Forum
 

Hajto: Syn mnie pochwalił

» Strzelił pan w meczu z Polonią „bramkę roku”. Co działo się potem?
Tomasz Hajto: - Było sporo SMS, telefonów... Generalnie mnóstwo śmiechu, ale też satysfakcji. Wiem, że cieszyła się cała Łódź, bo dzięki naszej wygranej są bliżej Polonii w tabeli. Syn powiedział, że gol był super i krąży ponoć w internecie. W sumie sympatycznie, ale – mówię to z ręką na sercu – wolałbym, byśmy wygrali po golu Tomka Moskala czy Darka Stachowiaka. Potrzebują ważnego gola w ważnym meczu. Byłoby im łatwiej, a są to piłkarze, których potrzebujemy.

» Zanim porozmawiamy o Górniku, jeszcze dwa zdania o tym, co wydarzyło się w Bytomiu. Osoby, które obserwują pana na treningach twierdzą, że kiedyś musiało to nastąpić.
- Mogło już w meczu z Jagiellonią, ale nie trafiłem czysto w piłkę i Radek Kałużny piłkę wybił. To prawda, że od lat ćwiczę takie zagrania. Zawsze była to moja dobra strona, a takie rzeczy trzeba pielęgnować. W Schalke stawaliśmy na połowie i celowaliśmy w poprzeczkę. Kilka razy trafiłem. Nie ma piłkarza idealnego, każdy ma dwie-trzy rzeczy, którymi może się pochwalić, ale których nie byłoby, gdyby nie ciężki i wytrwały trening. Samo nic się nie zrobi. W moim wypadku są to długie, często 50-metrowe podania na „nos”. Do Boehmego w Schalke, teraz do Madejskiego czy Gołosia. W Polonii była to nieco inna wersja, czyli bezpośrednio na bramkę.

» Legendy krążą o pana golu strzelonym w Hiszpanii. Faktycznie, taki ładny?
- Powiem nieskromnie, że tak. W Bytomiu to był lob. W Hiszpanii do bramki miałem około 40 metrów i ewidentnie strzelałem. Piłka leciała około 2,5 metra nad ziemią. Bramkarz zgłupiał, bo jak nowe piłki są niedopompowane, to lecąc z wiatrem potrafią wyczyniać w powietrzu cuda.

» Ustawimy panu piłkę na środku boiska. Na dziesięć prób wpadnie...
- Pięć powinno. Przy odrobinie szczęścia może jeszcze jedna. Chciałbym jednak poruszyć inny temat. Polonia wiedziała, że ma problem ze stadionem i nie wiem dlaczego nie zdecydowała się grać na Stadionie Śląskim. Naszych kibiców byłoby pewnie z 10000, ich co najmniej tyle samo. Gra dla 20 tysięcy miałaby już sens. Szkoda, bo takie mecze są potwornie smutne. Chcę, by w lidze grało jak najwięcej śląskich klubów, ale pewne standardy trzeba spełniać i myśleć o tym wcześniej, a nie później.

» Czy Górnik, mający teoretycznie lepszych piłkarzy i kilka razy wyższy budżet, musi wygrywać z Polonią dzięki takim golom środkowego obrońcy?
- Jesienią strzelali napastnicy. Polonia jest w trudnej sytuacji, wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz. Poza tym cały czas jesteśmy w pewnym „dołku”, a to nie ułatwia zadania. Dlatego mnie cieszą trzy punkty, a to jak padł gol jest naprawdę bez znaczenia.

