Forum
 

Probierz: Tu było wesoło

- Gdy w Zabrzu ktoś chciał podwyżkę, to prezes Płoskoń potrafił z nim o to zagrać w ping-ponga. A innego z kolei od razu wyśmiewał - wspomina obecny trener białostockiej Jagiellonii.
W sobotni wieczór na stadion przy Roosevelta zawita aktualny lider ekstraklasy - Jagiellonia Białystok. Za jej trenerskimi sterami zasiada Michał Probierz, człowiek który w Zabrzu spędził bogaty rozdział swojej kariery. W barwach Górnika rozegrał 183 ligowe spotkania i zdobył siedem bramek.

» Nie wygląda pan na faceta specjalnie sentymentalnego. Rozumiem, że najbliższa wizyta w Zabrzu specjalnie elektryzująca nie jest...
- Akurat do Zabrza zawsze wracam z przyjemnością. To będzie już moja trzecia wizyta w tym mieście w roli trenera. Dwukrotnie gościłem tutaj jako szkoleniowiec Widzewa. Na boisku przy Roosevelta zostawiłem mnóstwo zdrowia. Wprawdzie jest tam teraz już inna, sztuczna murawa, ale miejsce to samo. I nie ukrywam, że żywię do niego bardzo duży sentyment.

» To w Zabrzu ma pan najwięcej przyjaciół i serdecznych znajomych na Śląsku?
- Jako mały chłopiec mieszkałem blisko Chorzowa i właśnie w tym mieście spędziłem większość czasu. Ale potem chodziłem do szkoły w Zabrzu. Mam bardzo wielu dobrych znajomych w obu tych miejscowościach. To takie połączenie dwóch środowisk, zróżnicowanych nie tylko pod względem wieku.

» W chorzowskim Ruchu spędził pan cztery lata, w Górniku - siedem. Który okres kariery wspomina pan z większą satysfakcją?
- Każdy z nich jest niezapomniany. Wcześniej kopałem piłkę w Gwarku Zabrze. Nigdy nie zapomnę pomocy, jakiej doświadczyłem ze strony Jana Kowalskiego. Potem w barwach Ruchu debiutowałem na poziomie ekstraklasy jako niespełna 18-letni zawodnik. Taką szansę dostałem do Jerzego Wyrobka i Albina Wiry. Do Górnika trafiłem ładnych parę lat później, już po krótkiej emigracji.

» No właśnie, kilka sezonów grał pan w piłkę w Niemczech. Dobra szkoła życia?
- Tak. Przede wszystkim nauczyłem się języka niemieckiego, co przydatne jest zawsze, a zwłaszcza komuś, kto prowadzi prace szkoleniową. Strona czysto sportowa? Ćwiczyłem z różnymi trenerami, zetknąłem się z różnymi stylami i jak to zwykle bywa - od każdego zaczerpnąłem coś pozytywnego.

» Jak to się stało, że po powrocie do kraju ponownie zameldował się pan w Zabrzu?
- Wiedziałem ,że wracam do Polski i wiedziałem, że chcę zakotwiczyć na Śląsku. Miałem tu chorego ojca, którym trzeba się było zaopiekować. Miałem dwie, może trzy oferty z kraju, ale ta z Górnika była najbardziej konkretna. Zabrzańscy działacze dostali informację, że wracam do rodzimej ligi i zaraz potem nawiązaliśmy kontakt. Szybko doszliśmy do porozumienia.

» To był zupełnie inny Górnik niż obecnie. Było biednie i skromnie...
- Tak, to były zupełnie inne czasy. Utrzymywaliśmy w ekstraklasie klub, w którym nie było pieniędzy. Pensje otrzymywaliśmy raz na kwartał. Tylko przez pierwsze trzy lata był dobrze, gdy prezesem był Stanisław Płoskoń. Jego firmy świetnie prosperowały i naprawdę nie mogliśmy narzekać. Generalnie było wesoło, bo gdy ktoś chciał podwyżkę wynagrodzeń, to prezes potrafił z nim o to zagrać na przykład w ping-ponga. A innego z kolei od razu wyśmiewał. Potem, gdy interesy prezesa nie szły już tak dobrze, nie inwestował w klub tyle, ile wcześniej. Ale w szatni wcale nie popsuło to atmosfery, bo przecież wszyscy jechali na tym samym wózku. Co innego, gdyby ktoś nagle dostał kontrakt trzy razy wyższy. Wtedy zawsze pojawiają się problemy...

» Koto zapamiętał pan najcieplej z tamtej ekipy?
- Świętej pamięci "Bolka" Niesyto, wówczas rzecznika prasowego. Ale ja pamiętam go jeszcze jako szefa internatu, w którym mieszkałem. Jeśli chodzi o boisko, to w jednym miejscu spotkała się grupa bardzo ambitnych ludzi. Do tej pory żałuję, że Adam Kompała nie dostał powołania do drużyny narodowej, bo - gdy sięgał po koronę króla strzelców - był naprawdę w kapitalnej formie. Poza tym - Jan Urban, Darek Dźwigała, Grzegorz Lekki, Robert Kolasa. W sumie nie chciałbym nikogo wyróżniać, by nie pomijać innych. Fajną karierę zrobił Andrzej Niedzielan, ale najwięcej z nas wszystkich osiągnął Ivica Kriżanać, który sięgnął po Puchar UEFA.

» Podobno koledzy z boiska słyszeli poważne deklaracje, że kiedyś zostanie pan trenerem...
- Zawsze chciałem zostać szkoleniowcem, już jako zawodnik prowadziłem zajęcia z młodzieżą. Pierwsze kursy trenerskie zaliczyłem podczas pobytu w Niemczech. Niedawno jeden z moich wychowanków zadebiutował w ekstraklasie. To Tomek Kasprzik, który w ubiegłym sezonie stanął w bramce Piasta Gliwice. Ale nie tylko w takich chwilach czerpię ze swojej pracy satysfakcję. Jako zawodnik na pewnym etapie zrozumiałem, że sukcesy nie są mi pisane. Jako trener sięgnąłem już po dwa trofea - Puchar i Superpuchar Polski. A to, rzecz jasna, nie koniec moich ambicji...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online