Forum
 

Marek Koźmiński: Nikt nie chciał, to wziąłem

Mówią o nim różnie, przeważnie źle. Lista zarzutów stawianych Markowi Koźmińskiemu jest długa, choć pełno w niej absurdów. Można nawet pisać o paradoksie. Bo na Roosevelta już dawno nie było tak spokojnie (jedyny minus to poślizgi w wypłatach - przyp. red.). Sukces jest umiarkowany, ale wrogowie już się pojawili i mnożą teorie. Mówią, że Górnik jest dla "Kozy" przykrywką do przeróżnych, nie związanych z futbolem interesów. Podobno handluje ziemią i nieruchomościami. Wytyka mu się również, że wyrzuca, zwalnia i tępi polskich piłkarzy. Że patrzy na wszystko przez pryzmat pieniądza. Dla mamony miał zapuścić korzenie w Brazylii i zatrudnić włoskiego trenera. "Kasa, misiu kasa" to ulubione powiedzenie trenera Janusza Wójcika, który wypromował Koźmińskiego jako piłkarza, więc może coś w tym jest. Ale po kolei.

- Wróciłem z Brazylii a teraz jadę do Włoch - mówi na początek Koźmiński. - Mogę odpowiedzieć na zarzuty, proszę atakować, bo ja umiem się bronić - prowokował.

- Nie chcę atakować, a jedynie skonfrontować stawiane panu zarzuty. Na początek jednak niech pan powie, czy to życie na walizkach nie przeszkadza panu w kierowaniu klubem?

- W żadnym wypadku, wszystko jest doskonale zorganizowane.

- Nie pasuje pan jednak do stereotypu działacza?

- Bo działacze już dawno umarli, to relikt epoki komunizmu.

- Czyli pan jest biznesmenem?

- Tak, bo klub to przedsiębiorstwo, w którym trzeba przestrzegać reguł rynku.

- Dlatego wykosił pan polskich zawodników?

- A kogo wykosiłem? Proszę o nazwiska?

- Paweł Pęczak, Piotr Gierczak, to były do niedawna pierwszoplanowe postacie Górnika. Kibice chcieli, by "Pęki" został.

- Pęki był u nas dwa lata, ale ostatnio leczył kontuzję. Za pół roku kończył mu się kontrakt. Czy było sens go przedłużać?

- Z biznesowego punktu widzenia może i nie, ale mówimy o ludziach.

- Poprzedni zarząd kupił Pęczaka, zapłaciliśmy za niego czterysta tysięcy złotych. Do nikogo nie mam pretensji, ale chyba mogę to zmienić.

- I lekką rączką pozbył się pan piłkarza, który tak drogo kosztował? To marnotrawstwo.

- Miał jeden z wyższych kontraktów, dlatego nie straciliśmy, a jedynie oszczędziliśmy sobie zbędnych wydatków. Poza tym, czy miałem blokować miejsce młodemu Felipe, który się rozwija i jest znacznie tańszy w utrzymaniu?

- Czyli liczy się rachunek ekonomiczny?

- Dokładnie, dlatego rozstaliśmy się również z Gierczakiem.

- Który jesienią nie grał, bo musiał ustąpić miejsca napastnikom z zagranicy?

- To chyba jednak lekka przesada. Przed sezonem myśleliśmy o parze atakujących Gierczak - Adrian Sikora, ale w praniu to nie wyszło. Poza tym, czy pan wie ile Gierczak strzelił goli w ostatnich dwóch latach? Analizowałem to, on zdobył dwie bramki.

- Brakowało mu polskich przyjaciół, bo ich miejsce zajęli ludzie z zagranicy.

- Jesienią grało trzech obcokrajowców, choć mogło grać dwa razy tyle. Wiosną to zmienimy i dopiero podniesie się lament.

- A ile ma pan z tego, że obcokrajowcy grają w Górniku?

- Ktoś chyba puszcza złe informacje, bo kasę dostajemy jedynie od Interu Mediolan. Oni płacą nam za Dimitara Makriewa, ale wysokość stawki jest uzależniona od ilości występów.

- Inter płaci wam miesięcznie około czterdziestu tysięcy euro?

- Troszkę mniej, ale ta kwota jest bliska prawdy.

- Dlatego Makriew gra.

- Gra, bo jest młody i utalentowany. Zobaczy pan, że wiosną jego talent eksploduje. Ta runda może należeć do Bułgara.

- To jaki układ jest z pozostałymi piłkarzami?

- Układ to złe słowo, kojarzy mi się z polskim zaściankiem. Jednak powiem, że Vladimir Sladojevic i trzej piłkarze z Brazylii są w pełni na utrzymaniu Górnika. Inaczej wygląda sprawa z Japończykiem Kimitoshim Nogawą, który jest naszym piłkarzem, ale opłacamy mu tylko mieszkanie i wyżywienie.

