Forum
 

Jacek Wiśniewski: W moim sercu jest tylko Górnik

Jacek Wiśniewski (fot. Dziennik Zachodni)Wysoki, łysy, krzywa szczęka. Jacek Wiśniewski wygląda jak... bandyta. – Ale to aniołek, co u żony pod miotełką siedzi – mówi o nim jego przyjaciel Dariusz Dźwigała.
– Ostatnio jakiś taki zabiegany jestem – wita nas Wiśniewski, otwierając drzwi. – Maj jest, a ja na zimówkach jeszcze jeżdżę. Dwie przednie już wymieniłem. No nie bądź taki zdziwiony. Może jeszcze śnieg w lecie spadnie, to tył auta wystawię z garażu i będzie jak znalazł – śmieje się i zaprasza, byśmy usiedli na kanapie.
– Dolną część ławy pies nam pogryzł – wyjaśnia, jakby chciał uprzedzić pytanie o zniszczony mebel. – Natan to labrador. Właśnie dałem go znajomemu policjantowi na szkolenie. Jak wróci, to już będzie sierżant Natan, pierwszy policjant w rodzinie – dodaje.

Złote myśli Jacka
Po tym monologu już wiadomo, jaki jest „Wiśnia”. Bezpośredni, otwarty, kontaktowy. Rozmowa z dziennikarzem to dla niego przyjemność.
– Po meczach Cracovii, jak się wokół mnie grupa reporterów ustawi, zawsze jest wesoło. Ale ostatnio naraziłem się nestorowi krakowskich dziennikarzy. On do mnie, czy nie wziąłbym go do Stanów, bo „Pasy” tam polecą. Ja mu na to, że koksu nie przewożę i w śmiech. Jego zamurowało, a przecież ja tylko żartowałem. Zawsze tak robię i nieraz coś palnę. Ale z siebie też się śmieję, jak trzeba – przyznaje i przypomina, jak został gwiazdą programu „Łapu Capu” w Canal Plus. – W przerwie jednego ze spotkań podchodzi dziennikarz i pyta, jaki będzie wynik. A ja mu mówię ze śmiertelną powagą, że Górnik może wygrać, przegrać albo zremisować. Jak to koledzy zobaczyli, to w szatni była jazda. A potem to już poszło. Po meczu na Konwiktorskiej, gdzie lała się krew powiedziałem, że Polacy też dużo krwi pod Grunwaldem wylali. No i te słynne „zagraliśmy jak pipy”. Wam też będę chciał coś fajnego powiedzieć – stwierdza.

