Forum
 

Sport: Strąk strong

Fantastyczny strzał defensywnego pomocnika pozwolił zabrzanom uratować punkt. I zrekompensował męczarnię, jaką przeżywali piłkarze na boisku oraz ich fani na trybunach.
Była 89 minuta meczu, Górnik przegrywał 0:1 i tak naprawdę nic nie wskazywało na to, że może doprowadzić do wyrównania. Przy mądrze grającej drużynie z Łodzi, gospodarze nie potrafili stworzyć żadnej okazji bramkowej. Wtedy piłka trafiła do Pawła Strąka, który zdecydował się na „atomowe” uderzenie z 25 metrów. Piłka wpadła pod poprzeczkę bramki Bogusława Wyparły. Zabrzanie poszli za ciosem i po minucie mogli strzelić nawet zwycięską bramkę. Inna rzecz, że na wygraną tego dnia nie zasłużyli. ŁKS pokazał, że droga do stworzenia w Zabrzu choćby solidnej i przewidywalnej drużyny jest jeszcze bardzo daleka.

To goście stworzyli tego dnia więcej okazji bramkowych. Gdyby po godzinie gry prowadzili 2-0, pewnie Górnik nie byłby w stanie wstać z kolan. A szansę ku temu mieli łodzianie wyborną. Górnikowi nie wyszła pułapka ofsajdowa. Najpierw Tomasz Hajto przegrał sytuację sam na sam z Sebastianem Nowakiem, a po chwili Damian Nawrocik nie trafił do pustej bramki. - To się na nas zemściło - przyznał po spotkaniu Hajto, którego zagraniom towarzyszyły gwizdy.

Jak padł gol na 1-0 dla ŁKS? Nie popisał się Nowak, który przed siebie wybił piłkę po strzale Mariusza Mowlika. Przed siebie i idealnie pod nogi Adriana Świątka. Gol był formalnością. - Oczywiście, że powinienem zachować się lepiej. Mój błąd, ale piłka dostała jakiejś dziwnej rotacji - stwierdził Nowak. Wcześniej obie drużyny stworzyły po jednej okazji bramkowej. Bliscy szczęścia byli Świątek i Pitry. Nowak zrehabilitował się pierwszy raz w 44 min, kiedy kapitalnie obronił strzał głową Gikiewicza. Bodzio W. z kolei został wyręczony przez Marcina Adamskiego, który z linii bramkowej wybił strzał Grzegorza Bonina.

Górnik po trzech wygranych tym razem zagrał bardzo przeciętnie. Ryszard Komornicki nie zmienił składu, który pewnie ograł tydzień wcześniej Stalową Wolę i zagrał jednym napastnikiem. Tylko, że w sobotę poprzeczka zawieszona była znacznie wyżej. Nie radził sobie w środku drugiej linii Piotr Madejski, Górnik nie miał żadnego pomysłu na dobrze grających w defensywie łodzian.

Druga połowa? Więcej niż przeciętna. Z dobrze broniącym się ŁKS i kompletnie nieporadnym Górnikiem. Siłę ataku miał wzmocnić Alesz Besta, ale szybko doznał kontuzji i zszedł z boiska. Grając z urazem, źle dograł piłkę do Przemysława Pitrego. Była 53 minuta gry i lepszej okazji zabrzanie już do końca meczu nie stworzyli. ŁKS przeciwnie. Przynajmniej trzy razy mógł podwyższyć na 2-0. Strzał Strąka na 1-1 to inna bajka, nijak nie odpowiadająca dyspozycji Górnika z soboty. - Stracona bramka w pierwszej połowie spowodowała, że ŁKS czekał na kontry, a my atakowaliśmy bez rezultatu. Mieliśmy jakieś sytuacje, ale na pewno nie były one dogodne - przyznał po meczu Bonin.

Po meczu więcej radości niż wynik meczu rozegranego w Zabrzu wywołała informacja o przegranej Widzewa w Kluczborku. - W tak słabej lidze Górnik jest skazany na awans. Pytanie tylko, co dalej. Taka gra w ekstraklasie nie ma prawa przynieść sukcesu - można było usłyszeć z ust wielu byłych graczy Górnika, którzy siedzieli na trybunie.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2019 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online