Forum
 

Pechowiec kolejki: Piotr Lech

"Bramkarz musi się liczyć z takimi "urokami" profesji. Dla żony moje siniaki też nie są niczym nowym" - mówi Piotr Lech po meczu w Łęcznej.
Po obronie rzutu karnego w Łęcznej Piotr Lech, leżący na boisku i trzymający piłkę w rękach, został zaatakowany wślizgiem przez Piotra Soczewkę. Noga zawodnika trafiła w głowę bramkarza. Z rozbitego łuku brwiowego polała się krew. - Na szczęście człowiek ma już trochę doświadczenia i zdążyłem jeszcze zrobić unik, żeby nie dostać korkiem w oko - mówi Piotr Lech. - Skończyło się tylko na dwóch plastrach sklejających ranę, opuchliźnie, która byłaby dużo większa, gdyby skóra nie pękła. Nie wiem, czy z podbitym, opuchniętym okiem, mógłbym dograć ten mecz do końca. Nic bym przecież nie widział.
Jednak Piotr Lech nie tylko dotrwał do końca spotkania, ale był ojcem zwycięstwa zabrzan. Do domu wrócił posiniaczony, ale zadowolony.
- Dawno już nie miałem takiej przygody - dodaje bramkarz zabrzan. - Ostatnio, kiedy grałem jeszcze w GKS Katowice po starciu ze Svitlicą kończyłem mecz z obandażowaną głową.
Do rywala, który zapewnił Piotrowi Lechowi "kolorowy zawrót głowy" bramkarz Górnika nie ma pretensji. - Zachował się tak, jak powinien. Podaliśmy sobie ręce. Nie mam do niego żalu o te kolory, jakie mam teraz na twarzy.

źródło: Dziennik Zachodni



Redakcja www.Gornik.Zabrze.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są niezależnymi opiniami czytelników serwisu. Jednocześnie redakcja zastrzega sobie prawo do kasowania komentarzy zawierających wulgaryzmy, treści rasistowskie, reklamy, itp.

















Copyright © 2001-2018 Górnik Zabrze On-Line - serwis nieoficjalny. Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
[zalecane przeglądarki: Mozilla Firefox, Google Chrome, Opera] online