Forum
 

Ukochana drużyna

O tym, że Górnik Zabrze ma kibiców w całej Polsce, a także daleko poza jej granicami wiadomo od dawna. Takim zapalonym fanem czternastokrotnego mistrza Polski był obecny jego 24-letni piłkarz Marcin Chyła. Pochodzi z Tczewa. W tym historycznym mieście jako dziesięciolatek zaczął uprawiać futbol w tamtejszej Wiśle. Pierwszymi jego trenerami byli Witold Kulwicki i Mikołaj Bykowski. Brat tego pierwszego Lech Kulwicki występował w drużynie Lechii Gdańsk, która grała przeciwko Juventusowi Turyn w Pucharze Zdobywców Pucharów, a było to w 1983 roku. Lechia na Wybrzeżu zawsze była kultowym klubem. 
Pamiętna wizyta
Jednak kiedy Marcin dorósł oddał swe serce Górnikowi. Zapoznawał się z jego historią. Chętnie czytał o wyczynach Ernesta Pohla, Włodzimierza Lubańskiego, Stanisława Oślizły, Andrzeja Szarmacha. Mając 13 lat pojechał na zimowe ferie do cioci, która do dzisiaj mieszka w Biskupicach. Wtedy po raz pierwszy pojawił się na stadionie przy ulicy Roosevelta. - To było dla mnie wielkie przeżycie. Z zapartym tchem oglądałem liczne puchary, od najmniejszych do największych. Kupiłem sobie klubowy znaczek, szalik i proporczyk. Już wtedy pomyślałem sobie, że zagrać kiedyś w Górniku byłoby dla mnie ogromną frajdą. Nigdy nie przypuszczałem, że to marzenie kiedyś mi się spełni - wspomina Chyła.
Nim do tego doszło, przeszedł dość długą, piłkarską drogę. Miał sporo szczęścia, bo w 1998 roku trenerem Wisły Tczew został Piotr Rzepka, były piłkarz Górnika i to z czasów, kiedy zabrzanie w drugiej połowie lat osiemdziesiątych grali w Pucharze Europy Mistrzów Krajowych. Miał z kim porozmawiać o nowszych już dziejach swojego ulubionego klubu. Szybko robił postępy. W przerwie zimowej w sezonie 2001/2002 do drugoligowej Arki Gdynia ściągnął go trener Marek Kusto. Otwierała się da niego szansa wypłynięcia na wielkie, piłkarskie wody. Z prezesem klubu Jackiem Milewskim podpisał półtoraroczny kontrakt. Pojechał z drużyną na obóz do Dzierżoniowa. W trakcie treningów odnowiła mu się kontuzja mięśnia dwugłowego. Jakoś zdołał ją wyleczyć, ale pech go nie opuszczał.

Rozwiązany kontrakt

Na dwa tygodnie przed inauguracją wiosennej rundy doznał urazu mięśnia czwórgłowego. Wtedy stała się rzecz nieoczekiwana. Prezes Milewski wezwał Marcina do swojego gabinetu i oznajmił mu, że rozwiązuje z nim kontrakt z powodu jego skłonności do kontuzji. Początkowo Chyłę "ścięło" z nóg. Szybko się jednak pozbierał. Znalazł miejsce w trzecioligowej, solidnej drużynie Gryf Wejcherowo. Pograł w niej do zakończenia sezonu i znowu wrócił do rodzinnego Tczewa, tym razem do trzecioligowej Unii. Dostał się pod opiekuńcze skrzydła znanego trenera Jerzego Jastrzębowskiego, który kiedyś m. in. prowadził drużynę Lechii Gdańsk we wspomnianych meczach z Juventusem. Jesień 2002 była dla niego bardzo udana. Zdobył dziewięć bramek i to dało mu tytuł najskuteczniejszego strzelca w trzeciej lidze na Pomorzu.

Pierwszy szok

Wtedy został zauważony przez znanego menedżera piłkarskiego Jarosława Kołakowskiego. Dzięki niemu w listopadzie 2002 roku trafił na testy do Ruchu Chorzów, gdzie trenerem był Piotr Mandrysz. Już się wydawało, że Marcin zostanie w drużynie "niebieskich", ale Kołakowski nie potrafił się dogadać z prezesem Krystianem Rogalą i ten pierwszy zaczął mu szukać nowego klubu.Nie musiał daleko jechać. W Zabrzu trener Waldemar Fornalik poszukiwał dublera na prawej pomocy dla Michała Probierza. Marcin aż podskoczył z radości, kiedy się dowiedział, że może się spełnić jego największe marzenie i będzie grać Górniku. W ten sposób na początku stycznia bieżącego roku, Marcin pojawił się na stadionie przy ulicy Roosevelta. Kiedy wszedł do szatni on sam i obecni tam piłkarze przeżyli szok. Chyła do złudzenia okazał się podobny do Adama Kompały. Ktoś, kto ich nie zna, mógłby pomyśleć, że są bliźniakami. Marcin najpierw zamieszkał w hotelu, a potem wynajął mieszkanie przy ulicy Królewskiej. Kiedy miał dach nad głową sprowadził z Tczewa swoją dziewczynę Monikę.

Najszybsza bramka

W ekstraklasie zadebiutował 15 marca 2003 roku w meczu z Zagłębiem w Lubinie. Na zdobycie pierwszej bramki musiał czekać do 21 maja. Wtedy w meczu z Wisłą Płock w Zabrzu strzelił najszybszego gola w rundzie, bo stało się to w 29. sekundzie spotkania. Niewiele to jednak dało, bo Górnik przegrał 1: 2. Do tej pory w I lidze wystąpił 13 razy, ale przeważnie był zmiennikiem. Od początku do 70. min. zagrał ze wspomnianą Wisłą Płock, a z Dospelem Katowice od 1 do 80. min. - W drużynie czuje się dobrze. Na przedmeczowych zgrupowaniach mieszkał w pokoju z Markiem Koźmińskim, kiedy ten jeszcze występował na boisku. Na razie gra w drugiej drużynie Górnika. Trener tego zespołu Andrzej Kobiałka bardzo go chwali. Marcin zna miejsce w szyku. Wciąż czeka na swoją wielką szansę.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online