Forum
 

Wałdoch: Liga bez Górnika i jego kibiców byłaby trochę ułomna

- Mając takich fanów, kiedy jest się na ostatnim miejscu w tabeli, miasto może budować nowy stadion na 30000 ludzi. Będzie pełny i jeszcze na siebie zarobi - twierdzi Tomasz Wałdoch.
Znakomity przed laty obrońca Górnika, potem Bochum i Schalke, a przede wszystkim reprezentacji Polski, pierwszy raz od lat pojawił się w sobotę na meczu przy Roosevelta, gdzie przez 6 sezonów występował jako wchodzący w wielką piłkę zawodnik. Okazją do odwiedzin Zabrza i Śląska było zaproszenie na komunię dziecka Artura Płatka, wielkiego przyjaciela Wałdocha, jeszcze z lat gry w Zabrzu. Choć ten ostatni był gwiazdą drużyny, a Płatek nigdy nie wyszedł poza drużynę rezerw 14-krotnego mistrza Polski, między młodymi piłkarzami wtedy zaiskrzyło. Przyjaźń rodzin trwa do dziś, Płatek skorzystał na układach Wałdocha w Schalke, gdzie kilka razy był na stażach, o jakich większość trenerów może tylko pomarzyć.

» To przyjaciel miał ciekawą niedzielę. Najpierw komunia, potem mecz...
Tomasz Wałdoch: - Faktycznie. Dobrze, że uroczystości w kościele odbyły się do południa, a trenerem jest w Krakowie. Wrócił późno wieczorem, ale bardzo szczęśliwy. Nie zapomni tego dnia pewnie bardzo długo. Najpierw komunia, potem cenna wygrana - to nie zdarza się często.

» Dzień wcześniej był pan na Roosevelta. Po raz pierwszy od...?
- Raz w ostatnich latach byłem w klubie, ale w tygodniu, kiedy było pusto i spokojnie. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale na meczu Górnika byłem ostatni raz w październiku 1994 roku, czyli 15 lat temu. Był to mój ostatni występ w barwach Górnika. Zremisowaliśmy z Widzewem 1:1, a ludzi było znacznie mniej niż w sobotę. Potem kilka razy grałem na Górniku z kadrą. Podczas jednego ze spotkań zostałem nawet... ojcem.

» Ludzie jeszcze pana poznają?
- Aż tak się pewnie nie zmieniłem. Sporo osób podeszło, przypomnieli dawne czasy, rozdałem trochę autografów.

» I siadł pan niepostrzeżenie w ostatnim rzędzie.
- Takie dostałem wejściówki. Kiedy dowiedziałem się, że w sobotę jest mecz, to zacząłem organizować bilety. W przerwie porozmawiałem z panią prezydent Zabrza, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Widać, że jest w to wszystko bardzo zaangażowana, Górnik leży jej na sercu. I nawet się nie dziwię.

» To znaczy?
- Jestem przyzwyczajony do realiów Bundesligi, a tam nawet 30000 na meczu ostatniej drużyny to jest norma, ale... Naprawdę byłem pod ogromnym wrażeniem. Pełny stadion, kapitalny doping, przede wszystkim wtedy, kiedy Górnik miał na boisku problemy. Atmosfera meczu i jego oprawa były fantastyczne, na poziomie europejskim. Grałem w Górniku z wielkimi piłkarzami, byliśmy wicemistrzem Polski, ale coś takiego nie zdarzało się przed laty często. Ludzie mieli świeżo w pamięci wielkie sukcesy, a teraz są ich głodni. Dziś słyszę, że to jest norma. Mając takich fanów, kiedy jest się na ostatnim miejscu w tabeli, miasto może spokojnie, ale szybko, budować nowy stadion na 30000 ludzi. Będzie pełny i jeszcze na siebie zarobi.

» Ogląda pan polską ligę?
- Nie mam polskiej telewizji. Dlatego wszystko było dla mnie nowe. Szczególnie wspomniana otoczka.

» Poziom?
- Nie chcę oceniać piłkarzy po jednym meczu, choć na pewno trudno w polskiej lidze o wybitny mecz, szczególnie kiedy grają drużyny zagrożone spadkiem. Z drugiej strony... Dramaturgia ogromna, sporo sytuacji, zmieniająca się atmosfera. Kibic dostał to, co lubi najbardziej, a przecież część mogła się zastanawiać, bo w telewizji mieli Real z Barceloną. Wybrali polską ligę i pewnie nie żałują.

» Twarz jakiegoś piłkarza pan rozpoznał?
- Tak. Marka Piotrowicza, Marka Kostrzewy, a z trenerów tylko Marcina Bochynka i Henryka Kasperczaka. Piłkarzy grających oczywiście nie znam, ale siedziałem w towarzystwie dwóch przyjaciół, którzy sporo mi podpowiadali. Chwalili Banasia, a z racji mojej gry na środku obrony akurat piłkarzy grających na tej pozycji oglądam szczególnie uważnie. Dobry piłkarz. Trzyma defensywę i ma charakter. Zresztą drugi środkowy obrońca też grał pewnie. Może trochę w cieniu Banasia, ale był skuteczny.

» Cracovia Płatka zagrożona, Górnik zagrożony...
- I jeszcze chyba sześć innych klubów. Wierzę gorąco, że akurat te dwa nie spadną. Nawet wrogowie Górnika muszą przyznać, że bez niego i jego kibiców liga byłaby trochę ułomna. Podobnie jak liga bez Ruchu, Legii czy Wisły. W Niemczech nikt nie życzy spadku klubom, które tworzą legendę ligi, ściągają na trybuny po 40-50 tysięcy ludzi.

» Przy okazji, oferty pierwszego trenera Schalke panu jeszcze nie zaproponowano?
- Jeszcze nie. Cały czas pracuję z juniorami, a niebawem zaczynam kurs trenerski w Kolonii, po którym - za 10 miesięcy - będę mógł prowadzić każdy klub w Bundeslidze, co oczywiście możliwe jest tylko w teorii. Schalke rozmawia z Felixem Magathem, który na razie jest na dobrej drodze do wywalczenia z Wolfsburgiem mistrzostwa Niemiec.

» I odszedłby z klubu?
- Dlaczego nie? Czasami odejście w chwili największego sukcesu jest najlepszym rozwiązaniem. Zapamiętają cię na lata, a Schalke to wielkie wyzwanie i klub niespełniony, bo wciąż czekający na mistrzostwo. Ma wielki stadion, fantastycznych kibiców i wielką historię. I czeka na sukces. To trochę tak jak Górnik.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online