Forum
 

Hajto: Zdrowie jeszcze mam...

Tomasz Hajto (fot. drożdżal)- Na pewno są piłkarze, którzy chcą pokazać „staremu” miejsce w szeregu, tylko że ja nie daję sobie w kaszę dmuchać – mówi w wywiadzie dla Sportu Tomasz Hajto.
Tomasz Hajto to dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci w lidze. Kilka dni temu skończył 35 lat. W obronie Górnika, do którego wrócił po jedenastu latach, ma niepodważalne miejsce. Jutro zagra na stadionie ŁKS Łódź, gdzie spędził pierwszy rok po powrocie do kraju.

- Jak urodziny?

- Z najbliższymi. Mieszkamy teraz pod Gliwicami i jedyne, na co mogę narzekać, to słaby zasięg telefonu. W klubie postawiłem po kawie i kawałku torta. Ponoć był dobry.

Jak 35-latek czuje się na naszych ligowych boiskach?

- Zacznę od tego, że jest zapotrzebowanie na takich graczy. Doświadczonych, którzy grali lata na zachodzie. Nie odkryję świata mówiąc, że możemy młodych ludzi sporo nauczyć. Oczywiście, jeżeli chcą słuchać. A widzę, że chcą. Przynajmniej w Górniku. A jak ja się czuję? Myślę, że radzę sobie dobrze, ale też zdaję sobie sprawę, że poziom tej ligi nie jest bardzo wysoki. Takie kluby, jak Polonia, Zagłębie, czy nawet Ruch nie prezentują dziś wielkiej piłki. Podobnie było zresztą w poprzednim sezonie z Górnikiem. To nie ja odkryłem, że bez pieniędzy trudno zbudować solidny i silny klub.

- Na jakim etapie jesteście w Zabrzu?

- Na pewno jesteśmy na dobrej drodze, by powstało tutaj coś trwałego i naprawdę solidnego. Etap? Cała praca zaczęła się trzy miesiące temu, więc jesteśmy na początku. Najważniejsze, że jest wszystko co potrzebne, by Górnik był w przyszłości mocny. Poza nowoczesnym stadionem, ale ten też ma ponoć powstać.

- Kiedy mówi się o faworytach ligi, was nikt jednak wśród sześciu najsilniejszych ligach nie wymienia.

- Ponieważ w szóstce jeszcze nie jesteśmy. O czymś więcej nikt dziś głośno w Zabrzu nie mówi. Mówiłem o przeciętnym poziomie. Przy poukładanym budżecie stosunkowo łatwo wejść do grona „średniaków”. Potem trzeba już zrobić duży jakościowo krok, by walczyć o puchary. Do tego też dojdziemy.

- Ile chce pan jeszcze grać w lidze?

- Zobaczymy. Nie chcę składać żadnych deklaracji. Powiedziałem Ryśkowi Szusterowi, że pomogę Górnikowi w momencie tych wielkich zmian. Podobnie Jurek Brzęczek. I pomagamy. Dalej w przyszłość na razie nie wybiegam. Na pewno skończył się mój czas w reprezentacji, choć wcale nie czuję się gorszy od zawodników, którzy w niej grają. Liga? Nie widzę problemu.

- Dałby pan sobie radę jeszcze za granicą?

- Zależy w jakim kraju i jakie byłyby tam obciążenia. Kiedy miałem najlepszy okres w Schalke, graliśmy w sezonie około 60 meczów. Każdy o wielką stawkę, z Ligą Mistrzów włącznie. Nie było czasu na nic, człowiek był rok pod „parą”. Dziś mój organizm takich obciążeń już nie wytrzyma.

- Nie myślał pan o rzuceniu palenia?

- Nie, już za późno. Zdrowie mam, nikt mi nie zarzuci, że jestem źle przygotowany do meczu.

- Hajto dziś i pięć lat temu? Wytrzymałość, motoryka, motywacja...

- Gdybym nie lubił trenować i nie zapieprzał na treningach, nie doszedłbym do tego, co w piłce osiągnąłem. To zostało, w szeregu staram się być pierwszy, choć z racji wieku niektóre wskaźniki mam już słabsze. To naturalne. Motywacja? Na pewno łatwiej było o nią, grając przy 70000 widzów z Bayernem czy Dortmundem, ale muszę sobie radzić.

- Rywalizacja pokoleń pana nie nakręca?

- Na pewno są piłkarze, którzy chcą pokazać „staremu” miejsce w szeregu, tylko że ja się nie daję. Mnie się to podoba, bo też taki byłem. Myślę jednak, że mam na boiskach szacunek piłkarzy, dobrze przyjmują mnie też kibice.

- Ktoś z młodych się panu tej jesieni spodobał?

- Jest kilku chłopaków, jak choćby Janoszka z Ruchu. Co nie zmienia faktu, że jest ich zbyt mało. Niemcy, które mają bogate kluby i kapitalną bazę, mniej więcej dwa lata temu dały sygnał, że promują swoich. Był niebezpieczny moment, kiedy starsze pokolenie odchodziło i wydawało się, że nie będzie mistrzów kim zastąpić. I wszyscy, w interesie niemieckiej piłki, zaczęli stawiać na „swoich”. Dziś jest to jedna z najmłodszych drużyn w Europie, a już odnosi sukcesy. I cały czas pojawiają się nowi, świetnie zapowiadający się piłkarze. U nas? Cały czas bardziej opłaca się sprowadzić przeciętniaka z zagranicy niż wyszkolić i zaufać. Świetny jest Roger z Legii, bardzo dobrzy Arboleda, Hernani, Edi... Może jeszcze 2-3. Reszta? W ten sposób silnej polskiej piłki nie zbudujemy.

(…) - Myśli pan, że w Łodzi wszyscy się z panem ciepło przywitają?

- Wierzę, że tak, choć zawsze miałem swoje zdanie, z którym nie każdy musiał się zgadzać. Nikt mi jednak nie powie, że nie zrobiliśmy tam dobrej roboty. Z chłopakami ściągniętymi z niższych lig graliśmy w samym czubie ligi. Zimą odeszło pięciu, latem czterech... Niewiele z tego zostało. Między innymi dla ratowania budżetu odszedłem też ja.

- Chciał pan, by w Zabrzu grał Tomasz Kłos?

- Mam swoje zdanie, ale nie odpowiem. To „działka” prezesa i dyrektora sportowego, a mam do nich wielki szacunek. Więc nie wchodzę w ich kompetencje.

- Będzie niespodzianką, jeżeli Górnik w sobotę nie wygra?

- Tak. Jesteśmy faworytem i takie mecze powinniśmy wygrywać.

źródło: Sport



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online