Forum
 

Poławiacze zaginionych piłek

- Aleście nam, panowie dziennikarze, pogodę przywieźli... - Tomasz Hajto z dezaprobatą kiwał głową. W trakcie obiadu „górników” niebiosa za oknem sypnęły gęstym śniegiem przypominając, że przecież Wisła to nie tylko zimowa stolica Beskidów, ale i rodzinne strony Adama Małysza. Pochmurny wtorek generalnie zaczął się pod Stożkiem mżawką, która momentami bywała dokuczliwa i podczas porannej „tlenówki”, i przedpołudniowego treningu strzeleckiego. Bo właśnie tej umiejętności poświęcony były wtorkowe zajęcia w ośrodku „Start”. - Niech nie narzekają - śmiał się trener Ryszard Wieczorek. - Przy mrozie i śniegu taki trening może i byłby niebezpieczny, zwłaszcza dla bramkarzy. Ale w tych warunkach, na zielonej trawie, to czysta przyjemność - dowodził szkoleniowiec Górnika. Swym podopiecznym - prócz konkretnych ćwiczeń - ordynował też czasem dobre, czasem uszczypliwe słowo. „Brawo Moskit, o to chodzi” - rozległ się jego okrzyk po wyjątkowo ładnie wykończonej przez Tomasza Moskala akcji. „Oj, Piotrek, coś za dużo współpracujemy” - z dużą dozą humoru zauważał za to trener Wieczorek, gdy po raz trzeci z rzędu za bramką strzeżoną przez Borisa Peskovica przyjmował piłkę, teoretycznie kierowaną w jej światło przez Piotra Madejskiego.

Hierarchia być musi!
Dosadnej krytyki nie brakowało i ze strony zabrzańskich rutyniarzy. „Nawet tego nie potrafią...” - westchnął sobie w pewnej chwili nieco głośniej Jerzy Brzęczek, gdy zagrana przez któregoś z młodszych kolegów piłka - miast do nogi - przeleciała kapitanowi Górnika parę metrów od niej. Zresztą strzały oddawane chwilami na wiwat sprowokowały i niecodzienny widok, gdy jedną z piłek trzeba było wyławiać z przepływającego za płotem potoku. W roli „poławiaczy zaginionych futbolówek” wystąpił fizjoterapeuta Włodzimierz Duś i trener bramkarzy Piotr Wojdyga.
Hierarchia w drużynie i właściwy podział ról został jednak zachowany; podczas kończącej trening gry „w dziadka” klubowa starszyzna ćwiczyła we własnym gronie, i w nim właśnie najwięcej było błyskotliwych zagrań, efektownych sztuczek piłkarskich i... zwyczajnej zadziorności i ambicji. Po zajęciach zaś zbieraniem futbolówek do worków zajęła się oczywiście „górnicza” młodzież z zimowego zaciągu: Dawid Ambroziak, Paweł Krzysztoporski, Marcin Wodecki i Mariusz Gancarczyk. W końcu porządek być musi...
Generalnie dla osób rzadziej zaglądających na obiekt przy Roosevelta, wiele twarzy na wiślackim zgrupowaniu Górnika musi być zaskoczeniem. Poza wspomnianą czwórką młodziaków, trenują tu przecież nowi stranieri: Słowak Patrik Pavlenda i Serb Marko Bajić. Jest też znany tu ze swej poprzedniej „kadencji” w Zabrzu Mariusz Magiera, ale i Sebastian Nowak - przez parę ostatnich lat kojarzony z Chorzowem. Rosły eksgolkiper Ruchu - wobec rekonwalescencji Mateusza Sławika - stanowić będzie najpoważniejszą konkurencję dla Borisa Peskovica. - Szukamy wciąż trzeciego bramkarza - zapowiada Ryszard Wieczorek, potwierdzając zarazem, że nowego pracodawcy szukać ma Tomasz Laskowski. - Jeżeli go nie znajdzie, zostanie z nami. Ale zapewne byłaby to sytuacja niewygodna i trudna dla niego samego - uważa opiekun Górnika.

Odliczanie do trzydziestego
Kolegów ćwiczących z piłkami z pewną nutką zazdrości oglądał wczoraj Konrad Gołoś. Zabieg teoretycznie prosty - czyszczenia łąkotki - na chirurgicznym stole przybrał nieco inny wymiar. Pomocnik zabrzański więc wciąż tylko truchta wokół murawy. - Przyznaję, że w tej chwili nawet nie myślę o reprezentacji Polski - mówi, nawiązując do niedawnego powołania. - Obecnie raczej ścigam się z czasem i zastanawiam się, czy zdążę do początku wiosny wrócić do pełnej sprawności - komentuje swoje obecne samopoczucie.
- Rozumiem Konrada. Był bardzo optymistycznie nastawiony do procesu rekonwalescencji. Próbował nawet wejść w normalny trening, ale było jeszcze za wcześnie. Woleliśmy dmuchać na zimne. Mam nadzieję, że do 30 stycznia, czyli dnia naszego odlotu do Hiszpanii, będzie już w stanie zacząć ćwiczenia piłkarskie z zespołem - komentuje sytuację swego zawodnika Ryszard Wieczorek. Możemy chyba śmiało napisać „swego”. - Myślę, że przeszkód w moim pozostaniu w Zabrzu już nie ma żadnych - w ten sposób Gołoś odniósł się do przyszłych negocjacji z „górniczymi” działaczami na temat warunków kontraktowych.

Interwencja „na górze”
- We wtorek trening był jak ta lala, murawa była świetna - podkreślał na koniec dniówki szkoleniowiec Górnika w rozmowie z kierownikiem obiektu w „Starcie”. Na środę jednak - w związku ze wspomnianymi na wstępie opadami śniegu - rokowania pogodowe były już dużo gorsze. - Jak spadnie dużo śniegu, to go wam ubijemy i tyle - zapowiadał ten ostatni. Niewykluczone jednak, że ostatni dzień zgrupowania w Beskidach zabrzanie spędzą na sztucznej murawie w Szczyrku. No chyba że pomoże interwencja „na górze”. Pośrednik przecież jest; wczoraj zabrzan odwiedził na zgrupowaniu kapelan Górnika, ksiądz Bogdan Reder, przebywający na krótkim urlopie w Jaszowcu. - Już od lat stara się tak zorganizować sobie wypoczynek, by choć na chwilę wpaść do chłopaków - przypomina kierownik drużyny, Jan Zieleźnik. A ksiądz już zapowiedział tradycyjną mszę na rozpoczęcie rundy wiosennej...

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online