Forum
 

Sztuka remisowania

Stawką meczu GKS - Górnik było drugie miejsce - przynajmniej na chwilę - w tabeli, więc oba zespoły grały ofensywnie, bez kunktatorstwa, ale jednocześnie pewnie i zdecydowanie w obronie.
Górnik zaczął od mocnego uderzenia: już w 2. minucie Adam Marciniak z takim impetem zaatakował Grzegorza Barana, że doigrał się od razu żółtej kartki, a piłkarz GKS ładnych parę minut dochodził do siebie poza boiskiem i nie wiadomo, czy nie ma uszkodzonego nosa.  Jeżeli chodzi jednak o grę, to w pierwszej fazie dominowali gospodarze i szybko objęli prowadzenie. Z różnych możliwych wariantów składu, jakie rozpatrywano w przedmeczowych spekulacjach, trener Maciej Bartoszek wybrał... najbardziej ofensywny - z Dawidem Nowakiem i Marcinem Żewiakowem. Właśnie kombinacyjna, efektowna akcja tych dwóch zawodników, nie pierwsza zresztą, bo obaj rozpoczęli mecz mocno skoncentrowani i zmotywowani, zakończyła się golem. Dla jasności dodać trzeba, że pierwszy strzał Żewłakowa Adam Stachowiak obronił, ale nic sięgnął już piłki przy dobitce. Nowak zastąpił w składzie GKS Tomasza Wróbla, ale oczywiście nie grał na skrzydle. Obie flanki obsługiwał na zmianę Maciej Małkowski, a po prawej stronie więcej miejsca do zagospodarowania miał Grzegorz Fonfara. Obrońca GKS nie zawsze zdążał więc wrócić na miejsce w chwili, gdy Górnik kontratakował. I właśnie w 26. minucie z tej strony wyszła akcja, która gościom dala wyrównanie. Fonfara nie zdążył przeszkodzić Marcinowi Wodeckiemu w dośrodkowaniu, już na polu karnym zamknął akcję Michał Bemben, który znalazł na środku Daniela Sikorskiego. I tak jak w przypadku gola Żewłakowa, tym razem Łukasz Sapela obronił ten strzał, ale zdążył z dobitką Grzegorz Bonin. Tenże na pewno miło wspomina bełchatowski stadion, bo tu właśnie zadebiutował kilka lat temu w reprezentacji Polski, a i w piątek grał tu swobodnie, z dużym przeglądem sytuacji, biorąc na siebie ciężar rozgrywania akcji.
Stawką tego meczu było drugie miejsce - przynajmniej na chwilę - w tabeli, nic więc dziwnego, że oba zespoły grały ofensywnie, bez kunktatorstwa, ale jednocześnie pewnie i zdecydowanie w obronie. Lekarstwem na to mogły być strzały z dystansu - próbowali zatem Szymon Sawala i Małkowski oraz po drugiej stronie Sikorski, po którego strzale piłka znów wykręciła ręce Sapeli.
Wejście Roberta Jeża na boisko w 56. minucie oznaczało ni mniej, ni więcej tylko to, że Górnik zamierza grać jeszcze bardziej ofensywnie. Chwilę potem szansę bramkową miał Wodecki, ale Bełchatów szybko odpowiedział strzałem Nowaka i równie ofensywną zmianą Mateusza Cetnarskiego na Pawła Komołowa. To Górnik jednak szybko uzyskał przewagę i dążył do zwycięstwa, stwarzając wiele groźnych sytuacji pod bramką Sapeli. Sam Sikorski (6 strzałów w meczu, w tym cztery celne) mógł postarać się o hat trick, ale nie dał rady Sapeli, a nawet gdy betchatowski bramkarz się mylił, to chętnych do dobitki już nie było.
GKS nie zaryzykował frontalnego ataku, Marcin Żewłakow konsekwentnie wprawdzie czyhał na gola jak sęp, ale miał tylko jedną okazję - w 70. minucie jego strzał obronił Stachowiak i była to jedyna interwencja bramkarza gości w drugiej połowie.
Czy może być lepszy dowód na przewagę Górnika? Jak nie można meczu wygrać, to należy umieć go zremisować. Tę sztukę GKS posiadł w stopniu wystarczającym, bo potrafił się tej nawale Górnika oprzeć, różnymi zresztą metodami (patrz trzy żółte kartki dla zawodników gospodarzy w samej końcówce).

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online