Forum
 

Pitry: Cieszymy się z punktów, ale na pewno nie z gry

Sensacja była blisko. Skazywani na pożarcie zawodnicy MKS-u opuszczali boisko przy owacji trybun, ale ze łzami w oczach. - Mieliśmy masę szczęścia - przyznał trener Górnika, Ryszard Komornicki.
W końcówce tego meczu można było odnieść wrażenie, że to drużyna z Kluczborka jest w ścisłej czołówce tabeli, a zabrzanie pałętają się w jej ogonie. Gospodarze nie przestraszyli się faworyzowanych rywali i zagrali swe najlepsze spotkanie w tym sezonie, ale znów nie zdobyli punktów. - Dzielnie walczyliśmy i powinniśmy ten mecz wygrać - przekonywał załamany Arkadiusz Półchłopek. - Jest mi bardzo przykro. Skuteczność mam fatalną i nie potrafię się przełamać. Cała drużyna zagrała naprawdę super, ale ja zawiodłem.

Rezerwowy napastnik MKS-u był w tej samoocenie nad wyraz surowy. Znacznie wzmocnił bowiem siłę ofensywną beniaminka i faktycznie mógł wpisać się na listę strzelców. Tuż po wejściu na boisko w podbramkowym zamieszaniu piłkę spod nóg wyłuskał mu Sebastian Nowak, a w 75 min minimalnie chybił z 10 metrów. Nie były to jednak sytuacje zasługujące na miano czystych „setek”. Taką już w doliczonym czasie gry zmarnował Tomasz Jagieniak, główkując z bliska wprost w bramkarza gości. W ślady swego kapitana poszedł Waldemar Sobota. Otrzymał kapitalne podanie od Patryka Tuszyńskiego, ale znakomicie zachował się Sebastian Nowak, ratując skórę nie tylko kolegów, ale i swoją. Golkiper zabrzan szczególnie w I połowie interweniował na przedpolu bardzo niepewnie, co przy większym zdecydowaniu gospodarzy mogło skończyć się dla Górnika fatalnie. W 13 min Nowak wybił futbolówkę wprost pod nogi Tomasza Kazimierowicza, ale ten uderzył zbyt lekko. Tuż przed przerwą natomiast „wypluł” przed siebie niegroźne dośrodkowanie Marcela Surowiaka. Na szczęście dla golkipera zabrzan szybsi od Patryka Tuszyńskiego okazali się jego partnerzy z defensywy. - Nie mogę czuć się bohaterem tego spotkania, bo niepotrzebnie sprokurowałem kilka groźnych sytuacji - przyznał Sebastian Nowak. - Wygraliśmy dość szczęśliwie, bo Kluczbork miał w tym meczu lepsze sytuacje i mógł strzelić bramkę.

„Złoty” gol padł w najmniej oczekiwanym momencie. W 34 min wydawało się bowiem, że kluczborczanie odparli ataki lidera i zaczęli nabierać wiatru w żagle. Grzegorz Bonin wykorzystał jednak moment dekoncentracji stoperów MKS-u, wrzucając piłkę za ich plecy, a wprost pod nogi Przemysława Pitrego. 28- letni napastnik ze spokojem położył Krzysztofa Stodołę i wepchnął futbolówkę do pustej bramki. - Grzegorz zagrał mi idealnie i naprawdę grzechem byłoby tego nie wykorzystać - stwierdził Pitry. - Cieszymy się ze zdobytych punktów, ale na pewno nie z gry.

Z postawy swych pupili nie była też zadowolona ok. 900-osobowa grupa kibiców Górnika, która po meczu po prostu… wygwizdała zespół. Kluczborczanie natomiast opuszczali plac gry przy owacji pękających w szwach trybun. - Ale cóż z tego, skoro znów straciliśmy głupią bramkę i przegraliśmy - mówił ze łzami w oczach 19-letni Patryk Tuszyński. Nie tylko dla niego, ale i większości kolegów z drużyny gra przed kamerami TVP Sport była czymś nowym. I z pewnością kluczborczanie swym występem wstydu nie przynieśli. - Górnik na pewno był do ogrania - smutno zwieszał głowę Marcel Surowiak. - Wyszła jednak klasa tego zespołu, bo stworzył praktycznie jedną sytuację i wygrał. Jeżeli poprawimy skuteczność, to w takich meczach po prostu będziemy zgarniać pełną pulę.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online