Forum
 

Nawałka: Nie stracić czujności

- Frutti di mare, dobre włoskie wino, klimat Toskanii - uwielbiam te rzeczy. A mieszkałem w mieście Vinci, gdzie urodził się Leonardo da Vinci - mówi o stażu w Empoli trener Górnika, Adam Nawałka.
Na kilkudniowym stażu we Włoszech przebywał przed świętami trener Adam Nawałka. Zabrzański szkoleniowiec od dawna wzoruje się na włoskiej piłce, ale nie ukrywa, że fascynuje go także kultura, klimat i kuchnia tamtego regionu Europy. Rok temu podobny staż zaliczył w Udinese, tym razem odwiedził Empoli, gdzie występuje jego „wychowanek", Adam Kokoszka. - W tym sensie jest moim wychowankiem, że to ja, po rekomendacji Henryka Szymanowskiego, sprowadzałem go do Wisły Kraków, której byłem wtedy dyrektorem sportowym - opowiada Adam Nawałka. - Adaś był ostatnio odstawiony na boczny tor, nie pojawiał się zbyt często w składzie swej drużyny, ale uważam, że sportowo na pobycie w klubie Serie B na pewno nie stracił. Ja natomiast jestem bardzo zadowolony z tej eskapady. Przeszedłem pełny tygodniowy mikrocykl szkoleniowy, miałem sposobność powymieniać poglądy z głównymi trenerami Empoli, a także trenerami od przygotowania fizycznego. Od dawna wzoruję się na włoskiej piłce, odpowiada mi włoski model szkolenia i nadal go z pasją studiuję. Moja grudniowa wizyta we Włoszech potwierdziła, że idziemy z Górnikiem w dobrym kierunku.

- To był bardzo udany pobyt także od tej pozasportowej strony...
- Frutti di mare, dobre włoskie wino, klimat Toskanii - uwielbiam te rzeczy. A mieszkałem w hotelu, gdzie zwykle rezydują piłkarze Empoli, w mieście Vinci, gdzie urodził się Leonardo da Vinci. Oczywiście zwiedziłem dom, w którym mieszkał i muzeum poświęcone temu wielkiemu włoskiemu malarzowi i człowiekowi renesansu. Dlatego tak tryskam energią, ta wizyta miała na mnie bardzo pozytywny wpływ.

- To proszę nam zdradzić, co pana tak bardzo fascynuje we włoskim futbolu?
- To byłby długi wykład. Generalnie imponuje mi dyscyplina w grze i żelazna konsekwencja w realizacji założeń taktycznych. Oczywiście kreatywność jest również bardzo ważna, ale pewne automatyzmy w zachowaniach zawodników na boisku muszą obowiązywać. Ot, chociażby żelazna zasada, że pierwszym obrońcą jest napastnik. O wszystkim nie opowiem, ale zdradzę, że kilka innowacji taktycznych wprowadzimy wiosną, czegoś nowego w ustawieniu drużyny też będziemy próbować w okresie przygotowawczym. Co prawda jesienią nieźle funkcjonował u nas system 4-3-3, ale chciałbym go jeszcze zmodyfikować, rozwinąć.

- Automatyzmy w działaniu piłkarzy - OK, tylko jak one się mają do jesiennych wpadek Górnika?
- Oczywiście pyta pan o nasze wysokie porażki z Lechią Gdańsk (1-5), czy ze Śląskiem Wrocław i Widzewem Łódź (2x po 0-4)? Poddałem te występy drobiazgowej wręcz analizie i wnioski mam takie - nie jesteśmy zespołem, który przy niekorzystnym wyniku może od razu rzucić się do spontanicznego odrabiania strat. Mamy za małą siłę rażenia z przodu, zaś charakterystyka naszych obrońców mówi o tym, że nie dysponują oni dużą wrodzoną szybkością.

- Czyli sama ambicja, bez chłodnej kalkulacji, wiedzie często do katastrofy?
- To zagrzane głowy naszych zawodników sprawiały, że zastawialiśmy w tych meczach pułapki ofsajdowe już na 40-50 metrze! Zamiast wydłużyć pole gry, chcieliśmy się ścigać z przeciwnikami, którzy natychmiast wykorzystywali brak równowagi pomiędzy naszymi poszczególnymi formacjami, a także bramkarzem. Byliśmy bezlitośnie kontrowani, z opuszczoną gardą zapraszaliśmy wręcz rywali do zadawania kolejnych ciosów. Do tak przegranych meczów zaliczyłbym też spotkania z Arką w Gdyni i Legią, z którą na Łazienkowskiej prowadziliśmy do 88 minuty 1-0, by ostatecznie polec 1-2. Tymczasem nie powinniśmy w trakcie meczu zmieniać naszej strategii gry, nie możemy pozwolić sobie na tak niefrasobliwie otwartą grę.