Szacuneczek jest
Uśmiech znika jednak z twarzy piłkarza Cracovii, gdy zaczyna mówić o Górniku Zabrze. – Byłem ostatnio na Górniku, na meczu z ŁKS i żal było patrzeć, jak się chłopaki po czołach kopali. Wielu z nich znam, lubię – kiwa głową z niedowierzaniem. Bo Górnik to dla niego świętość. W Cracovii gra dla pieniędzy. – Nieraz to mówiłem. Dla Cracovii będę zapylał na całego, ale w moim sercu jest tylko Górnik. Byłem tam wiele lat, ale kiedyś trzeba było przestać żyć na kredyt. Za te pieniądze, które dostaję teraz w Krakowie, zrobię dla tego klubu wszystko, ale Górnika kochać nie przestanę – deklaruje.
Wiśniewski, przychodząc do Górnika dostał bardzo niski kontrakt, ale cieszył się, że będzie mógł ubrać koszulkę Górnika. – I szacuneczek dla każdego miałem. Jak raz przyszedłem do trenera Henryka Apostela, a Darek Koseła tam siedział, to spytałem: „Panie Darku, mogę usiąść”. No i każdemu „dzień dobry” mówiłem. A teraz młodzi starych nie szanują, kibiców nie szanują. I kibice krzyczą, że piłkarze hańbią Górnika i ja się z nimi zgadzam. I tu nie chodzi o brak umiejętności, ale o serce – przyznaje.
Dla Wiśniewskiego Cracovia jest przykładem profesjonalizmu, klubu poukładanego, w którym każdy wie, co ma robić. Ale Wiśniewski woli jednak opowiadać o Górniku, w którym jest bałagan, gdzie wszystko stoi na głowie. – Bo gdzie indziej trener kazałby się uczyć piłkarzom niemieckiego? A w Górniku tak było, jak grał bramkarz Carsten Nulle. Już miałem Ryszarda Komornickiego spytać, czy jak Polak przychodzi do niemieckiego klubu to oni uczą się polskiego – oznajmia.
Korzystając z faktu, że rozmowa zeszła na bramkarzy, zagadujemy o Piotra Lecha. Bo kiedyś „Wiśnia” miał z nim na pieńku. – Było, minęło. I trzymam kciuki, żeby Piotrek został mistrzem. Zresztą za to, jak gra i trzyma piłkarzy w Bełchatowie za mordy, to mu się należy – mówi z uznaniem.
Wiśniewski też lubi trzymać kolegów za mordy. – Jak się komuś w Górniku nie podoba, to niech wypier... – tak powiedziałem po jednym z meczów. – Potem mnie prezes wezwał na dywanik i upomniał – wspomina.
Piłkarzowi trudno jednak uciec od mocnych słów. To pozostałość po dzieciństwie spędzonym w dzielnicy grozy. – Odkąd pamiętam, o Sośnicy zawsze mówiło się, że mieszka tam najgorszy element – mówi Jacek Polak, kolega Wiśniewskiego z Concordii Knurów. – I Jacek długo swoją postawą potwierdzał złą sławę dzielnicy Gliwic. W końcu się jednak wyrwał. Narzeczona go zmieniła, potem małżeństwo, dzieci. Teraz to wspaniały człowiek – dodaje.
- Faktycznie, Sośnica cieszy się złą sławą – przyznaje Wiśniewski. – Tylko dwóch porządnych ludzi stamtąd się wywodzi. Ja i Włodek Lubański. Różni nas to, że ja Górnika kocham cały czas, a on tylko, jak czegoś potrzebuje. Szkoda, bo Górnik potrzebuje wielkich sław na trybunach.
Wiśniewskiemu jednak wcale nie trzeba autorytetów, by grać. On ma charakter ukształtowany przez trudne życie na Śląsku. Przez doświadczenia z Sośnicy, przez udział w ulicznych walkach bokserskich, przez wygląd. – Wielu bierze mnie za bandziora. Wiadomo, łysy, krzywa szczęka... – przyznaje. Ale bandziorem jest tylko na boisku. Wylewa litry potu i krwi, jeśli trzeba. – Żeby nikt nie powiedział, że gram jak pipa – zaznacza.
- Pamiętam taki mecz, w którym Jacek ubrał korki o dwa numery za małe i wybiegł na boisko. W przerwie trener zobaczył, że stopy Jacka pływają we krwi. „Wiśnia” nie chciał jednak zostać w szatni, chciał grać dalej – mówi Robert Kolasa, który kilka lat temu grał z Wiśniewskim w obronie Górnika. – A ja przypominam sobie, jak w przerwie ważnego meczu Jacek wylewał krew z korków. Zbladł przy tym i na drugą połowę nie wyszedł. Dzień wcześniej balował i siekierką w stopę się uderzył – przypomina Polak.

Podnieśliśmy się
Wiśniewski, opowiadając o sobie, miesza prawdę, kpinę i żart. Ale on uwielbia swoją wieś, uwielbia Śląsk. – Pięknie jest pod Wawelem, ale nie moglibyśmy tam zamieszkać. Zaraz po moim przejściu do Cracovii przenieśliśmy się tam na rok. I co? Same nieszczęścia. Jakiś facet przejechał naszego pieska, ja przez rok nie mieściłem się w składzie i nie grałem, a Dorota poroniła – smutnieje. Ale na krótko. – Bo się podnieśliśmy. Wytrzymaliśmy ten cios. Z Dorotą nie potrafilibyśmy bez Śląska żyć. Tyle, że ona nie wypowiada się dla prasy, bo się boi, że jakieś głupstwo palnie. Ale ja z prasą rozmawiam za dwóch. A jak coś palnę, to przecież zawsze mogę powiedzieć, że to był tylko żart – kończy.

* * *

Do Gwarka
Jacek Wiśniewski, choć gra w Cracovii, to deklaruje miłość do Górnika Zabrze. Jednak już wiadomo, że w ukochanym klubie kariery nie zakończy. – Spotkałem się z burmistrzem Ornontowic, gdzie mieszkam, i on zaproponował mi na stare lata grę na stoperku w Gwarku. A ja nie powiedziałem „nie” – przyznaje Wiśnia. Kontrakt z Cracovią „Wiśnia” ma ważny do czerwca 2008. Jeśli po tym terminie nie zgłosi się Górnik, to będzie chciał zostać pod Wawelem. Myśli też jednak o tym, co będzie robił w przyszłości. – Maturę mam, ale uczę się dalej, bo chcę być trenerem – zdradza. A na razie jest piłkarzem i właścicielem Pubu Sielana. – Lokal jest blisko siedziby Górnika. Dla mnie ważne jest nie tylko to, żeby interes się kręcił, ale też to, że mam możliwość spotkania się z kibicami i porozmawiania o moim klubie – wyjaśnia.

źródło: Przegląd Sportowy
nadesłała: Hania



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online