- A kto daje resztę? Co kryje się pod hasłem tajemniczy fundusz inwestycyjny z Liechtenstainu?

- Tajemnicze to może być tylko w naszym kraju. Nie mogę powiedzieć o jaki fundusz chodzi.

- A wie pan, że prostemu człowiekowi ta tajemnica kojarzy się z przekrętem?

- Sam pan jednak przyzna, że trochę to głupie. Jest sponsor, daje pieniądze, obie strony mogą na tym skorzystać.

- Szkoda tylko, że straciliście najlepszego z obcokrajowców, Aco Stojkova?

- A co miałem zrobić? Chłopak powiedział, że nie chce grać dłużej u nas. Postawił się również Interowi.

- To może lepiej byłoby postawić na młodych chłopaków z Gwarka, a nie piłkarzy, którzy grają u nas z musu?

- Stojkov to jedyny przypadek, poza tym z Gwarkiem już od dawna chcemy się dogadać. Teraz mogę powiedzieć, że jest porozumienie. Będziemy płacić za jednego piłkarza czterdzieści tysięcy złotych, choć dla Górnika to żaden interes.

- Gwarek to jednak kuźnia talentów.

- Ale młodych, zdolnych mogę wziąć z zagranicy za darmo. I niech nikt mi nie wmawia, że chcę wykosić Polaków, że robię w Górniku jakieś swoje interesy. Już dwa lata temu klub był do wzięcia, ale powiedziałem "nie". Przez ten czas jakoś nie znalazł się chętny, by ten interes rozruszać.

- Dla Ślązaków zawsze pan jednak będzie Krakusem.

- To pytam, dlaczego Ślązacy dopuścili do tego, by Krakus rządził Górnikiem? Nikt tego klubu nie chciał, dlatego go wziąłem. A wcale nie musiałem, w końcu nie urodziłem się w Zabrzu, nigdy wcześniej w Górniku nie grałem. Jeśli teraz ktoś mi coś zarzuca, to nie jest poważny. Dwa lata temu sytuacja na Roosevelta była dramatyczna, teraz płacimy najwyższe kontrakty na Śląsku.

- Dajecie powyżej stu tysięcy?

- Dajemy grubo powyżej stu tysięcy.

- A ile macie kontraktów na tym poziomie?

- Niech pan zgadnie?

- Dziesięć?

- Trafił pan idealnie. W przypadku Górnika dziesięć kontraktów na takim poziomie to naprawdę dużo, na więcej nas nie stać. Właśnie, dlatego odszedł Sikora. On przyszedł i powiedział, że Groclin daje mu dwa razy więcej. Nie mogliśmy tej oferty przebić, bo na to Górnika nie stać.

- Nie licytujecie się z mocniejszymi, ale długi macie?

- Jednak co to za długi? Drużyna już dostała pieniądze za połowę grudnia, na dniach wyczyścimy wszystko do zera.

- Marka Piotrowicza mogliście jednak oszczędzić.

- Gdzie jest napisane, że ktoś ma pracować całe życie w jednym miejscu? Zresztą Marka nikt nie wyrzucał, po prostu nie przystał on na nowe warunki kontraktu.

- Czyli nie było tak, że złożyliście mu ofertę nie do odrzucenia?

- Nie, po prostu Marek nie zgodził się na szerszy zakres obowiązków. Sytuacja rodzinna mu na to nie pozwalała i rozstaliśmy się. Czy słyszał pan, żeby on teraz na nas narzekał? Nie, bo nie ma powodu.

- A skąd wziął się pomysł z zatrudnieniem w sztabie trenerskim Włocha?

- Pierwszy mój kontakt w tej sprawie to był Ryszard Szul, specjalista, który pomaga Wiśle. Chcieliśmy zatrudnić kogoś takiego u siebie, ale w Polsce nie ma zbyt wielu fachowców. Mam znajomości we Włoszech, dlatego właśnie tam poprosiłem o pomoc w znalezieniu odpowiedniego kandydata. Wskazano mi trzech ludzi. Porozmawiałem z nimi i wybrałem tego jednego.

- A wie pan, że ktoś powiedział, że z Paolo Terziottim zna się pan od dawna.

- To jakaś bzdura.

- Podobno prowadziliście we Włoszech wspólne interesy, handlowaliście ziemią, albo nieruchomościami?

- Nie robiliśmy żadnych interesów, a Włocha ściągnąłem, bo w tej lidze przez długie lata grałem. Gdybym występował w Niemczech to pewnie teraz pytalibyście o Niemca, ale nie dziwcie się, że sięgam po dobrze mi znane wzorce.

Rozmawiał Dariusz Ostafiński

źródło: Przegląd Sportowy



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online