- Nie uważa pan, że błędem było w pewnym momencie żonglowanie środkowymi obrońcami, gdy najlepiej defensywa Górnika spisywała się z ustawieniem Banaś - Danch?
- To typowe medialne spekulacje, które można podciągnąć pod wynik. Przecież ustawienie Banaś - Jop znakomicie zdało egzamin w derbach z Ruchem, meczu z Zagłębiem Lubin. Wtedy było dobrze, bo graliśmy konsekwentnie. Ale ja się cieszę, że mamy trójkę tak dobrych obrońców, stąd mój optymizm. A wracając do Dancha, to w jego tak szybkim dojściu do dobrej dyspozycji po kontuzji nie było cienia przypadku. Za tym kryła się ciężka praca na treningach, mnóstwo potu na dodatkowych zajęciach.

- Pewnie chciałby pan móc równie ciepło wypowiadać się o swoich napastnikach?
- Postępy poczynił Wodecki, coraz lepiej spisywał się w trakcie sezonu Sikorski, a prym wiódł z czterema bramkami i dwoma asystami Zahorski, i co najistotniejsze w jego przypadku - Tomek strzelał dla nas bardzo ważne bramki. Generalnie jednak akcenty zdobywania bramek rozkładały się równo w ataku, choć nie ulega kwestii, że nasza skuteczność pozostawiała wiele do życzenia. Mocno nad nią pracowaliśmy i będziemy nadal pracować, ale gdyby udało nam się dokonać wzmocnień w ataku, to mielibyśmy z przodu większe pole manewru.

- Odejście Bonina będzie wielką stratą...
- Nie, bo Grzesiek zostaje z nami. Rozmawiałem z nim po powrocie ze stażu we Włoszech i on taką wolę wyraził. Jeśli w tej kwestii coś się zmieni, to uszanuję jego decyzję, bo ciężko w Zabrzu zasuwał na swój najlepszy sezon w karierze.

- Roszady w bramce spowodowane były niesubordynacją Stachowiaka w stosunku do pana? „Stachu" został w końcu okiełznany?
- Kto panu coś takiego powiedział? Absolutnie nie było czegoś takiego, to typowe szukanie małych sensacji. W ogóle jeśli chodzi o dyscyplinę, to w Górniku mam fantastycznych chłopaków. Życzyłbym każdemu trenerowi tak zdyscyplinowanej i dobrze pracującej ekipy.

- Niemniej i grzecznym „górnikom" w męskich słowach też trzeba coś niecoś przekazać?
- Jak byłem zawodnikiem, to słuchałem. Teraz jestem trenerem, to decyduję o wszystkim. Pewne fundamentalne zasady w relacjach trener - zawodnik muszą obowiązywać. Oczywiście liczę się ze zdaniem zawodników, aczkolwiek nie na zasadzie kółka dyskusyjnego. Raczej preferuję indywidualne rozmowy. My, trenerzy, używamy różnych środków motywacyjnych, krzyk też jest czasami dobrą, może nawet jedyną, metodą w dotarciu do piłkarzy.

- Obecne siódme miejsce śląskiego beniaminka, czyli miejsce w środku ligowej stawki, usatysfakcjonowałoby pana na mecie sezonu?
- Nie chcę mówić o miejscach, bo jestem na tyle doświadczonym trenerem, że wiem, iż nie możemy stracić czujności. Gdy byliśmy na drugim miejscu w tabeli, widziałem, jak zagrzały się niektóre głowy, jak zachłyśnięto się tą pozycją. Tymczasem rzut oka na tabelę ujawnia, że mamy pięć punktów straty do wicelidera i pięć punktów przewagi nad znajdującą się na miejscu spadkowym Arką. Trzeba więc mieć się na baczności, bo dopiero wiosną gra się o miejsca. Jesienią zawsze walczy się o punkty.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online