» Skąd ten „dołek”.
- Wiem, że wokół Górnika powstaje aura klubu, który wraca na miejsce, który zajmował przez lata. I dobrze, że tak jest. Inwestor, kibice, pełny stadion... Tylko, że mamy czterech doświadczonych graczy. Czterech! To Peskovic, Brzęczek, Moskal i ja. Dzisiejszy kadrowicz Pazdan grał w maju w III lidze. Zahorski, który robi ogromne postępy, nie mieścił się nie tak dawno w Groclinie, a z Pawelcem grali w słabej Łęcznej. Gołoś często leczył urazy, Jarki rok temu nikt nie znał, Magiera nie mieścił się w Wiśle, a Madejski trafił do Zabrza z Arki. Mam jeszcze mówić? Nie da się iść na skróty. W wielu meczach są momenty, kiedy pod presją część chłopaków, dobrze prezentujących się na treningach, wycofuje się z gry. To sprawa doświadczenia i ogrania. Każdy klub, który w lidze jest przed nami, doświadczonych piłkarzy ma 7-8, a Wisła kilkunastu i dlatego jest pierwsza. Poza tym, kiedy faktycznie „dołek” już jest to trzeba się nauczyć z nim grać. Grać... bezpiecznie w obronie jest to prostsze. Nadrabia się ustawieniem, nie wstyd czasami wybić piłkę, liczy się skuteczność. U nas niewielu jeszcze to potrafi. Tak samo jak grać co trzy dni. To też widać na boisku.

» Co prawda jest jeszcze marzec, ale nie przeszkadza wam sytuacja, że nie ma gwarancji czy waszym trenerem będzie w nowym sezonie nadal Ryszard Wieczorek?
- To jakby nie moja działka, ale z tego co wiem sprawa jest prosta. Jesteśmy w ósemce to umowa z trenerem zostaje automatycznie przedłużona. Wydaje mi się, że trener i piłkarze wykonują naprawdę dobrą robotę. Przecież tutaj powstała drużyna złożona z kilku graczy, którzy walczyli o utrzymanie i czternastu nowych. Żaden trener nie dokona w ciągu roku cudu.

» Przyzna pan jednak, że w porównaniu z jesienią niewielu piłkarzy jest dziś o krok do przodu. Chyba tego można było w rundzie wiosennej oczekiwać?
- Tutaj ma pan rację. Ja cały czas wierzę, że „złapiemy” jeszcze dobrą passę, wygramy kilka spotkań, nawiążemy walkę z Koroną czy Lubinem. Gramy z nimi u siebie. Chciałbym te mecze wygrać. Podobnie jak ten z Groclinem. Górnik potrzebuje takich wyników, jeżeli w kolejnym sezonie chcemy zrobić kolejny, jakościowy krok do przodu. A chcemy. Ósme miejsce zająć w polskiej lidze nie jest aż tak trudno, ale czwarte-piąte... To musi być inna jakość.

» W tym stanie personalnym realna?
- Nie wiem jaka jest polityka personalna klubu. Wiem natomiast i to mnie naprawdę martwi, że przez tych osiem miesięcy praktycznie nie widziałem piłkarza Górnika młodszego pokolenia, który zostałby po treningu, chciał poćwiczyć indywidualnie. Poprosił trenera, Jurka Brzęczka czy mnie, byśmy mu coś pokazali. Przecież każdy ma braki! W przyjęciu piłki, strzale, technice, ustawieniu... Przekazalibyśmy trochę naszej, myślę, że ogromnej, wiedzy. Ja nie będę za nikim chodził, ale też nigdy nie odmówię. Tylko muszę to usłyszeć. Pięć pierwszych lat gry dorosłą piłkę zostawałem niemal po każdych zajęciach, bo więcej w karierze zawdzięczam pracy niż talentowi.

» Naprawdę nikt?
- Czasami Malinowski, ostatnio pytają o coś Gołoś z Zahorskim. Zawziął się Stachowiak i dziś zrobił z młodzieży największy postęp, ale tego powinno być więcej, to musi być norma, a nie pytanie i wystarczy, bo wszystko już potrafię. Mówię tym chłopakom, że solarium, fryzjer i dobra fura są ok., ale nie będzie tego jeżeli nie skupią się na tym, dzięki czemu mogą to wszystko mieć, czyli treningowi i dobrej, regularnej grze. Za dużo jest zadawalania się poprzednim meczem, szczególnie jak jest wygrany. Liczy się następny i kolejny... Taki Gancarczyk to naprawdę zdolny chłopak, ale nie widziałem go nigdy po zajęciach, nigdy o nic nie pyta. A lista jest długa. Jurek Brzęczek do dziś bierze po zajęciach gumową piłkę. Wzmacnia plecy, mięśnie brzucha, pracuje nad sobą. Lepszego przykładu młodzi już mieć nie będą.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online