Forum
 

Wiśniewski: Jestem z Torcidy

Czy jednego z najbardziej rozpoznawalnych piłkarzy ligi nie zobaczymy już na pierwszoligowych boiskach? Jacek Wiśniewski we wtorek trafił na listę transferową Cracovii. Piłkarz ma z klubem kontrakt ważny do czerwca. Nie można jednak wykluczyć, że w lidze już nie zagra. – Chyba wolałbym drugoligowy klub walczący o awans niż zespół broniący się przed spadkiem. Oczywiście gdybym już musiał odejść – powiedział nam Wiśniewski, który na boiskach ekstraklasy pojawił się dziesięć lat temu, przechodząc z Concordii Knurów do Górnika Zabrze.

- Co pan teraz robi?
- Przebywam z rodziną w Niemczech. Właśnie gram z synem Przemkiem na Playstation w FIFA. On jest Cracovią, a ja Górnikiem. Prowadzę 1-0 po golu Juszkiewicza. To taka starsza wersja... Wracamy po świętach.

- Decyzja Cracovii pana zaskoczyła?
- Czy ja wiem... Nie wiem czy to decyzja Cracovii, bo chyba przede wszystkim trenera Majewskiego. W końcu to szkoleniowiec odpowiada za sprawy personalne, ale ze mną na ten temat nigdy nie rozmawiał. O wszystkim wiem z internetu. Z drugiej strony pojawiła się swego czasu informacja, że „Pasy” chcą odmłodzić zespół, a tacy „dziadkowie” jak Jacek Wiśniewski nie mają większych szans na pozostanie w klubie. Dlatego zaskoczony nie jestem.

- Jakieś pretensje?
- Trudno polemizować z trenerem. Skoro tak uważa – jego prawo. Nie mówię tego z żadnym przekąsem. Pan Majewski odpowiada za zespół i jego wyniki. Widać uznał, że mnie już nie potrzebuje. Fakt, jesienią nie byłem w wielkiej formie, ale przede wszystkim z powodu kontuzji. Zdrowy chyba jeszcze miałbym coś do powiedzenia.

- Wiosną o „Wiśni” było pozytywnie głośno. Ważne gole, wybór na piłkarza miesiąca. Jesienią jakby nieco ciszej.
- Piłkarz powinien dobrze przepracować okres między rundami. Szczególnie jak nie jest Kaką czy Ronaldinho. Ja nie jestem. Tego się nie oszuka. Tymczasem w ciągu kilku miesięcy miałem poważniejszy uraz Achillesa, złamany nos, w końcu w meczu Młodej Ekstraklasy z Wisłą Kraków dostałem mocno w udo. Też nie dało się z tym dobrze grać. Przed rokiem nie miałem żadnej kontuzji. Potem było lepiej niż dobrze. Czasami sam byłem zdziwiony tym co robiłem na boisku. Dziś jestem zdrowy, więc – być może - może wiosna będzie równie udana jak przed rokiem. Mam nadzieję, że się o tym przekonam.

- W Cracovii?
- Kontrakt mam ważny. Jeżeli nikt się po mnie nie zgłosi, to Cracovia nie będzie miała innego wyboru jak trzymać mnie do czerwca. Choćby w roli portiera. Na pewno jednak podejmę walkę o miejsce na boisku. Z drugiej strony sygnał jest czytelny i nic na siłę. Może ktoś się zgłosi, może „Pasy” dadzą mi kartę do ręki i będę mógł odejść? To byłoby chyba najlepsze rozwiązanie dla obu stron.

- Puszczą pana?
- Gdzieś czytałem, że będę do wzięcia za „mało”. Mało to tylko trochę więcej niż nic. Mamy styczeń, by te tematy omówić.

- To teraz możemy trochę pospekulować, bo liga bez Wiśniewskiego byłaby na pewno smutniejsza. W dwóch klubach trenerami zostali pana serdeczni koledzy z boiska.
- Czego im bardzo gratuluję. Mówimy oczywiście o Andrzeju Orzeszku i Michale Probierzu. Chciałbym, by osiągnęli sukces i utrzymali zespoły w lidze. Sytuacja „Orzecha” jest bardzo trudna, Michała, przepraszam – trenera Probierza - tylko trochę łatwiejsza. Zagłębie raczej nie wchodzi w rachubę, a telefon od Michała Probierza zawsze odbiorę. Można porozmawiać. To akurat nic nie kosztuje.

- Pół roku temu chcieli pana jeszcze w Górniku.
- Wie pan, że pół roku w moim wieku to już sporo czasu. Wtedy prezes Szuster faktycznie podjął temat, ale potem nastąpiła cisza. Sprowadzili Tomka Hajtę i Jurka Brzęczka, a dziś szukają młodych piłkarzy, którzy mają być mistrzem Polski za 4 lata. Więc cisza będzie trwała nadal. Oczywiście do Górnika poszedłbym zawsze i w ciemno, bo żaden klub nie jest mi tak bliski, ale dziś jest to nierealne. Chyba, żebym szkolił młodzież.

- Czyli?
- Zastanawiam się czy lepiej grać w klubie pierwszej ligi, który walczy o utrzymanie czy może nie skorzystać na przykład z oferty klubu drugoligowego, chcącego awansować. Mnie jakoś mocno omijała gra o sukces, czyli awans, puchary, mistrzostwo... Może to byłby dobry moment. Jeżeli ktoś się znajdzie, a Cracovia mnie puści. To wypada dodać.

- Patrzymy na tabelę drugiej ligi i widzimy klub, w którym gra wielu pana przyjaciół. Grają swoje mecze na Okrzei w Gliwicach.
- To nie wchodzi w rachubę. Adasia Kompałę pozdrawiam, bardzo dobrze znam Janusza Bodziocha, a moim trenerem był w Knurowie Józef Dankowski. Przesympatyczni ludzie. Mam w tym klubie prawdziwych przyjaciół, ale ja jestem – choć z Sośnicy – to przede wszystkim z zabrzańskiej Torcidy. Życzę Piastowi awansu, ale na pewno w tym klubie nigdy nie zagram. To byłoby nie w porządku.

- To zagadki pan nie pomógł rozwiązać.
- Sam nie wiem jak to się skończy. Wrócę do Krakowa, siądziemy i porozmawiamy.

- Jaki wynik meczu z synem?
- Górnik cały czas prowadzi. Ma lepszą obronę niż Cracovia, a Wiśniewski gra bardzo przeciętnie. Poza tym nie może trafić.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online