meczów, a nie kilka, a już na pewno jeden. Liga jest bardzo wyrównana, my jesteśmy gdzieś w okolicy miejsca, które teraz zajmujemy. Dla nas ważne jest, że zobaczyliśmy sami, jak możemy grać. Poprzeczka jest zawieszona wyżej i do niej trzeba teraz równać.

- Pana piłkarz meczu w Krakowie?
- Jeden? Robert Jeż. Ma niesamowite umiejętności, cały czas spokojną głowę i cały czas jest „pod grą". Przebywanie z takim gościem na boisku to przyjemność i wszyscy możemy się tylko uczyć. Jeszcze Górnikowi przyniesie sporo radości.

- Rozumiem, że pan nowy kontrakt już ma podpisany?
- Pewnie. Na cztery lata. Nawet nie pomyślałem żeby się stąd gdzieś ruszyć...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online