Forum
 

Polski Ajax

Rok 2003 w życiu Marka Koźmińskiego okazał się przełomowy. Piłkarz, który jeszcze kilka miesięcy wcześniej był reprezentantem Polski i w końcu na koreańskich mistrzostwach świata uczestniczył we wszystkich trzech potyczkach biało-czerwonych, po 10 latach gry w zagranicznych ligach wrócił do rodzinnego kraju. 45-krotny reprezentant kraju pojawił się wiosną na boisku jako zawodnik Górnika, żeby po paru miesiącach zostać właścicielem zabrzańskiego klubu. - Nie powiem, że to była łatwa decyzja - mówi Marek Koźmiński. - Jako 32-letni piłkarz czułem się jeszcze na tyle mocny, że w każdym polskim klubie wywalczyłbym miejsce w wyjściowej jedenastce. Z drugiej jednak strony doszedłem do wniosku, że czas najwyższy pomyśleć o tym, co ważnego w życiu mogę jeszcze zrobić po zakończeniu kariery. I wtedy właśnie nadarzyła się okazja kupienia akcji Górnika Zabrze. Długo się zastanawiałem. Brałem pod uwagę wszystkie za i przeciw, dyskutowałem o tym z zaufanymi ludźmi, aż wreszcie uznałem, że przejmując stery w zabrzańskim klubie znajdę coś, co będzie w sam raz dla mnie.

Nietypowe działanie

Z kapitańskiego mostka Marek Koźmiński patrzy daleko przed siebie i stosuje nowatorskie metody. Szlagierem na transferowym rynku okazało się sprowadzenie do Górnika piłkarzy z rezerw Interu Mediolan. Nie dość, że zespół Waldemara Fornalika wzmocniła dwójka niezłych, jak na polską ligę, napastników: Aco Stojkov i Dymitar Makriew, to jeszcze Włosi ich utrzymują i płacą za to, że ich zawodnicy mogą grać w zabrzańskiej drużynie.
- Może dla polskich kibiców to jest coś niespotykanego, ale we Włoszech, z których ściągam wzory, tak się robi - dodaje właściciel Górnika. - Zawodnicy z szerokiej kadry Interu u nas mogą grać w ekstraklasie, promować się, rozwijać swoje umiejętności. Za to się płaci i to kwoty, które pozwoliły nam utrzymać całą piątkę obcokrajowców sprowadzoną latem do Zabrza.

Włoskie znajomości

Na każdy prezes, czy właściciel klubu w Polsce, może jednak iść tą drogą. Marek Koźmiński ma tę przewagę nad innymi polskimi działaczami, że zna włoską piłkę i sam jest tam rozpoznawalny niemal na każdym kroku. W Udinese i Bresci ma przyjaciół.
- A w dyrektoriacie Interu mam kolegę z boiska - wyjaśnia Marek Koźmiński. - Oczywiście, że gdyby nie te znajomości, nie mógłbym sobie pozwolić na takie stawianie sprawy. Nie znaczy to jednak, że wykorzystuję mediolański klub. Współpracujemy. Ja wiem, co im mogę zaoferować i jakie z tego oba kluby mogą mieć korzyści. Moja strategia jest następująca: jesteśmy biednym klubem. Możemy więc, albo żyć ponad stan, ale na krótka metę, albo wybiegając myślami w dalszą przyszłość starać się wyszukiwać talenty i pracować z nimi. Znalezienie diamentu to tylko pierwszy etap. Oszlifowanie go i umiejętne oprawienie powoduje, że w sklepie jubilerskim osiąga wielką wartość. Tym się właśnie chcę zająć. Ajax Amsterdam jest z tego słynny. Górnik, którego nazwa i godło rozpoznawalne są w Europie, też może iść tą samą drogą.
Polski Ajax to brzmi atrakcyjnie, ale nie o marketingowe chwyty chodzi Markowi Koźmińskiemu. Każdy jego dzień wypełniony jest telefonami i podróżami. Terenowy mercedes przemierza setki kilometrów po polskich drogach i zajeżdża na parkingi stadionów, na których grają reprezentacje juniorów. We Włoszech właściciel Górnika woli używać porsche. Ale nie stroni także od samolotów, bo jakby zresztą inaczej dotarł szybko do Brazylii. A był tam osobiście wyłowić młodych zawodników, których przez grę w Górniku chce przystosować do występów w europejskiej piłce i zarobić na ich sprzedaży, żeby klub się mógł rozwijać.

Cenę dyktuje rynek

- Piłkarz jest swojego rodzaju towarem - wyjaśnia Marek Koźmiński. - Nieznany Andrzej Niedzielan przez rok gry w Górniku wypłynął na reprezentacyjne wody, a dzisiaj ma oferty z zagranicznego klubu. Adrian Sikora, jeżeli otrzymamy konkretną ofertę, też nie będzie u nas trzymany za rękaw. Cenę dyktuje rynek dlatego nie mogę teraz powiedzieć, że za naszego reprezentacyjnego zawodnika chcemy jakaś konkretną kwotę. Na razie nie ma ofert, więc nie ma także ceny. Klub musi jednak dać szansę rozwoju piłkarzowi. Niech idzie dalej, wyżej, do lepszego klubu, a my też na tym skorzystamy. Ten kij ma jednak także drugi koniec. To znaczy, że zawodnicy, którzy nie spełniają naszych oczekiwań, muszą się liczyć z tym, że im podziękujemy, znajdziemy inną drużynę, w sumie też dla ich dobra. Być może gdzie indziej uda im się zabłysnąć. A my z tymi, w których będziemy inwestować, chcemy w polskiej lidze odegrać znaczną rolę. Do czwartego miejsca w tabeli mamy tylko 2 punkty straty. Możemy więc optymistycznie patrzeć w przyszłość spłacając stare długi i szukając sponsorów. Dlatego witając 2004 rok w gronie najbliższych przyjaciół będę sobie życzył tylko zdrowia. Jeżeli ono dopisze, z codziennymi problemami wezmę się chętnie za bary.
Do Zabrza w 2004 roku przyjeżdżać będą młodzi polscy zawodnicy. Sprowadzeni zostaną do Górnika także kolejni Brazylijczycy, którzy chcą rozpocząć marsz ku piłkarskim wyżynom. Dwóch, a może trzech zamelduje się u trenera Waldemara Fornalika 13 stycznia. Za kilka miesięcy, a może za klika lat okaże się, że właśnie Marek Koźmiński jest posiadaczem piłkarskiego talentu. (przepisał: TomeKSG)

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online