Forum
 

Miała być twierdza

Więcej porażek na własnym boisku od zabrzan poniosły jesienią dwie drużyny - MKS Kluczbork i Stal Stalowa Wola.
To miała być twierdza. Nie dość, że Górnik - obok Widzewa - był pod względem sportowym zdecydowanym faworytem do jednego z dwóch miejsc premiowanych awansem do ekstraklasy, to jeszcze dziesięć z siedemnastu meczów grał jesienią na własnym boisku. Przy największej widowni w Polsce. Co z tego wyszło? 

Sygnał ostrzegawczy

- Przyznam, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem - twierdzi Andrzej Orzeszek, były piłkarz Górnika. - Nie liczyłem, że to będzie spacer, bo było oczywiste, że zespoły grające w Zabrzu skupią się na obronie, a Górnik nie ma takiego potencjału, by atakiem pozycyjnym rozbić każdą defensywę. Jednak trzy porażki to bardzo dużo. Za dużo jak na zespół z takimi ambicjami.

Kiedy w Zabrzu przed sezonem liczono możliwe do zdobycia punkty, przede wszystkim brano pod uwagę właśnie dziesięć meczów granych w Zabrzu. Przy bardzo korzystnym układzie tylko te spotkania mogły przynieść Górnikowi 30 punktów, czyli tyle, ile ostatecznie zdobył w meczach... siedemnastu!

Początek był imponujący. Co prawda w inaugurującym sezon meczu z KSZO to goście pierwsi strzelili gola, ale potem.... Górnik trafił w czterech meczach siedem razy, a Sebastian Nowak w ogóle nie wyciągał piłki z siatki. Wtedy zaczęto mówić o „twierdzy Zabrze”. Na tych meczach było średnio po 15000 widzów, a frekwencja na wygranych derbach z GKS Katowice przekroczyła 20000. Jednak już ostatnie z tych spotkań było sygnałem ostrzegawczym. Przeciętna Sandecja Nowy Sącz przegrała 0:1, ale w doliczonym czasie gry Górnika przed utratą gola uratowała poprzeczka. - Zagraliśmy bez kompleksów. W takich meczach to Górnik musi atakować i wygrywać. Dla gości każdy inny wynik to ogromny sukces. U siebie nie gramy przy takiej oprawie. Czy to deprymuje? Odwrotnie. To mobilizuje - mówił po spotkaniu Arkadiusz Aleksander, były zresztą gracz Górnika.

Mogło być... gorzej

W końcu gospodarze przegrali. 1:3 z Pogonią Szczecin, pewnie po najsłabszym meczu rundy. Tym samym cała liga dostała czytelny sygnał, że w Zabrzu też można walczyć o trzy punkty. - Jestem daleko od Górnika i pierwszej ligi, ale śledzę, co się dzieje - mówi Dariusz Dźwigała, przed laty kapitan Górnika. Co się stało? Przed sezonem chyba wszystkim wydawało się, że Górnik to inna bajka. Szczot, Gorawski, Bonin... Kilka drużyn przegrało z nimi już w szatni. Kiedy widzieli jak radzi sobie w Zabrzu Pogoń i jakie błędy popełnia Górnik, wszyscy uwierzyli, że mogą być następni.

Górnik po wygranej z Sandecją grał u siebie jeszcze sześć razy. I wygrał tylko dwa, ledwie jedną bramką, po prawdziwych męczarniach. Co więcej, dwa razy niemal urwał się „ze stryczka”. W spotkaniu z Motorem Lublin goście prowadzili, długo był remis, a gola na wagę trzech punktów zapewnił strzał rozpaczy Bonina w 25 metrów. W 89 minucie gry. - Przyznam, że nawet nie patrzałem. Zamknąłem oczy i strzeliłem w kierunku bramki - mówił strzelec.

W meczu z ŁKS fart był jeszcze większy, choć trzeba docenić klasę uderzenia Pawła Strąka, który - przy stanie 0:1 - w 90 minucie oddał fantastyczny strzał z 30 metrów. Zabierając te punkty, biorąc pod uwagę pecha Sandecji, Górnik mógłby mieć dziś jeszcze cztery punkty zdobyte u siebie mniej.

Trzy ostatnie mecze to już koszmar. 1:1 z ŁKS i dwie kolejne porażki. Najpierw z Dolcanem, potem z Widzewem. - Super się tutaj grało. Ludzie, atmosfera... Nie baliśmy się Górnika. Jest w dołku i sportowo jest słabszy niż Widzew - to słowa Macieja Tataja, autora zwycięskiego gola dla Dolcanu.

Trudne zadanie

Łukasz Juszkiewicz, były gracz Górnika, a dziś Widzewa, po ostatnim meczu mówił krótko: - My najlepiej gramy przy pełnych trybunach. To bardziej mobilizuje niż mecz w Kluczborku, choć oczywiście nie powinno tak być. Poza tym chyba jesteśmy dziś od Górnika lepsi. Kibiców mają super, ale na boisku grają piłkarze - przyznał Juszkiewicz.

Takie wyniki Górnika to nie przypadek. Zespół kończył rok praktycznie bez ataku. Po serii kontuzji nie miał kto strzelać gole. Podobnie jak brakowało w drugiej linii kreatywnych piłkarzy, którzy potrafiliby sprawić przewagę Górnika grającego atakiem pozycyjnym. Przeciwko Widzewowi, także z powodu szczupłości kadry, grało trzech defensywnych pomocników, a w ataku nieopierzony, choć na tle kolegów wcale nie najsłabszy Robert Trznadel.

Ostatecznie zabrzanie zdobyli u siebie „tylko” dziewiętnaście punktów, czyli tyle samo co lider Widzew. Dlaczego więc „tylko”? Ten ostatni grał w Łodzi siedem razy i nie przegrał. Więcej punktów, przy mniejszej liczbie meczów zdobyły przed własną publicznością Pogoń, ŁKS, Sandecja (!), czy Dolcan grający dla 200 kibiców. Będąca w strefie spadkowej Łęczna wywalczyła tylko dwa „oczka” mniej niż Górnik. Mało tej wyliczanki? Tylko dwa zespoły, Kluczbork i Stalowa Wola - w tabeli ostatnia - przegrywały na własnych boiskach częściej niż Górnik.

Ostatni mecz zabrzanie zagrają na Roosevelta bez kibiców. Będzie o punkty jeszcze trudniej? Wiosną zdecydowaną większość meczów, w tym z zespołami będącymi w tabeli przed Górnikiem podopieczni Ryszarda Komornickiego zagrają na wyjazdach. Zresztą cała trójka (Widzew, Dolcan i Pogoń) wygrywała jesienią w Zabrzu, co pokazuje jak trudne czeka zabrzan wiosną zadanie. Mówiąc szczerze, na dziś mało wykonalne.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online